piątek, 30 grudnia 2011

rocznica

dziś jest rocznica śmierci Adama. Myśl o jego osobie przejmuje mnie smutkiem i dziwnym chłodem.
Mieszkałam z nim około lat 2, chwile były różne wiadomo...
Wydarzenia sprzed roku… nie chcę do tego wracać. To właśnie te chwile sprawiły że miałam wątpliwość czy zapalić znicz na jego grobie.
Jednak Adam był mi bliską osobą, zawsze uwielbiałam z nim rozmawiać, mieszkałam z nim.
Spoczywaj w pokoju Adamie. Pamiętam i nigdy nie zapomnę…


czwartek, 29 grudnia 2011

łby


W sumie miałam o tym nie pisać, ale napiszę. Wczoraj byłam na randce z ro#, znowu te pytania „standardowe”. Byliśmy na dłuuugim spacerku, ale on nie lubi spacerować… on woli siedzieć, spać….
Żona sąsiada napisała mi smsa: „przyjdź będziemy się kochać”
A ja mu na to, że nie będę wam przeszkadzać”
Usiedliśmy, w pizzeri, i znowu zaczęły się pytania. Po spotkaniu dalej mam mieszane uczucia i szczerze wątpię by cokolwiek z tego wyszło… a nawet więcej: jestem tego pewna. Szkoda, bo chciałabym mieć bliską osobę.
Sąsiad mi napisał żebym przyszła, i że jego żona sobie poszedł.
 Zadzwoniłam do sąsiada, zapytałam kiedy żona sobie poszedł.
Drzwi otworzył mi sąsiad z dziwnym uśmiechem. W mieszkaniu jego siedziała szczęśliwa małżonka. Gdy Krzysiu poszedł spać, impreza przeniosła się do „kurczaka”.
Żałuję że przeniosłam się z nimi do „kurczaka”… żona błyskawicznie rozgościła się, zaczynając  przyrządzanie kurczaka. Gdy mięsko było na patelni polał się alkohol. Po pewnym czasie „kurczak” miał dosyć i chciał wyprosić szczęśliwą małżonkę, ale on tak łatwo się nie da… chwytał się różnych metod…od prośby, krzyków, a gdy coś się nie spodobało małżonce niegościnny właściciel mieszkania zwyczajnie dostał po ryju. Żonka smaży sobie mięso na patelni kurczak daje do zrozumienia że chciałby iść spać, w odpowiedzi krzyki.
W końcu żonka kończyła dzieło poczęstowała mnie i zaczęła jeść. Normalnie jakby to było jego mieszkanie a „kurczak” powietrzem, bo nie reagował ani na prośby, groźby na nic. Czasem wywiązała się pyskówka, wymiana zdań odmiennych spadł małżonce talerz pozostałości po posiłku się rozwaliły na dywan, „kurczak” sapie. W  końcu wyskoczył z nożem do żonki… ten się nie boi niczego… nawet to żonki nie zniechęciło do dalszego pobytu. Ani nóż, ani kawałek rozbitego talerza nic nie pomoże gdy ktoś małżonkę wpuści. Gospodarz chciał na policje dzwonić. No tak gdyby miał z czego… może by i mu się udało zadzwonić. Dziwne, że sąsiedzi słysząc krzyki sami nie wezwali…
No i tak minęła nocka. Ja bałam się bo on zawsze mówi, a może tylko straszy, że się do mnie przeniesie…
Kurwa boje się tego kolesia i nie wiem co mnie skusiło by iść z nim do „kurczaka”… boje się że żona włamie mi się do mieszkania, albo że będę miała przez niego problemy.
Kurwa do głowy by mi nie przyszło by zachować się choćby podobnie do żony… najlepsze jak poszedł po kolejną flaszkę z… „kurczakowymi” kluczami do mieszkania.
Kurczak na skraju… widocznie przezorna małżonka zna numery kuraka, nie wykluczone, że naciął się onegdaj na zamknięte drzwi.
Najlepsze jak żona wzięła flaszkę pod pachę chciała iść, kurczak pierwsze co to nerwowo szukał kluczy ja zaraz przez okno wyjrzałam czy na pewno żona opuszcza blok, ale niestety nie widziałam go. kurczak pośpiesznie próbował zamknąć mieszkanie … co niestety mu się nie udało, bo żona stała za drzwiami i na dźwięk klucza w zamku nie zwłocznie wbił się do drobiowego mieszkania, jeszcze właściciel po łbie dostał.
Ja tylko myślałam jakby prysnąć stamtąd…
W końcu żonka zdrzemnęła się na fotelu kurczak – wrak siedział bezwładnie. A ja czem prędzej pognałam do siebie. Dobrze że ten za mną nie ruszył. Pierdole takie ferie! Trzeba będzie i Krzyśka omijać, skoro nawet nie przyzna się, ze żona u niego siedzi. Naprawdę nie chce mieć przez żoneczkę problemów… kurczak albo jest max fałszywy albo nie ogarnia. Nie wiem skoro tyle razy się naciął, i nie mógł później pozbyć gościa to po co go zaprasza? A może on naiwny, że tym razem persona non grata przejmie się tekstem, że chce kurak iść spać. Niedorzeczność.
Nie kurczak widocznie ma koniec miesiąca, z kasą krucho więc rządny fajek i procentów nie pomyślał o konsekwencjach wpuszczenia żonki do domu… co ten nałóg robi z człowiekiem.
W domu byłam około 7 rano. Przełożyłam wizytę pani z fundacji na jutro, ta poprosiła mnie bym kotce fotki porobiła, więc po nie przespanej nocce robiłam kotu fotki gdy wysłałam je mailem poszłam do spania. Sen był rozkoszny. Gdy wychodziłam żona zagroziła że będzie dzwonił… brr… na samą myśl zrobiło mi się dziwnie. Sen był słodki.
Dziś żonka dzwoniła z prośbą bym wpadła do kuraka. On już tam naprawdę się zadomowił skoro jeszcze zaprasza…. Dzwonił i pisał… masakra. ostatnio pisał ok 17 że robi jedzenie. Myśli, że jestem łapczywa na jedzenie niczym kurak na alkohol i faje? I tu się myli! Fakt, że lubię dobrze zjeść nei znaczy, że mam lgnąc do kogoś kogo się boje. On emanuje nawet taką czarną energią, takim mrokiem ale w złym znaczeniu czymś porostu zlym strasznym czymś czego się boje...
Czego on ode mnie chce…?! nie widzi, że go omijam?! Nie odbieram, telefonów, nie odpisuję… myślę, że chyba wie skoro kazał Krzyśkowi vel Brylowi kłamać, ze go nie ma…


środa, 28 grudnia 2011

Jestem już zmęczona stojąc wciąż w tym samym miejscu...

Jednak ro# się odezwał… powodem nie odzywania było to, że spał… O matko! Ileż spać można?! kolejne pytania z serii „czy cos z tego będzie”…
Dziś mamy się spotkać, obiecał mi, że dołoży mi się do rachunku za energie. Wiem, że to nie uczciwe że się z nim spotykam, ale z drugiej strony czy każdy tak uczciwy był wobec mnie?!
Dalej odpowiadam na oferty, jednak bezskutecznie. Zero odzewu, cisza…
t@ też się nie odzywa, jasne jak ja nie mam pracy to co on się będzie odzywał. Myślę, że dobrze zrobiłam, że przestałam słuchać koleżanki i nie ciągnęłam dłużej kłamstwa. Przynajmniej pozbyłam się „przyjaciela”.
Przed świętami miała być ta pani z fundacji i zapłacić za pobyt kotki, oraz dostarczyć jedzenie. Niestety się nie pojawiła. Dziś upływa miesiąc i teoretycznie powinna ją albo zabrać albo przedłużyć pobyt. Masakra. Nie no kurcze jak z fundacji to powinna się pojawić… przynajmniej mam takową nadzieje…
Wczoraj przyjechała pani po kota, kurde praktycznie to tylko tą kotkę mam…
Wczoraj siedziałam i dodawałam i odświeżałam ogłoszenia o hotelik, no i czekam…
Niedługo Sylwester … smutno mi bo tak bardzo chciała bym gdzieś iść, jechać… a z drugiej strony z czego tu się cieszyć, skoro wszystko w góre znowu pójdzie. Prąd już kolejny raz. Nie wiem ku czemu ma służyć ta polityka zniszczenia…


poniedziałek, 26 grudnia 2011

Od czego by tu zacząć… hmmm… w piątek przysłali mi zamówiony przeze mnie kalendarz fundacji Ast.


Ucieszyłam się, bo lubię amstaffy, i kalendarze z nimi. Cieszę się, że wsparłam organizację naprawdę pomagającą tym pięknym zwierzętom, naprawdę bo informacja zarówno o nowym podopiecznym fundacji jak i aktualne informacje na temat psa: jego zdrowia etc… na bieżąco są zamieszczane na stronie fundacji. Nie narzucają się, nie żebrzą po ulicach, nie spamują.
Tego samego dnia też właścicielka odebrała swoją cudną spanielka LULU. Fajny pies, będę tęskniła za nią, śmieszna taka sunia. Teraz z niecierpliwością czekam na następnego zwierza.
Oczywiście mam tę kotkę i fundacja przedłuża jej pobyt o kolejny miesiąc, i tego kocurka będę miała do 28 grudnia. Ale już niecierpliwie czekam na nowego zwierza. Może na sylwestra coś się trafi.
Nie wiem, ale przypuszczam, że to działanie konkurencji dzwoni facet pyta ile mam zwierząt  etc… raz chciał mi zostawić psa, wczoraj dzwonił z kotem. Mówi, że jak będzie wyjeżdżał ok. 16 to zadzwoni, i… się nie odzywa. Chyba, że do następnego razu, by zapytać ile mam zwierząt…
Poznałam nowego mena… dziwnym zrządzeniem losu jest to kolejny imiennik r@. nazwiemy go może ro#. To dziwny człowiek jest, oj dziwny… widzieliśmy się dwa razy i przyciska mnie do składania deklaracji, poprzez niewygodne pytania typu: „kochasz mnie”? „coś z tego będzie”? „masz mnie na dłużej”? „masz poważne plany”? albo „nic z tego nie będzie (w kontekście, że niby ja nie chcę)” i tym podobne podpuchy. Ciężko mi składać podobne deklaracje osobie którą widzę drugi raz na oczy.
Zapraszał mnie na święta ale mówiłam mu, że to dla mnie za szybko by iść do kogoś do domu kogo widzę drugi raz na oczy.
Ja święta spędziłam z sąsiadem nie tym Krzyśkiem ale z kurczakiem zwanym Chicken burger. Ro# chyba się obraził bo wczoraj rzucił słuchawką, a dziś nie odbiera. Może to i lepiej


środa, 21 grudnia 2011

co się stało z ta krainą złą?!

Co do wczorajszego wpisu, i tego „ogłoszenia” ma ono niestety wiele z prawdy w sobie. na pierwszy rzut oka może wydawać się wulgarnym obscenicznym wymysłem.
Ale ja zauważyłam kilka prawd:
1)     od pracownika, kandydata wymaga się wiele, bardzo wiele. Okraja się jego prawa coraz mocniej.
2)     Jakiego pracownika? Pracownikiem jest osoba zatrudniona na umowę o prace. Ale kto dziś daje umowę o prace?!
3)     Żeby dostać umowę o pracę trzeba się napracować, a tu nie wystarczy być dobrym, starać się (pracodawca z tych wypocin zrobi średnią, lub co gorsza minimalną do premii czy prowizji)… oj nie… trzeba się podlizywać… zauważyłam, że osoby wchodzące w relacje przekraczające normalnie przyjęte zachowania, demonstrując zażyłość pracują lepiej. W ostatniej pracy widziałam, ze są lepiej motywowani, szkoleni. Tak tak, buziaczki, uściski, „cukier” sypiący się tonami…
4)     Najniższa krajowa niby ma wzrosnąć do 1 500 pln. ale co z tego skoro wszystko ma znowu w górę… no tak ale mijając zgrabne omijanie prawa przez pracodawców wolą oni być zleceniodawcami, a odkąd trzeba składkę zdrowotne odprowadzać wolą dawać umowę o dzieło.
5)     Premie są zarezerwowane dla tych co są najmilsi dla przełożonego. Niedostępne dla szarego pracownika.
6)     Pracodawca nie tyle nie musi dawać zbyt wiele od siebie, może zachowywać się jak chce, bo i tak mało kto będzie dochodził swoich praw. Na co ma z reguły mniejsze szanse…
7)     Pracownicy często tak naprawdę nie trzymają się razem rywalizując ze sobą… chętnie donoszą przełożonemu


wtorek, 20 grudnia 2011

"Ogłoszenie" znalazłam na "chamsko.pl, wiem niezbyt stronka... długo myślałam, czy zamieścic poniższe "ogłoszenie" ze względu na to, że "trochę" wulgarne jest. 
Ale najsmutniejsze, jest to, że wiele prawdziwości w poniższym tekście jest. Heh... 





poniedziałek, 19 grudnia 2011

od prezentu do cierpienia...

Im prostszy i czytelniejszy przekaz tym większe prawdopodobieństwo, że treść zostanie zrozumiana.
Jeśli przekaz jest kontrowersyjny, materiał często zyskuje rozgłos…
Święta za pasem czas prezentów… oczywiście powinny budzić szczerą i nieskrywaną radość i szczęście u obdarowanego i obdarowującego. Ale bywają i takie, które są delikatnie mówiąc… nie trafione. Takie podarki często przy nadarzającej się okazji dalej idą w obieg, są to tak zwane: „prezenty przechodnie”.
Gorzej gdy takim prezentem jest żywe zwierze, które w odróżnieniu od przedmiotu czuje i myśli… i co często niezauważalne: zwierzak to konkretne zobowiązania: finansowe (karma, przybory…) czasowe, tak zwierzakowi trzeba poświecić trochę uwagi… czasami więcej niż trochę. Szczeniaka należy ułożyć…
"Co roku w wyniku nieprzemyślanych prezentów świątecznych kilka tysięcy psów zostaje porzuconych lub zabitych. Nie bądź katem! Pies to nie zabawka” – głosi reklama społeczna. O tyle cel jaki przyświeca realizatorom, jest najbardziej słuszny, o tyle sam przekaz bulwersuje, kto nie widział zapraszam:


Ktoś powiedział, że śmierć przez zastrzelenie jest niczym w porównaniu z dramatem niechcianego zwierzęcia. Historie są rozmaite…
Zwierzę uczy odpowiedzialności, ale niekoniecznie nauczy. Dziecko męczy rodziców o psa, jednak prawie zawsze jest tak, że gdy dostanie już psa to stosunkowo do życia psa bardzo szybko nudzi się, i wychodzić z psem muszą rodzice, dorośli. Często i oni nie mają czasu… wiadomo wszystko drożeje pensje w miejscu pracować trzeba coraz więcej, i z takich czy innych przyczyn zwierzę niechlubnie poszerza krąg zwierzaków bezdomnych. Gdyż takie są realia, że zwierząt jest więcej niż domów, o czym świadczą przepełnione schroniska.
 Są także ludzie mający trochę oleju w głowie, i zyskują przyjaciela rodziny. Faktycznie dziecko ma okazję nauczyć się systematyczności, poprzez obowiązki jakie wiążą się z posiadaniem psa. Gdyż w dalszym ciągu to dorosły ponosi pełną odpowiedzialność za zwierzę.
Odpowiedzialność oznacza także konsekwencje w działaniu: gdy np. pies zachoruje, co często niesie ze sobą koszty, czasem trzeba psu więcej uwagi poświecić… co wyklucza np. wyjście ze znajomymi…
Ok. powiedzmy, że jesteśmy zdecydowani sprowadzić psa do domu. Ale skąd wziąć go? Schroniska są przepełnione wiec na pewno znajdzie się odpowiedni.
A gdyby tak się nie stało często ludzie ogłaszają się na portalach…
Ale jest źródło którego nie polecam: są to tak zwane „pseudo hodowle” które są niczym innym jak fabrykami „produkującymi” psy. Zwierzęta przybywają w strasznych warunkach, często wycieńczone i chore. Nie dobiera się na samca i samicy rozważnie, tylko ważne by były jak najbardziej podobne do rasowego. Nieumiejętne krycia są źródłem rozmaitych wad u potomstwa.
Suka jest jak najczęściej kryta i ma rodzic szczeniaki. Gdy na drodze interwencji policyjnej nie zostanie uratowana wówczas gdy „się zużyje” zostaje wymieniona na „nowszy model”, lądując w schronisku, zabijana…. Pseudo hodowle to fabryki napędzane pieniędzmi od kupujących. Zysk takiego „hodowcy” okupiony jest wieloma cierpieniami zwierząt… dlatego nie kupuj bez metryki!
Pamiętaj że za darmo też możesz mieć rasowego psa! Jak? Otóż są fundacje zajmujące się pomocą psom określonych ras. Fundacje wyciągają zwierzęta ze schronisk, pseudo hodowli… leczą opiekują się i znajdują domy, przykłady:


sobota, 17 grudnia 2011

Ja z nim w zgodzie? - Mocium Panie, Wprzódy słońce w miejscu stanie! Prędzej w morzu wyschnie woda, niż tu u nas będzie zgoda! (Aleksander Fredro „Zemsta”- Cześnik)

Pogódźmy się na święta… zachęca jedna z kampanii społecznych… spory są rozmaite: rodzinne, gospodarcze, sąsiedzkie… każdy jest inny.
Powody o ile z zewnątrz mogą wydawać się błahe o tyle wywołują nierzadko żywe emocje gdy sami jesteśmy stroną konfliktu.
Na stronie http://www.pogodzmysie.pl/ przeczytałam mądrą anegdotkę:

o pewnym indiańskim chłopcu, który zadał kiedyś analogiczne pytanie swojemu dziadkowi: "- Co sądzisz o sytuacji rodzaju ludzkiego na świecie? Dziadek zamyślił się i odpowiedział:- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój. - Który zwycięży? - chciał wiedzieć chłopiec. - Ten, którego karmię - odrzekł na to dziadek."

Ale cóż z tego że będziemy karmić, odpowiedniego przedstawiciela przodka psów, skoro i tak zgody nie będzie.
Można zwyczajnie wyciągnąć rękę. Proste prawda? Ustąpić…. Ale nie zawsze się tak da. Ktoś może nie chcieć zgody, lub po prostu my nie chcemy być stratni ustępując. Może mamy dosyć ustępstw. Jednym słowem nie zawsze się da.
Po za tym nie jest łatwo wyciągnąć rękę do zgody, co niesie z sobą ryzyko odmowy.
Możemy także iść na kompromis, a i gdy to nie pomoże można skorzystać z arbitra. Mediator nie ocenia a poprzez zadawanie pytań naprowadza tak by strony same znalazły rozwiązanie.
Na stronie kampanii jest sporo kontaktów do mediatorów regionalnych.


piątek, 16 grudnia 2011

!@#$%^&*()(*&^%$#@!

W piątek napisałam t@, że mnie zwolnili. Zobaczymy, na razie wysyłał pocieszające emotki… stwierdziłam, że nie ma sensu kłamać. Najwyżej okaże się „przyjacielem” i odwróci się ode mnie, przynajmniej będę miała spokój.
Denerwują mnie te konkursy… kiedyś były smsy, a teraz dobijanie z zastrzeżonego. Człowiek odbiera a tu automat zachęca do wysyłania smsów specjalnych czy jakkolwiek to zwać. Jedyne smsy kosztujące więcej jakie ja wysyłam to są dla portali internetowych na których się ogłaszam. Wiadomo trzeba być widocznym.
Człowiek czasem czeka na telefon, czeka w końcu dzwoni z zastrzeżonego… automat zachęcający do…
Dlatego przestanę odbierać zastrzeżone bo:

W środę była u mnie Alicja… tak mnie wkurzyła… nie wiem za kogo ona się uważa, ale co najmniej jakby s choinki się urwała, nie wiem słów mi do niej brak.
Gdy ją prosiłam by wyłaczyła światło na holu to stwierdziła, ze po co skoro czy się pali czy nie to i tak licznik nabija… chciała żebym jej dała moja książkę kucharską, a gdy jej powiedziałam że nie dam jej bo sama z niej korzystam to stwierdziła że jestem nie miła i jakaś wredna, bo od teściowej dostała garnek philipiaka a ja jej książki kucharskiej nie chcę dać.
Poradziła mi bym wyjechała za granicę, powiedziałam jej że jest martwy okres, a ona że źle szukam i żebym poczekała trochę a zobaczę jak ona się wybije…
Powiedziałam jej że niech no chodź trochę jej sytuacja się zmieni to jej mądrości ulecą. I się zamknęła. Masakra jakaś. A w poniedziałek Aga pytała jak tam Ala, a ja że chyba ok. skoro nie dzwoni. (Ala dzwoni jak czegoś potrzebuje). Aga stwierdziła, że dawno Ala mnie nie wkuwiła. Po wizycie Ali zadzwoniłam do Agnieszki żeby w totka zagrała.
Alicja nie ma w zwyczaju odbierać telefonu, bo (i tu wymówka) ale jak ona dzwoni to człowiek jest zobligowany do odebrania telefonu! No bo Ala traktuje wszystkich i wszystko jakby jej się należało. Mnie to już w ogóle jak służącą: „weź mi nakrój ciasta bo dobre” – co to jest za zwrot?! Ja dodam tylko że ona mnie do siebie nie zaprasza, a nawet jak byłam u niej to na poczęstunek nie mogłam liczyć, nie licząc tego obiadu raz… po którym mi kazała pozmywać. Tymczasem ona u mnie po sobie nawet szklanki nie odniesie!


Dzisiejszy dzień zakończył się koszmarnie. Jestem rozdrażniona i nie mogę się uspokoić… słucham Adele, i mam ochotę na drinka…
Miałam dostać pod opiekę owczarka niemieckiego, ale krótko mówiąc nie wyszło… starałam się jak mogłam sporo nerwów mnie to kosztowało… nie mam sił tego opisywać… smutno mi bo te pieniądze miały iść na rachunek za prąd, a teraz jest problem…


środa, 14 grudnia 2011

Człowiek może się uśmiechać, a być łajdakiem. Bezlitosnym, zdradliwym, wszetecznym, zepsutym łajdakiem. - Aldous Huxley

Z tego co obserwuję nie ma w dzisiejszych czasach żadnego szacunku dla życia, nie ważne czy to jest człowiek czy zwierzę…
Miałam pisać o czymś zupełnie innym ale artykuł jaki znalazłam wczoraj jest ważniejszy.
Otóż wyczytałam z niego, że:

Celnicy zaalarmowali opinię publiczną o zarządzeniu, które 23 listopada wydał minister finansów Jacek Rostowski. Miało ono mówić o nakazie eutanazji psów, które odchodzą ze służby, a których nikt spośród celników nie chce przygarnąć. 
Teraz Ministerstwo Finansów tłumaczy, że rozporządzenie zostało źle zinterpretowane, a pojęcie eutanazja "oznacza uśmiercenie istoty nieuleczalnie chorej i cierpiącej". 
Pomorski poseł Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Jaworski napisał do Tuska:
- „Panie Premierze trzeba być nie lada potworem, aby podpisać się pod zarządzeniem”
Pomysł zadziwia też trójmiejskich przedstawicieli służb, w których pracują psy. Choć zaznaczają oni, że sprawa ma też drugie dno. 
- Celnikom chodzi również o uzyskanie dodatkowych przywilejów dla opiekunów, w tym o dodatek 250 zł do pensji na psa - twierdzi Michał Szalc, instruktor z grupy poszukiwawczo-ratowniczej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku, były opiekun i właściciel Iry, znanej też jako Irasiad. - Ale jest proste rozwiązanie, niech chociaż 2 proc. z tego, co dzięki tym psom wpływa do skarbu państwa, idzie na ich emeryturę, a problem zniknie - dodaje.
- Większość opiekunów na co dzień zabiera psy do domu. No chyba, że ktoś ma małe mieszkanie albo uczulonych członków rodziny. W takim wypadku trzyma je w kojcach, np. na Biskupiej Górce. Przez ostatnie 10 lat w Policji nie było przypadku, by któryś z opiekunów nie zaopiekował się swoim psem, gdy ten przechodzi na emeryturę. Jeżeli sam nie może go przygarnąć to szuka dla niego odpowiedniego opiekuna - wyjaśnia Błażej Bąkiewicz z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.
Podobnie jest w Morskim Oddziale Straży Granicznej, gdzie służba psów trwa około 10 lat. - Jestem zaskoczona takim rozporządzeniem. Gdy pies kończy służbę a opiekun nie może się nim zająć, to u nas ustawiają się kolejki po takie psy - podkreśla mjr Joanna Woźniak ze Straży Granicznej.
Z naszych informacji wynika, że część psów jednak się usypia. Chodzi o te, które były szkolone jako psy szturmowe. Taki pies nie może przejść pod opiekę zwykłego hodowcy, który nie umiałby nad nim zapanować. Są to jednak sporadyczne przypadki. 
Psy pracują głównie przy wykrywaniu materiałów wybuchowych i broni, szukają narkotyków, większość z nich jest patrolowo-obronnych. W Morskim Oddziale Straży Granicznej są też psy do wyszukiwania wyrobów tytoniowych. Wśród pracujących psów dominują owczarki niemieckie, belgijskie, labradory czy foksteriery, czasami cocker spaniele. 
Koszt szkolenia psa w Ośrodku Szkoleń Specjalistycznych Straży Granicznej w Lubaniu to około 12,5 tys. zł. Około pięciu miesięcy trwa szkolenie podstawowe psów patrolowo-obronnych, tropiących czy wykrywających ludzi lub narkotyki, sześć miesięcy w przypadku gdy szkolone są do wykrywania broni i materiałów wybuchowych.
źródło

Jeden z komentarzy pod artykułem:
Eutanazja zamiast emerytury, dzisiaj psy jutro ty
Ale to już odrębny temat…


niedziela, 11 grudnia 2011

Jak to piszą „szpaner w necie dupa w świecie”. Skoro nie potrafi, nie umie w inny sposób dlatego wnosi gnój tam gdzie są dyskusje: komentarze na blogach, na forach internetowych, czatach, i innych miejscach gdzie ludzie mogą wyrażać swoje opinie.

Poszukałam trochę na ten temat i znalazłam taką oto co znalazłam w wikipedi:
„Trollowanie (trolling) – antyspołeczne zachowanie charakterystyczne dla forów dyskusyjnych i innych miejsc w Internecie, w których prowadzi się dyskusje. Osoby uprawiające trollowanie nazywane są trollami.
Trollowanie polega na zamierzonym wpływaniu na innych użytkowników w celu ich ośmieszenia lub obrażenia (czego następstwem jest wywołanie kłótni) poprzez wysyłanie napastliwych, kontrowersyjnych, często nieprawdziwych przekazów czy też poprzez stosowanie różnego typu zabiegów erystycznych. Podstawą tego działania jest upublicznianie tego typu wiadomości jako przynęty[1], która doprowadzić mogłaby do wywołania dyskusji.
Typowe miejsca działania trolli to grupy i listy dyskusyjnefora internetoweczaty itp. Trollowanie jest złamaniem jednej z podstawowych zasad netykiety. Jego efektem jest dezorganizacja danego miejsca w Internecie[2], w którym prowadzi się dyskusję i skupienie uwagi na trollującej osobie.”
Trollowanie obecnie nie jest uznawane za zachowanie chuligańskie. Jednak kiedyś trollowanie w usenecie cenione było przez grupy, a ofiarom, wobec których było ono zastosowane czasami wysyłano akronim YHBT (you have been trolled)[1], co oznacza powiadomienie osoby, że dała się podpuścić.
Dziś piętnuje się tego typu praktyki, zarówno poprzez określanie ich mianem trolli, zakłócających merytoryczny przebieg dyskusji, jak i ostrzegając przed nimi innych, szczególnie nowych użytkowników, poprzez polecanie im niepodejmowania dyskusji z trollami.



Charakterystyka trolla:

zwykle reaguje agresją na próby uspokojenia dyskusji, oraz na zaczepki
temat dyskusji ma znaczenei dla trolla gdy wywołuje emocje, i może się spierac.
Im więcej osób żywo reaguje tym bardziej troll się cieszy
Wszelakie blokady poczytuje jako zwycięstwo
Dlatego często zmieniają adresy, nicki…
Zdaża się że troll wrzuca linki do materiałów uznanych za obrzydliwe
podawanie linków do screamerów bez ostrzeżenia
wprowadza zamieszanie
atakujących osoby lub ich cechy szczególne, jak wiek/zainteresowania/etc., bez związku z tematem dyskusji, a często przy użyciusłów wytrychów, w niektórych przypadkach troll posuwa się do wyzwisk i gróźb
skrajny stosunek do netykiety (wybrane zasady) lub ortografii – albo atakowanie wszystkich za najdrobniejsze „literówki” albo demonstracyjne łamanie zasad;
skrajna megalomania i pogardliwy stosunek do innych osób – jest to bardzo charakterystyczna cecha trolli, która prowadzi prędzej czy później do ich wyobcowania, bo nawet osoby pierwotnie sympatyzujące z trollem lub odnoszące się doń neutralnie zrażają się do niego z powodu takich zachowań przejawianych wobec nich;
by podnieśc swój wizerunek jawi się jako osoba lepiej wykształcona, o wyższym statusie społecznym….
regularne ogłaszanie swojego definitywnego odejścia z forum lub grupy dyskusyjnej i za każdym razem, po jakimś czasie, powracanie – troll tłumaczy się tutaj różnego rodzaju „obowiązkiem”, „otrzymaniem kilkuset maili zachęcających do powrotu” etc.;
zmienianie własnych danych, które może polegać albo na drobnych zmianach tych danych (np. „Troll” może zmienić się w „Troola” lub „Trrola” etc.) albo na poważnych zmianach takich danych (np. „Troll” staje się „Uczestnikiem”) — celem trolla jest spowodowanie, aby inni uczestnicy forum nie mogli filtrować wypowiedzi trolla lub ich ignorować bez czytania;
tworzenie „klonów” (np. „Troll” może także występować w tym samym okresie także jako „Uczestnik1” i „Uczestnik2”), których wypowiedzi składają się z wyrazów poparcia wypowiedzi trolla występującego pod własnymi danymi oraz ataków na oponentów tego trolla — troll w ten sposób próbuje wykazać, że nie jest izolowany i cieszy się poparciem na danym forum.

Trollowanie czasem bywa stosowane przez lamera – osobę, która podkreślając swoje doświadczenie i wiedzę w danym temacie (która w praktyce jest bardzo niewielka) próbuje wypowiedzieć się na temat wad czegoś/kogoś, próbuje "na siłę" pomóc komuś w problemie etc. Kiedy dochodzi do polemiki z osobami bardziej doświadczonymi w temacie, lamer może zareagować śmiesznymi i bezsensownymi argumentami. Kończy się to w wielu przypadkach interwencją ze strony administratora lub moderatorów serwisu. Czasami jednak trollowanie jest stosowane wobec lamerów, aby zniechęcić ich do dalszego udziału w dyskusji.

Nie karm Trolla!

Czyli najlepiej nie wchodź z nim w dyskusję, to powinno go zniechęcić do dalszej działalności, przynajmniej w danym miejscu.


piątek, 9 grudnia 2011

"Gdybym tylko mógł przekazać Ci choć cząstkę własnego szczęścia, abyś już na zawsze była wolna od smutku i melancholii. - Albert Einstein

Sąsiad znalazł kochanice, chwali mi się jak to ogniście spędzają chwile. Jaka ona bogata i w ogóle, że nie będzie pracował tylko będzie jej szoferem a takiego sexu jak z nią to jeszcze nie miał. Swoją drogą to ciekawa jestem jak wygląda ta super kobieta! Bogata atrakcyjna, wiążąca się z…
Znalazłam ofertę pracy. Pisało żeby albo osobiście albo telefonicznie się kontaktować. Zadzwoniłam facet chciał żebym przyjechała, wiec pojechałam, nie podał godziny tylko powiedział że do 18 są czynni.
Umalowałam się ubrałam i pojechałam.
Na początek zawitałam w skarbówce. Kobiety tam siedzące miłe, załatwiłam co chciałam. Mam nadzieje, że dobrze będzie.
Zawitałam po drodze w kilka miejsc, zrobiłam zakupy: zmiotka, domestos, chleb… odwiedziłam ukochaną hurtownie fryzjerską, ale niestety zakupu nie poczyniłam… odwiedziłam sklep mięsny, jak to często bywa ucięłam pogawędkę z domniemam właścicielem dobytku. Bo często gratisy mi daje, albo taniej sprzedaje… pytał jak golonkę robię… spodobało mu się, tak moja goloneczka w sosie barbecue mmmm…
Trafiłam na miejsce… na początek pracownica opowiedziała na czym polega praca, i że będą kontaktowali się z wybranymi kandydatami… z zaproszeniem na rozmowę. No kurwa! Co za chamstwo, kazać komuś specjalnie jechać… kazała mi wypełnić druk, bo niby potrzebują osobę z wyraźnym charakterem pisma… z tym, że to był druk… wniosku kredytowego. Tak się na nią spojrzałam, to powiedziała że mogę podać fikcyjne dane…
Jak to trzeba myśleć i patrzeć na wszystko! Niby tylko sprawdzić charakter pisma, a jednak to był druk wniosku kredytowego.


środa, 7 grudnia 2011

Nowe wieści od Willego

Weszłam na srtonkę fundacji i nowe wieści jakie znalazłam:

„Willy z kliniki trafił do domu tymczasowego. Bardzo dziękujemy Marcie za podjęcie wyzwania, jakim jest aktualna opieka nad Willym. W klinice Willy był bardzo grzeczny, nie było z nim problemu przy żadnych zabiegach. Z godnością znosił też konieczny przy jego problemie z odbytem codzienny zabieg „wyciskania kupy”. Widać też było że trochę psychicznie odżył i stał się radośniejszy. Niestety nie specjalnie przytył – zaledwie 1 kilogram w 7 dni (niestety jest to martwiące, bo może wskazywać na nowotwór).Ponieważ na chwilę obecną nie ma konieczności aby pies przebywał pod stałą 24-godzinną kontrolą, weterynarze dali nam zielone światło na przeprowadzkę dla Willego.  Być może jest szansa, że w warunkach domowych pies zacznie dochodzić do siebie bardziej niż w lecznicy.
Na razie jednak apetyt ma nadal słaby (trochę skubie gotowanego, zje parówkę lub dwie o tyle).  Ale jest aktywny, chce chodzić na spacery, interesuje się psami i kotami.  Przed nami na pewno dalsza diagnostyka i oczekiwanie na rozwój wypadków.”

Dalej trzymam kciuki za tego psa, by drugą połowę, lata… swego życia przeżył szczęśliwie.
Ja bynajmniej szczęśliwa się nie czuję. Siedzę przed laptopem, obok kubek gorącej herbaty o smaku pieczonego jabłka… przejrzałam dzisiejsze oferty, byłam na stronach firm… i dalej czekam. Szukam i szperam i…
Myślę o świętach. Bidnych, smutnych samotnych… nawet mój sąsiad, który świąt nie obchodzi jedzie do rodziny, by się najeść. Czyli zostanę sama z kotami. Mam nadzieje, że jeszcze jakiś pies się pojawi, bo jak nie to będzie naprawdę źle…
Postanowiłam wcześniej porozsyłać życzenia klientom hoteliku, może coś się jeszcze trafi… 



poniedziałek, 5 grudnia 2011

Naturysta nie boi się kieszonkowca. - Andrzej Pilipiuk

Wczoraj byłam w Malborku ze znajomymi mojego sąsiada. Są Świadkami Jehowy. Słyszałam wiele złego na ich temat, więc gdy tylko nadeszła okazja wyjazdu to stwierdziłam, że nie ma na co siedzieć w domu.
Ludzie sympatyczni, chodź liczyłam że się gdzieś podczas podróży zatrzymamy pospacerujemy… a tu zonk.
Tę swoją „salę” bo u nich nie mówi się kościół, i budynek z ogrodem ładne nowoczesne, chodź bez szczególnych eksluzywów miejsce. Nawet krzyża nie mają, jedynie cytaty z biblii. Podczas wykładów nie wiem temperatura, ciepłe kolory ścian, wykładzin, krzeseł czy nudne mówienie mówcy sprawiało że zasypiałam.
Ludzi było sporo bo to odbywające się dwa razy do roku obwodowe spotkanie czy jakoś tak. Było około 1000 osób. Młode eleganckie dziewczęta… i starsze kobiety, dzieci, mężczyźni w gajerkach, nawet chłopcy, dziadkowie…. Pełen przekrój wiekowy…
Dobre to, że nie zbierali na tacę, tylko są ustawione skrzynki i każdy o dogodnej porze wrzuca co łaska. Nawet zadziwił mnie terminal wiszący na ścianie. Tak tak nowoczesność w zborze…
W drodze powrotnej psuł się samochód trzeba było przystanek zrobić, ale na szczęście trafiliśmy do domu.
Dziś wybrałam się na zakupy, gdyż z okazji jarmarku bożonarodzeniowego były moje ukochane przyprawy… byłam w pośredniaku po oferty pracy. Potem niezłomna mimo deszczu szłam prosto w poszukiwaniu przypraw. Po drodze zahaczyłam o ulubione herbaciarnię… w aptece kupiłam walerianę… Znalazłam moje przyprawy, jak zawsze miła pani kojarząca mnie. Znowu się obkupiłam…. Nie spisałam czego mi brak wiec cześć na czuja cześć nowych nabyłam. Gratis dostałam paprykę w płatkach, ta pani zawsze mi coś dorzuci… ja po prostu uwielbiam te przyprawy!
Klikałam z t@ cieszy się że ma więcej czasu na zrobienie pewnej rzeczy. Mówiłam mu by cieszył się że ma zlecenie w dobie dzisiejszych ciężkich czasów. Kurde monopolista w okolicy się znalazł i całkiem nieźle żyje…
Do domu przyjechałam od razu zrobiłam sobie cos do jedzenia. Do kotów przyszedł dziś Święty Mikołaj… przyniósł im smakowite puszeczki Miamor i Gourmet. Oraz kropelki waleriany którymi pokropiłam drapak. Opiłek często podchodzi i ociera się, drapie drapak. I mam nadzieje, że futrzaki przestaną drapać fotele… teraz śpi naćpany… żeby mi się nie uzależnił… w aptece kropelki kosztowały mnie 2,99 a w zoologu spray wielokrotność 15 – 30 pln. z czego ten apteczny chyba lepszy. Mogłam to stosować jak były te małe szalejące.
Teraz będę zainteresowanie kotów drapakiem wzbudzać, albo na wypadek jakiegoś zestresowanego przypada. Dobra rzecz, tylko szkoda, że dopiero teraz na to wpadłam…  
Do kotów Mikołaj przyszedł, może i do mnie zawita…wątpię...
Szkoda, bo dzwonił właściciel suni, którą miałam dostać pod opiekę na święta... no i niestety odwołał hotelowanie. Smutno mi... odświeżyłam ogłoszenia, i nic tylko dalej czekać...


sobota, 3 grudnia 2011

willy i koka

T@ od wczoraj się nie odzywa. Może i lepiej, chodź szkoda z drugiej strony. W końcu nie ma przymusu utrzymywania kontaktów. Tak przy tej okazji problem powiedzenia o mojej prawdziwej sytuacji się sam rozwiązał.

Nie jest mi przyjemnie, co prawda nie liczyłam na jakąś wielką miłość
Byłam dziś na ryneczku po zakupy spożywcze, szkoda gadać ile wydałam. Ale zawsze jakieś zapasy. Od nowego roku i tak ma wszystko iść w góre. Co mi da przejmowanie się  tym skoro na to nie mam wpływu…
Kotka śmieszna jest tak śmiesznie się łasiła jak wczoraj kurczaka robiłam.
Wchodzę systematycznie na stronę fundacji Ast, i zastanawiam się o którym przypadku napisać jako pierwszym… dlatego przedstawię oba psiaki.

Pierwsza jest to sunia koka. Odebrana patologicznej rodzinie podczas interwencji. To niewiarygodne co przeżyła u tej rodziny… wyrzucona z II piętra, kiedyś dźgnięta nożem… właściciel powinien dbać o zwierze za które wziął odpowiedzialność.
W azylu okazało się że po upadku z balkonu sunia miała wieloodłamowe złamanie prawej kości udowej. Sunia została zoperowana - przeszła zabieg gwoździowania kości. Czy zabieg się udał, będzie wiadomo za kilka tygodni, kiedy lekarze wykonają powtórne zdjęcie RTG. Operacja była bardzo skomplikowana. Sunia po operacji wymaga uwagi i kontroli. Niestety nawet w najlepszym schronisku nie da się zapewnić psu po takiej operacji odpowiedniej rekonwalescencji.
Dodatkowo po operacji doszedł jeszcze jeden problem – sunia kompletnie nie może się odnaleźć w schroniskowych warunkach. Ból, gips i kołnierz to zdecydowanie za dużo gdy wokół hałas, ruch, brak swojego człowieka. Koka jest zestresowana do tego stopnia, że prawie w ogóle nie je.
Dlatego sunia potrzebuje, naprawdę pilnie, dobrego, troskliwego domu tymczasowego bądź stałego. To może w tej chwili uratować pręgusce życie! Ona musi teraz być pod dobrą opieką w spokojnych stabilnych warunkach. Warunek konieczny dla nowego domu stałego lub tymczasowego jest taki, a by był to dom z ogrodem lub mieszkanie w bloku z windą – Koka jeszcze długo nie będzie mogła chodzić po schodach.
Obecnie sunia przebywa w azylu w Rudzie Śląskiej, gdzie czeka na swojego człowieka, który udzieli konta… gdyż jako właściciel tymczasowy fundacja zabezpiecza rzeczy, oraz pożywienie dla psa, więc jeśli ktoś ma możliwość proszę o kontakt z fundacją
 tel.:    0501 797 018,  mail: fundacjaast@o2.pl lub ze schroniskiem
„fauna”.
Fotki koki kolejno przed i po operacji:


Willy przebywa obecnie w klinice w Radomiu, gdzie trafił w stanie ogromnego zaniedbania, ważył 16 kg gdzie powinien co najmniej ważyć przynajmniej 30! Właściciel zrzekł się psa a TOZ złożył doniesienie do prokuratury.
Nie mam pojęcia dlaczego?! Nie chciał psa? Trzeba było znaleźć mu dom, są fundacje… nie miał pieniędzy na jedzenie dla psa? Są fundacje, które pomagają wystarczy się zainteresować, ale nawet tego ten „człowiek” nie zrobił…
„Willy w momencie przyjęcia do schroniska ważył 16 kilo! A powinien przynajmniej 30.  Był tak słaby, że ze spaceru trzeba go było przynieść na rękach. Pies z powodu przepukliny okołoodbytniczej ma ogromne problemy z załatwianiem się. Dodatkowo wstępne badania pokazały przerost prostaty i guz na niej. Ogrom problemów jakie ma ten pies spowodowały, że nasza fundacja postanowiła go przyjąć pod swoją opiekę w trybie błyskawicznym. Willy przyjechał do lecznicy w niedzielę w nocy.
28.11.2011 Po przyjęciu do lecznicy od razu zostały zrobione badania krwi oraz USG. Pies jest bardzo odwodniony, a jelita ma zapchane kałem. Podczas badania lekarze nie mogli uwierzyć że Willy ma dopiero 6 lat. Na obu oczach ma zaćmę, zęby są w fatalnym stanie, ogólny stan psa jest bardzo zły. Przepuklina okołoodbytnicza i przerost prostaty to też są przypadłości starszych psów. Badanie USG pokazało że Willy ma dwa guzy – jeden ma cechy nowotworu a drugi (też na prostacie) jest prawdopodobnie bolesny, nie najlepiej wygląda też wątroba. W badaniach krwi wyszła anemia i stan zapalny. Poziom glukozy jest w normie, co wykluczyło cukrzycę. Czekamy na wyniki biochemii i rtg płuc. Niestety nasi weterynarze nie są dobrej myśli - stan Willego jest naprawdę ciężki - nie wiadomo czy uda mu się pomóc, biorąc pod uwagę tak długo trwające zaniedbanie i brak jakiegokolwiek leczenia. 
29.11.2011
Wyniki krwi (biochemia) potwierdziły, że wątroba nie jest w dobry stanie (, wszystkie wskaźniki wątrobowe są zawyżone). Wskaźnik poziomu wapnia do fosforu wynosi  6 (norma to 1,2). Może to wskazywać na nowotwór, ale mogą być też inne przyczyny, np. problemy z kośćmi. Nie jest to więc jednoznaczne potwierdzenie. RTG ma zobaczyć jeszcze jeden weterynarz - wstępnie płuca wyglądają słabo, ale nacieków nowotworowych nie widać.  Potwierdza się raczej teza, że Willy to dużo starszy psiak niż 6 lat  (wiek jaki nam podano jest prawdopodobnie wiekiem szacunkowym ze schroniska a nie podanym przez właściciela). 
Najgorsze jest to, że Willy ma problemy z prostnicą (ostatni odcinek jelita grubego)oraz podejrzenie nowotworu równocześnie. Zabieg na prostnicy jest tz. „zabiegiem brudnym” (obecność kału) i nie można go łączyć z innymi zabiegami. Dodatkowo nie do końca wiadomo,  gdzie dokładnie ulokowane są guzy (usg nie daje jasnego obrazu). Niestety odpowiedź będzie dopiero znana po otworzeniu psa. I może się np. okazać że jest to zaawansowany nowotwór,  z którego również wynika problem z prostnicą. Choć ten może wynikać również np. z tego że pies nie wychodząc na spacery wstrzymywał wypróżnianie.  Kolejna kwestia to wychudzenie. Willego bolą zarówno  guzy jak i prostnica. Czasami reakcją obronną organizmu jest to, że pies nie chce jeść czy pić, bo kojarzy to z bólem przy wydalaniu lub sikaniu. Wpada więc w anoreksję. Na razie pozostaje nam obserwacja. Rano Willy zjadł posiłek z apetytem, a wieczorem zostawił już w misce karmę i spał obok niej. 
Pytaliśmy o to, co jesteśmy w stanie uzyskać przy najbardziej optymistycznych założeniach czyli naprawieniu prostnicy i usunięciu guzów (które okazałby się nie być złośliwe).  Po przynajmniej dwóch operacjach i 2-3 miesiącach niełatwej rekonwalescencji możemy zawalczyć dla Willego jeszcze o pół roku do roku życia w jako takim komforcie.  Niestety, psy po operacji prostnicy nie żyją zbyt długo – operacja jedynie poprawia komfort życia ale nie naprawia wszystkiego na 100% - taki pies wymaga dalszego leczenie i specjalnej diety.
To wszystko zebrane w całość; ból z jakim żyje dzisiaj Willy, wiek, wizja minimum dwóch operacji (w tym jednej, po której gojenie trwa tygodniami), krótkie życie bez 100% poprawy jego jakości, sprawia, że lekarze prosili abyśmy rozważyli  również opcję eutanazji. Jednak nie chcemy podejmować teraz żadnych decyzji. Dajemy Willemu i sobie kilka dni. Poczekamy jak zareaguje na dietę, czy będzie w jakikolwiek sposób powracać do formy. Pewnie zdecydujemy się na laparotomię zwiadowczą (otwarcie jamy brzusznej umożliwiające eksplorację wnętrza) i wtedy podejmiemy decyzję co dalej. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby podjęta decyzja była świadoma i przemyślana (jakakolwiek by nie była). Przypadek Willego jest jednym z najtrudniejszych jakie pojawiły się w naszej fundacji.”

Kontakt w sprawie adopcji: 

tel.: 0501 797 018,
                                              mail: fundacjaast@o2.pl
źródło:


piątek, 2 grudnia 2011

„... ale na ruinach nieźle się buduje! Spójrzmy na Warszawę!” – Karolina Korwin Piotrowska

Siedzę sama, smutna… szukam pracy i dalej nic z tego. Znalazłam kurs barmański tylko daleko odbywałby się, i drogi bilet. Dobre to, żeby zwracali, minusem jest to, że zaczyna się od połowy stycznia. A co do stycznia będę robiła nie wiem. Zamierzam jak najszybciej prace podjąć. Może udałoby mi się wyjechać… tylko że ja mam poumawiane zwierzaki na hotelik. Ahhh… najwyżej od lutego…
Byłam w tej agencji pośrednictwa, pytała się o męża… czyli o r@. powiedziałam, ze siedzi w domu bez pracy i też chce wyjechać. Wiem, głupio, ze skłamałam, ale z drugiej strony to pewnie nawet jakbym powiedziała, że to kolega to pewno i tak by pytała. Ale z drugiej strony w tedy wierzyłam, że się uda, że będzie lepiej a nie że stale będę potrzebowała pracy.
Zabawne, bo jak szukałam pracy to nic nie mieli a jak zaczęłam prace to zadzwoniła do mnie z propozycją… i głupio zrobiłam, ze nie skłamałam. A trzeba było! Skłamać, może siedziałabym sobie w Holandii trochę pieniędzy odkładała, a stać by mnie było by na więcej!
Nie to co w tym jebanym gównie! Płakać mi się chce!
W środę dostałam kotkę. Cieszę się, że w padły pieniądze na jedzenie. Dziś poszło 20 pln się p@#$ łaził dziad i zbierał za konserwacje domofonu, opłaciłam na bieżąco i zaległe. Lepiej niech ten domofon jest.
Kotka jest śliczna, no napatrzeć się na nią nie mogę: sierść lśniąca, o kolorze prawdziwej głębokiej czerni, widać, że dobrze karmiona, zna komendę chodź, przychodzi, ale nie ufa i szybko ucieka. Jeszcze nie wiadomo jak ma na imię, bo to kotka fundacyjna.
Czuje się zagubiona i nie swoja, widocznie potrzebuje czasu. Została odłowiona wysterylizowana. W lecznicowym boksie spędziła tydzień, no i teraz trafiła do obcego domu gdzie jest Opiłek. Na początku chowała się, uciekała, a teraz przychodzi coraz bliżej, przyzwyczaja się. Z opiłkiem żyją bo żyją bez większych zażyłości. Najpierw Opiłek siedział koło niej a teraz każde swoją stroną: Opiłeczek w swoim koszyku wiklinowym albo na szafie ona albo w szafce albo koło drzwi wejściowych siedzi. Czasami siada, w tedy nie mogę się na nią  napatrzeć… śliczna jest… urzekająca. W sumie to bym ją wzięła, no ale nie chcę brać kolejnych zobowiązań…
Co do t@ ostatnio widzieliśmy się w poniedziałek. I nie proponuje kolejnego spotkania, ale wymieniamy smsy. Dobrze, ze doładowałam orange za 5 pln i aktywowałam pakiet esków bo jakbym miała z abonamentu to bym nie dała rady. Dość, że muszę ogłoszenia hotelikowe odświeżać. T@ żali mi się, że ma problemy ze snem bo ma jakieś pianina do renowacji i nie wie czy zdąży przed świętami się wyrobić, a termin goni.
Chyba dziś mu powiem, ze mnie zwolnili, nie chcę dłużej kłamać… z drugiej strony naj wyżej mnie odrzuci! Trudno, nie chce kłamać.


czwartek, 1 grudnia 2011

Strunka

Nie wiem czy pamiętacie bernardynkę Strunę? Tak wyglądała gdy gdy trafiła pod opiekę Fundacji Ast 

 Kiedyś o niej pisałam, jej los poruszył mnie, dlatego zrobiłam chyba wszystko co mogę by jej pomóc. Stronę fundacji otwieram kilka razy dziennie, z zainteresowaniem czytałam na bieżąco co u suni. Jej los poruszył wiele serc, to właśnie dzięki nim w przeciągu kilku dni zebrano 19 000 pln dla suni.
W tamten piątek to jest 25 listopada Bona pojechała do nowego domu, w „okolice Zgierza, las w pobliżu, duży dom z dużym ogrodem (i swobodnym wejściem z ogrodu do domu) i psimi kolegami. I wspaniała rodzina psiarzy z dużym doświadczeniem. Niedawno pożegnali swojego kaukaza (też z adopcji) i postanowili, że Struna zajmie jego miejsce. O historii Struny dowiedzieli się z internetu i nie mogli przestać o niej myśleć.
Jako, że nowi opiekunowie Struny mają doświadczenie nie tylko z psami adopcyjnymi, ale też z psami chorymi, wspólnie zdecydowaliśmy że Struna nie musi czekać w hotelu na pełne dojście do formy. W nowym domu zostanie otoczona nie tylko miłością, ale i profesjonalną opieką, a jak wiadomo domowe warunki są najlepsze w zdrowieniu. Na chwilę obecną do leczenia są oczy (zapalenie spojówek) i uszy. No i oczywiście odbudowanie kilogramów. W temacie zdrowia Struny będziemy z rodziną w stałym kontakcie.
Struna vel Bona bez problemu zniosła podróż. Po przyjeździe na miejsce zjadła z apetytem i poszła spać. Z nową rodziną suni umówiliśmy się na wizytę w grudniu. Oczywiście bardzo czekamy na wszelkie informacje i zdjęcia z nowego domu.” (źródło http://fundacja-ast.pl/pl/adopcje/happy-end/331-struna)
A na razie zdjęcia z ostatnich chwil pod opieką fundacji



środa, 30 listopada 2011

za wysokie progi jak na lisie nogi...

Wczoraj wieczorem włączyli mi prąd. Bardzo się cieszę, bo na to czekałam, nie żeby u sąsiada było niemiło. Ale na swojem dobre i kluski z łojem. Będę musiała żaróweczki powymieniać… ostatnie 100 pln wybrać. I co dalej?
Dobrze, ze mam dziś kotkę na hotel dostać ale to też niepewne, druga sprawa że grosze… a opłaty od nowa…
Wiem, źle zrobiłam, że okłamałam t@ z tym, że pracuje. Ale bezrobocie mnie tak bardzo boli… powiedziałam mu, że szukam pracy, powiedział bym złożyła aplikacje w jednym miejscu. Mam nadzieje, że się uda. Jest tak koszmarnie ciężko z pracą… płakać się chce. ile można szukać?!
Byłam w miejscu gdzie t@ mi powiedział bym cv złożyła. Najpierw nabiegałam się by wydrukować potem poszłam i co się okazało? Że nawet przyjąć nie chcieli. Poczułam się tak upokorzona, smutno mi…
Byłam pytać w tej agencji pracy co r@ wyjechał. Dalej mają przestój. Żałuję, że jak jeszcze pracowałam w tej mojej ostatniej pracy nie skłamałam… może udało by mi się wyjechać. Pytała o męża… jakoś niezręcznie mi z tym się zrobiło, ale powiedziałam że siedzi i dalej szuka.
Dziś czekam mam kotkę dostać na hotel, muszę ogarnąć mieszkanie. Żarówki muszę powymieniać… jeszcze do elektrycznego wpaść…
Wracając do tematu posiadania męża to to mi nie grozi bo i tak mnie nikt nie zechce….
na poprawę nastroju:


wtorek, 29 listopada 2011

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy. - Sokrates

Wczoraj byłam na randce. Tutaj oznaczę go jako t@. spotkaliśmy się, przy lodach i herbatce zapoznawaliśmy się. Potem kino… pizza. Spacerek. Jak umówiliśmy się na 15 tak wróciłam ok. 21.
Dziś widziałam jego zakład… wysłuchałam pooglądałam… zadzwonił telefon… kobita zaprasza mnie teraz żebym przyjechała na rozmowę kwalifikacyjną. Ja mówię, że jestem na mieście i że nie koniecznie jestem przygotowana. A ona, ze to nie szkodzi.
Pogadałam jeszcze z t@ i śmignęłam do energii. Dobrze że trafiłam na koleżankę Adama…. Bo jakby jej nie było byłby problem. Owa „kwota sporna” okazała się być kwotą możliwą do spłaty.
Poszłam na rozmowę, pytali o kontakt mój z klientem, wiec powiedziałam że prowadzę hotelik dla zwierząt i się zaczęło… o zwierzątkach i w ogóle. No, więc myślę, ze przemówiło na moją korzyść. Przed rozmową jak jeszcze czekałam poznałam miłą dziewczynę która tak samo została jak ja „ścieknięta spontanicznie”, i na dodatek z moich okolic.
Po rozmowie poszłam do kafejki opłacić energie. Przyszedł sms. Na przystanku odczytałam… nadawcą wiadomości jest r@: „jest propozycja z Anglii, ale trzeba zainwestować co robić? Czy lepiej wrócić do Holandi co robić?”
Po pewnym czasie nie wytrzymałam. Puściłam mu strzałkę, oddzwonił błyskawicznie, jak potrzebuje to nie jest podsłuchiwany ani nic…
Zapytałam o warunki na jakich miałby tam pojechać, to on powiedział, że nie wie. Przypomniałam mu Hiszpanie (wykiwali go i też do mnie po rade przychodził). Potem nawiązałam, że skoro ma pieniądze na inwestycje to się kłóci z tym co mówił, ze niby jest taki biedny i w ogóle.
- dzwonie do ciebie jak do koleżanki a nie po to żebyś mi wykłady robiła. CZeśc! – wydarł się
- zły jesteś na mnie? – nie co zadziornie
- nie! Po prostu czekam na ważny telefon.
- to narty – rozłączyłam się
Jasne jasne… dupek!
Załatwiłam z energią. I poszłam do zakładu t@ pogadaliśmy dostałam od niego taki ładny szklany świecznik, ładna rzecz. Odwiózł mnie do domu, ale zapomniałam wazonu, więc spotkaliśmy się ponownie, pojechaliśmy na zakupy, kupiłam Opiłkowi smakołyk, płyn do mycia naczyń i wodę Słowinkę – moją ulubioną. Potem herbatka pogaduszki…
Nie wiem co będzie dalej, jak to się rozwinie, czy zwinie…


niedziela, 27 listopada 2011

Wspomnienia upiększają życie, ale tylko zdolność zapominania czyni je znośnymi. - Honoré de Balzac

W którą stronę bym nie poszła, tam nic. Syzyfowa praca, łażenie szukanie dzwonienie… Wpadłam na inteligentny pomysł, by skontaktować się z siostrą r@. A tak na głupią idiotkę zadzwoniłam do niej co u niej słychać…. Powiedziała że wróciła z Holandii. Powiedziałam, że też bym chciała. Powiedziała że myślała o mnie, że chciała do mnie zadzwonić i w ogóle… jasne srasne… nawet głupiego eska mi nie wysłała ani jak pojechała ani jak wróciła. Z resztą mniejsza o to. Piekę ciasto i się do niej wybiorę, bezczelnie jakby nigdy nic.
Boże! To są zachowania mi obce, bo zamierzam iść do niej z tym pysznym ciastem, uśmiechać się bezczelnie, być miła ale bez przesady. Chodzi mi o kontakty, informacje jej wrażenia…
Wróciłam do mojej „kochanej kuzyneczki” zachowywałam się bardzo naturalnie. Wszystko począwszy od ciuchów, ogólnego wyglądu po rozmowę, styl tematykę…. Tematu r@ ani nie ciągnęłam ani nie urywałam tylko słuchałam…
W końcu nie wytrzymała i zapytała wprost czy on był u mnie. A ja że był, bo co mam zaprzeczać.
- przyjeżdżał codziennie, żeście przesiadywali coście tam robili?- zapytała wprost
- no był – coś jakby przez mgłę kojarzyłam po czym płynnie przeszłam do innego tematu. Ku mej radości więcej do niego nie było powrotu. Oczywiście był ale od strony byłej żony bla bla bla. Oraz jego wrażeń… ogólnie został wyśmiany z tymi swoimi karami i opowieściami z krypty. Się nawet z niego śmiała że ściemniacz, i w ogóle. No! I o to mi chodziło. Tematyka była różna rozgadałam się… ale i swoje dowiedziałam. Między innymi, że r@ nie jest właścicielem całej posiadłości. I różne rzeczy odbiegające od tego co mówił mi r@, ja ani nie ciągnęłam ani nie ucinałam tematu, słuchałam.
Teraz ciekawa jestem jaki będzie przekaz informacji. Bo ona wszystko co ja mówiłam przekazuje tam mamie etc. Mnie relacje zdawał r@, chodź do r@ mogę zrobić z niej głupią. Po za tym ja w odróżnieniu od niej nie mówiłam o ludziach tylko ogólne uniwersalne tematy poruszałam… tak w aspekcie psychologicznym a moralnym etc. Ale jak wywiedziałam się czego chciałam. A ona sypała faktami. Mówiłam dużo może za dużo ale nie powiedziałam tego czego powiedzieć nie chciałam. Reszta pozostała w swerze jej domysłów. I to ewentualnych.
Co do przepływu info umówiłam się z nią na wizytę na 17. około 16 dzwoni… r@ że słyszał że mam odwiedzić h@ wiec może bym do niego podeszła. Tak jasne, będą wszyscy r@ jego siostra h@ i mamuśka. Powiedziałam, że wolę do h@ wpaść. On chciał do h@ wpaść, nie wytrzymałam i powiedziałam że będę się czuła nieswojo, on chyba że tak. Co on knuje…. O co chodzi, że tam mnie tak zapraszają właśnie tam… suma summarum mniejsza o to…
Grunt, że zdobyłam co chciałam i dalej oby do przodu!


piątek, 25 listopada 2011

Co tanio wychodzi, drogo wraca. - Władysław Grzeszczyk

Dobrze, że mam tego sąsiada, że u niego siedzę i mogę korzystać z neta. Głupio mi tak…
Ale co zrobić ??  Jebany weekend. Najgorzej jak człowiek jest tak „załatwiony” na weekend. I stoi w miejscu. Na ciśnieniu jak ten chuj na weselu. Masakra, człowiek siedzi w miejscu i w żadną stronę ruszyć nie może.
 Dzwoniłam na te ich infolinie, i nie chcieli mi powiedzieć ile chcą. Jestem uwiązana do poniedziałku. Pojadę tam do nich i mam nadzieje, że koleżanka Adama pomoże, kurwa przysięgam, że jej dobrą czekoladę kupię jak się ułoży. Taka w porządku babka, moja ostatnia nadzieja.
r@ wymyślił, żebym do niego przyjechała bo jest wielce przeziębiony…. Później czułe smski się znowu zaczęły… wygląda na to, że on na coś liczy… ale najlepszy był text o tym jaki to to on biedny… jakież to to go same kary, i mandaty do płacenia spotkały, i z Holandii i Norwegii i w ogóle. Ale najlepszy był text, że gdyby nie to wie, że ja bez kasy jestem to by do mnie wbijał, ode mnie wyciągać kasę. Bo ma kary, alimenty do płacenia, jasne tylko on… taki udręczony…
Byłam dzisiaj pytać o prace się płaszczyć to w kilku miejscach. Ale niestety moje wizyty zakończyły się niepowodzeniem.
Poszłam nawet do tej agencji co r@ wyjechał do Holandii. Powiedziała że nic nie mają, ze zastój i w ogóle. Miała żal, że jak zaczęłam prace to jej powinnam była powiedzieć, jasne kurwa mam siedzieć na dupie i nic nie robić, tylko czekać być w dyspozycji, bo agencja może w każdej chwili zadzwonić. Pytała mnie jak mąż, to przekazałam co r@ mówił o szczurach co po głowach mu biegały, przepuklinie jakiej się nabawił…
Co do r@ to myślę że ściemnia, bo te jego opowieści wydają sie nieprawdopodobne... ten koleś z którym klikałam w końcu znudziło mu  się bycie miłym... 
Ach po woli tracę nadzieje, ze mnie ktoś pokocha...