poniedziałek, 19 listopada 2012


Byłam w sobote z Rodziakiem na ryneczku, gdzie kupiłam przepiękne gruszki. Kocham gruszki, ich zapach… najbardziej. Żółte, aromatyczne, mmmm… Z ryneczku spacerek do sąsiedniej dzielnicy, w celu odwiedzenia lumpexu, gdzie nabyłam dwie pary spodni, i torebkę, wszystko za 8pln. Rozmawiałam przez telefon z Tomkiem, a tu telefon się dobija, musiałam przerwać by oddzwonić:
- tak proszę? – zapytałam
- kojarzysz mnie – zapytał męski głos
- nieee – odpowiedziałam zgodnie z prawdą…
Powiedział, że jest z biura matrymonialnego, i że dostał mój numer. Po pierwsze zdenerwowałam się bo jednak wypadało by żeby pani z biura zapytała mnie o zgodę, przedstawiła człowieka, pokazała zdjęcia…
Kolo ubolewał nad tym, że nie mam numeru w jego sieci i że on za tę rozmowę zapłaci dużo… (a to ja do niego dzwoniłam) – jak dla mnie żeniła! Piętnaście lat straszy ode mnie… umówiłam się z nim. Prosił bym się elegancko ubrała bo on lubi elegancje, będzie w garniturze i żeby ludzie w restauracji na ans się dziwnie nie patrzyli.
Chciał bym przyjechała do jego miasta, ale ja uparłam się na moje. Umówiliśmy się na 15.
Po 13 wpadła w odwiedziny Alicja. Około 14 dzwoni kolo, że już jest… hmmm niezręczna sytuacja, że przyjechał godzinę wcześniej.
Uszykowałam się, dzwonie do gościa powiedział, że jest w markecie budowlanym ogląda stroiki… chciał żebym do niego dołączyła. Ala doradziła mi bym nie zgadzała się na łażenie po markecie budowlanym, tym bardziej, że byłam ubrana w najlepsze ciuchy…
Istotnie dzwonię i proponuje byśmy spotkali się na dworcu (miejsce które on zna)
- ale dworzec jest ohydny!
- ale z dworca można gdzieś iść.
Ok. idziemy z Alicją, i wyszło tak, że on zaprosił nas obie:
- dziewczyny prowadźcie tam gdzie jest fajnie, zachęcał. Idziemy a on mnie wychwalał, że z tym listem świętego Pawła mu zaimponowałam o dzwonie brzęczącym.
- chyba mu się coś pomyliło bo w hymnie do miłości nic nie było o dzwonie! Owszem miedź brzęcząca, albo cymbał brzmiący. – pomyślałam. Ale nie miałam szansy Alicji przerwać monologu… oboje przeklinali, słownictwo pozostawiało wiele do życzenia…
Żenująca była anegdota o kuzynie milionerze, który ukradł mu okulary, za osiem złotych… ale on jest chory psychicznie (ten kuzyn). Zdziwiła mnie do prawdy ta anegdota…
Ciągnął dalej o okularach, że tu jak facet jest elegancki to dostaje za to „po ryju”…opowiadał, ze urodził się w Skierniewicach, ale odcina się od tamtych ludzi, bo tu są fajni otwarci ludzie (nikogo nie zna podobno)
Tak więc powędrowaliśmy do mojej ulubionej knajpki, nastrojowa przytulna, robi na każdym dobre wrażenie… po za nim…
Mówię, że to bardzo fajne miejsce zwłaszcza na pierwsze spotkanie, a on:
- a na drugie?
- no nie wiadomo czy do niego dojdzie – rzuciłam przekornie
- no to ja was dwie zapraszam do mojego pokoju, na drugie spotkanie…
Przemilczałam….nie chciałam być nie uprzejma skoro gościa nie znam…
Alicja sobie elegancko powędrowała do środka, a ja chciałam się upewnić:
- rozumiem, że zapraszasz? – zapytałam
Kolo zrobił oczy jak pięć złotych i wydusił, że zaprasza…
Wchodzimy, a on:
Początkowo pochwalił, że kameralnie, ale potem: no myślałem że wybierzesz coś skromniejszego. – co on chciał bar piwny?! Prosił bym się elegancko ubrała, mówił nawet kobiecie z biura że do restauracji zaprosi, a tu taki tekst. Później:
- no dań nie będę serwował – podniesionym tonem
Zrobiło mi się przykro, bo nie powinien podnosić tonu, lecz zasugerować... dać do zrozumienia.
- widzę, że jesteś taki trochę dusigrosz – powiedziałam
- nie lubię być wykorzystywany przez kobiety, na pierwszym spotkaniu – odpowiedział.
Wcale nie był ubrany w żaden garnitur, tylko sweter.
Siadamy, przeglądam menu, a on, do mnie podniesionym tonem jakby wyrywał nieuważną uczennicę do odpowiedzi:
- to jak będzie! Kawa, herbata piwo
Ja byłam w szoku! Zwątpiłam… nigdy mnie nikt tak nie potraktował, nikt nie podnosił tonu, w takiej chwili.
- kawa, herbata piwo – jeszcze głośniej.
- wiesz co zgłodniałam, idę do domu coś przekąsić – taka wymówka mi jedynie przyszła do głowy… z chamem siedziała nie będę… ja błysnęłam ładnym wyglądem, gdyby dopuszczono mnie do głosu spróbowałabym coś ciekawego powiedzieć… ale w tym towarzystwie nie czułam się zbyt dobrze, wiec po co miałam siedzieć. Bez kitu, co za cham… prosił bym się elegancko ubrała i ciągnie mnie do marketu, może w najlepszych ciuchach będę z nim po markecie budowlanym chodziła?!
Ala zdziwiona, bo nie znała mnie z tej strony została z nim…
Była zadowolona, bo postawił jej piwo, pizze na pół określił, że jestem materialistką i w ogóle był oburzony, ze ja chciałam obiad.
Nie mam pojęcia co on się na ten obiad uparł… przecież nawet mi nie dał przejrzeć menu…sam nie zajrzał
Kawa, herbata, piwo. Kawy nie piję, piwa też, a na herbatę nie miałam ochoty tym bardziej że propozycja padła podniesionym tonem…
To facet powinien ładnie się zapytać, zasugerować, zagaić, pokierować rozmową… no… a nie rynsztokiem, udawać znawcę Biblii (tak tak, chwalił się że studiował Pismo Święte).
Ala też byłą oburzona, że chciałam obiad, bo on nie stawia od razu na pierwszym spotkaniu obiadu… powiedziała, że trzeba go było zagadać, za godzinę może by postawił, że trzeba było siedzieć wdzięczyć się, podrywać go.
Aha! Najlepsze było jak Ala powiedziała, że on chciał mnie zaprosić na wycieczkę zagraniczną. Na Teneryfę…
- a kiedy? – zapytałam lekko drwiącym głosem
- jakbyście się zgadali.
Jasne, koleś co go na telefon nie stać bo płacze ile on za rozmowę dziesięciominutową zapłaci (a to ja do niego dzwoniłam, pewnie mi około złotówki ściągnie za to), drze się w restauracji, że obiadów serwować nie będzie, oczekuje, Bóg wie czego…
Moim zdaniem „gołodupiec”, kretyn, cham i prostak… po co kazał mi się elegancko ubierać, skoro początkowo chciał ze mną po markecie budowlanym łazić? Ja w szpilkach…a wiadomo, że nie są to buty na spacery. Alicja zaprzeczała, chwaliła go, że miał banknot stu zlotowy… Boże! Ja pamiętam jak Sylwia lata temu zaprosiła mnie na imprezę, bo poznała wojskowych… oni stawiali, wszystko pełna kultura, wszystko taktownie, elegancko…albo z Finami… tu nie chodzi o nie wiadomo co, ale o kulturę, nikt nie zaznaczał by się elegancko ubrać…
A ten co martwi się ile za rozmowę ze mną zapłaci, tak sobie teraz pomyślałam że wyraził ile dla niego ten kontakt znaczy… boi się wydać na rozmowę kilka złotych, a na wycieczkę na Teneryfę będzie miał…
Kawa, herbata, piwo…a jak ja chciałam sok, albo wodę mineralną….
Ciekawe co on o mnie tej pani z biura naopowiadał…
Aha… jak gadałam dziś z tą babką z biura matrymonialnego to mówiła, że ten ten „Leon zawodowiec(” wieśniak, nie doszły sponsor, co mu dziadek zmarł, wcześniej telefon zgubił) podobno dzwonił do tej babki z biura i strasznie dziękował jej, ze mnie poznał, taki zadowolony….
No fakt dzwoni do mnie i gada o pierdołach, jakieś filmy porno, opowiada mi o jakiś masażach erotycznych, o odchudzaniu… Heh może on zadowolony z tej znajomości, ale ja nie do końca. Wiem, ze powinnam zawyżyć wymagania odnośnie facetów i naprawdę mnie j się z nimi „certolić”! nie odpowiada? Do widzenia, szkoda mojego czasu i nerwów.


sobota, 17 listopada 2012

wczorajszy dzień


Wczorajszy dzień…
Rano miałam jechać do taty się pożegnać... Mama jechała autem z sąsiadem, miała mnie po drodze zabrać, miałam czekać pod dyskontem o 8.30, zaznaczała bym się nie spóźniła, bo pojadą beze mnie.
Rano wyprowadziłam psa, poszłam na pocztę odebrać awizo. Przyszedł mój kalendarz:



Bardzo się z niego ucieszyłam. Około ósmej dzwoni mama, żebym na dworcu czekała, ja powiedziałam, że dworzec duży. I prosiłam by przyjechali pod dom, a oni, że jednak dworzec. Ide na dworzec czekam, dzwonie, nie obiera, wysłałam sms – nic.
Czas mija. Dzwonią, że są pod domem, powiedziałam, że nie będę biegała niech przyjadą na dworzec. Jadą, mnie nie widzą, ja macham…
   Tata taki nie podobny do siebie… wchodząc do tego pomieszczenia czułam wiele silnych emocji… ciężko mi ten cały kocioł opisać… może nie byłam najlepszą córką… nie wiedziałam, że tata jest chory, że w szpitalu tylko od razu, że nie żyje… co za tragedia…
W szpitalu dowiedziałam się kto ojca operował… teraz będę musiała się jeszcze tłuc do szpitala z lekarzem rozmawiać bo od rodzinki się nic nie dowiem…
Przyjeżdżamy do domu stoją jacyś obcy ludzie… rodzina narzeczonego mojej najmłodszej siostry. W domu mama zdążyła mnie zwyzywać… zrobiła przedstawienie że sobie kanapkę i herbatę zrobiłam… sąsiad jeszcze powiedział: nie udław się. I że niby wielce się natychmiast śpieszą, nawet ćwierć tej herbaty nie zdążyłam wypić… tak… mamusia zawsze była gościnna dla mnie… wychodzimy, rodzina Arkadego, moje siostry, a moja mama do Natalii:
- śmierdzisz czosnkiem idź umyj zęby – powiedziała.
Masakra… jak ja jej współczuję… w takiej chwili, przy narzeczonym, jego rodzinie….
Najlepsze jak powiedziała jego rodzinie że za trzy tygodnie będzie sekcja zwłok…
- sekcja? Za trzy tygodnie? Ekshumacja będzie? Nieeee, chyba nie – dziwili się…
W kościele oczywiście mama miała swoje wizje, animozje, wizje… siostra nie chciała koło mnie siedzieć to robiła rundkę wokół pierwszej ławki… matka w środku siedziała…
Ksiądz mówił jaki tata był dobry, jaka dobroć przez niego przemawiała, o jego żarcikach taktownych (mnie jego żarty do szału doprowadzały) ksiądz cedził słowa… jak mówił  o obcowaniu świętych to mówił, że mój ojciec jest już w niebie, że przez jego wstawiennictwo można prosić, i on jest blisko boga to się wstawi….
Mhmmm – jak za życia nie mogłam na niego liczyć to i po śmierci tym bardziej.
Ksiądz wspominał ćwierćwiecze ojca w zakonie – trzecim zakonie dla świeckich. Tak, tak… jaki wspaniały był mój ojciec… ludzi było dużo…
Jak szłam w pierwszym rzędzie mama z siostrą pod rękę. W drugim pod rękę moja siostra z siostrą ojca pod rękę i ja jako wolny elektron, ale w drugim rzędzie… dlatego prosiłam Roberta by ze mną jechał… straszne czuć się odepchniętym w takiej chwili…
Przed grobem ojca mama zabrała od nas kwiaty i sama je wrzuciła do grobu… kondolencje się później posypały… siostra ojca strasznie moją mamę tuliła (dziwne, bo słyszałam niegdyś od niej bardzo negatywne opinie na temat mamy…) kondolencje złożyła, mamie siostrom…. No… mnie nie powiedziała słowa, w ogóle nie podeszła…. W ogóle całą uroczystość i stypę… naprawdę na poziomie kobieta!
Także r@ w ogóle do mnie nie podszedł ani nie widziałam, żeby do kogokolwiek podchodził. Za to jego siostra trochę się wahała ale w końcu się zachowała jak należy, ciocia nie miała wątpliwości…
Poznałam miłą ciocię Aniele, tam od brata dziadka…fajna babeczka. Zapraszała mnie do Gniezna, jak masz mena to przyjedź z nim, jak nie to z kim innym… - wydała się fajna babeczka!
Na stypie rozmawiałam, byłam miła, też nie mogłam się szybko ulotnić… kulturnie się pożegnałam…
Pytałam siostry o śmierć ojca… sprawiała wrażenie przerażonej, pytała po co mi ta informacja… no kurwa jak to po co?! Po co mi wiedzieć na co ojciec zmarł… Nie, nie są rzeczy których nie pojmę…
Wygląda na to że sama będę musiała jechać i rozmawiać z tym lekarzem. Bo jest pewne, że od nich się nic nie dowiem…
Wychodząc ze stypy poszłam odwiedzić zwierzaki w schronisku, bidule… nosi je agresja, brak ruchu, bodźców, nowych miejsc, zapachów… same kundelki, mało jakiś „w typie”… chyba dwa czy trzy widziałam kundle Asta…
Wróciłam do domu… ciężko mi opisać co czułam, trochę się ucieszyłam radością Rodziaka… kochane zwierzątko….
Trzeba było iść na spacer, bo tyle godzin sam siedział… dobrze, że nic nie naniszczył…




środa, 7 listopada 2012

Dziś zapraszam wszystkich na golonkę.

Do zrobienia jej będzie nam potrzebna golonka: sól, pieprz, sos barbecue, przyprawa shoarma




Do wrzącej wody wkładamy golonkę, obgotowujemy ją 15 minut, zlewamy wodę. Ponownie zagotowujemy wodę wkładamy golonkę i gotujemy 1,5 godziny.
Wywaru nie wylewamy, mięso wyciągamy, wkładamy do naczynia żaroodpornego, przyprawiamy (sól, pieprz, shoarma), sos:



podlewamy wywarem. Następnie do nagrzanego piekarnika (200 stopni) na kolejne 1,5 godziny.


Smacznego!
Przepis jest w 100% mojego autorstwa. Uwielbiam golonkę według tego przepisu… przepiękny zapach gdy piecze się mięsko, a i smak jest naprawdę godny spróbowania…
O tyle o ile shoarmę (ja mam w swoim słoiczku na tę przyprawę mieszankę z firmy: „Ten smak” i „Przyprawy Świata”) możecie dostać w sklepach zielarskich (bez większego problemu), w sklepie internetowym przyprawy świata obie są dobre. Ja w swoim słoiczku na przyprawę mam mieszankę jednej i drugiej. O tyle sos mam jeden wypróbowany z lidla (można go kupić jak mają tydzień kuchni azjatyckiej. Choć nie eksperymentowałam z innymi sosami.
Trik: ja zawsze przed przyprawianiem mięsa lekko zwilżam je tłuszczem np. olejem. Cieniutka powłoka pozwala lepiej wniknąć przyprawie …
A oto i zwieńczone dzieło gotowe do podania:






wtorek, 6 listopada 2012

Liebster Blog




Dziś otrzymałam wyróżnienie od jasna8.
Za wyróżnienie dziękuję i odpowiadam na pytania.

1)      jakim zwierzęciem określiłabyś swoją osobę? Sama nie wiem…
2)      wolisz kino czy teatr? Teatr, choć zależy od repertuaru
3)      jakie jest pierwsze zdanie w książce którą teraz czytasz? Koyaanisqatsi to słowo pochodzące z języka Indian Hopi, które można przetłumaczyć mniej więcej jako życie pozbawione równowagi
4)      od jak dawna prowadzisz blog? Ten czy w ogóle bloguje?
5)      Śpiewasz pod prysznicem? Nie
6)      Jaki kolor ma twój ulubiony koc? Czerwony
7)      Czy słodzisz kawę/ herbatę? Cukrem, miodem.
8)      Śpisz w skarpetkach? Nie
9)      Szykujesz się do świąt? Nie
10)   Ulubione danie? Golonka:D
11)  Do czego masz słabość? Do dobrych rzeczy

Oraz nominuje następne blogi:







szybkie randki


Słyszeliście, a może gdzieś na filmach widzieliście tak zwane Speed dates, czyli szybkie randki. Zapoczątkowane w USA w 1988 roku cieszyły się sporą popularnością.
Później przyjęły się w europie. Celem zabawy jest poznanie nowych osób, i miłe spędzenie czasu poprzez umożliwienie każdej z osób rozmowy trwającej od 5 do 10 minut.
Szybkie randki są organizowane w klubach, lokalach w różnych miastach naszego kraju.
Podczas spotkania nie wolno wymieniać się „namiarami”, dopiero wówczas jeśli dwie osoby wyrażą chęć kontynuowania znajomości dane kontaktowe są przekazywane.
    Myślę, że pewnie pierwsze pytania na takiej „randce” to informacje z cv… o wykształcenie, doświadczenie zawodowe…
Aczkolwiek to zawsze jakaś szansa poznania kogoś….


poniedziałek, 5 listopada 2012


Kultura jak mawiał Adam jest pojęciem cywilizacyjnym. Są określone kanony dotyczące coraz głębszych aspektów życia: mówią jak człowiek ma wyglądać, zachowywać się, co i o czym mówić, a nawet jak żyć… Nie przestrzeganie, potknięcie może skutkować wykluczeniem z towarzystwa.
Nawet temat, słownictwo wszystko musi być na miejscu:


Kanony zmieniały się, to co kiedyś było modne, dobrze widziane, dziś wiedza o tym stanowi ciekawostkę, rodząc pytanie jak to możliwe by korpulentna kobieta o białej skórze była piękna. Nie jednego dzisiejszego mężczyznę myśl o takiej pani przyprawiłaby o obrzydzenie.
Kanony są zmienne, to co kiedyś było modne jak biała skóra, kobiety nosiły parasolkę, która miała uchronić damę przed każdym promyczkiem…
A dziś kobiety chodzą na solarium….stosują samoopalacze…
Kiedyś wiadomo było, że chłop jest po to żeby pieniądze zarabiać, szczęściem dla niego było gdy kobieta przyjęła zaproszenie na kawę czy lody… słodki buziak urastał do ogromnych przyjemności… ileż to wszystko emocji budziło. A dziś? Amant idący na randkę liczy w większości na szybki sex… o ile sami się zubażamy… o emocje, wspomnienia na starość….
A dziś sami „panowie” chodzą na solarium, a niektórzy nawet (o zgrozo) makijaże robią sobie…




Konsumpcja, konsumpcja byle dużo, szybko i tanio, po najniższej linii oporu.
Marketing, jednym z jego zadań jest rozbudzanie potrzeb nabywcy. Kiedyś myto się w rzece, a w sklepie można było nabyć zwykłe mydło, które miało szereg zastosowań: myto się nim, prano ubrania… a dziś do prania mamy: płyny, proszki, kapsułki…. Do ubrań kolorowych jak i białych…odplamiacze…
Do mycia proszę bardzo, oczopląsu można dostać: żele, kremy, peelingi do wszystkich rodzajów skóry. A i samo mycie to nie wszystko, bo już nie tylko balsam, ale i masło, nawet hihihi jogurt jest…


Całe kanony nie oszczędziły nawet naszych psów… pies nie może dziś szczekać, pachnieć psem… a co zyskuje? Swoje normalne mięcho jakie jadali jego dziadowie?
Dostaje wióry bo co to jest <20% mięsa w suchej kramie. Kiedyś pies dostawał kość i był szczęśliwy. A ile zdrowsza jest ta kość dla psa…
Tak bardzo ludzie (wiele z nich) się zapętlili w tym swoim świecie podyktowanym przez konsumpcje, i owe standardy, że zatracili więź ze swoimi psami. Nie mogąc sobie dać z nim rady.
Wiecie co? Gdyby ludzie nagle zniknęli psy poradziły by sobie doskonale. Obudziły by się w nich uśpione instynkty…
Czy wówczas nie były by szczęśliwsze? Bez smakołyków, swoich posłań, za to mogły by biegać do woli, polować… dziś nie zdajemy sobie sprawy z tego jakim szczęściem, dumą dla łowcy jest zdobycz.
Wędkarstwo, myślistwo…- kojarzy nam się z elitarnymi klubami. A to przecież takie naturalne… wyobraźcie sobie, zwłaszcza właściciele psów myśliwskich jakim szczęściem dla psa było by samo polowanie z właścicielem….






niedziela, 4 listopada 2012

Pan piesek był chory i...


Suczka którą mam aktualnie pod opieką to bardzo chory pies… dwunastoletnia sunia, w dodatku ma zdiagnozowany jeden z najpaskudniejszych nowotworów, przerzuty na płuca…No właśnie… na ile ona sama jest świadoma swego stanu zdrowia… jest energiczna, pełna życia… nikt nie powiedziałby, ze temu psu dolega cokolwiek.Ale my ludzie wiemy. Na myśl o nowotworze widzimy ogrom cierpienia, wycieńczenie, koszmar zwiastujący…No, my zdrowi świadomi choroby, widząc pieska… co? Litujemy się, żałujemy…Słyszeliście o pozytywnych metodach szkolenia psów?Uczymy psa wykorzystywać swoją chorobę dla własnych celów. Długość spaceru, trasa, tempo, smakołyki, część posiłku (tak tak człowieka), zajmowanie mebli (kanapa, fotel). Przestrzeni (środek korytarza, pokoju, kuchni podczas przygotowania posiłku). Tak, tak… wiesz kto jest temu wszystkiemu winien? No kurwa na pewno nie pies!




I tak właśnie pies wymusza… a człowiek pod psie dyktando nie może się w wolny dzień wyspać bo pupilek ma ochotę wyjść. Idziesz z psem do kiosku po gazetę, ale pieskowi trasa nie odpowiada… więc szarpie w przeciwnym kierunku… albo spacerek za długi, bo pogoda pupilkowi nie leży np. za zimno.Wracacie, jesz kanapkę i czujesz… psi oddech… lub inne formy psiego domagania się…Bywają domy, gdzie stale ktoś z pieskiem musi być, bo… pies szału dostaje piszczy wyje, rzeczy niszczy, załatwia się w domu… biedny udręczony…bo pancio wyszedł do pracy 5.50 pańcia wróciła z nocki 6.05… całe 15 minut… efekt: buty pogryzione, w mieszkaniu nasikane…Jeszcze się pańci od sąsiadki się oberwało: co wy z tym pieskiem biednym robicie, że tak strasznie piszczał…No właśnie co wy robicie, że sobie pozwalacie?Każdy pies ma swój charakter, jeden bardziej inny jest mniej dominujący… daltego już na samym początku warto zadać sobie parę pytań…. Ale to już inny tematCDN****

sobota, 3 listopada 2012

Kalendarz fundacji Ast



"Już jest - fundacyjny kalendarz na rok 2013.

Po raz 4 (...)  przez następne 12 miesięcy będziemy mogli cieszyć wzrok radosnymi paszczami psiaków. I tych przebywających pod opieką Fundacji, i tych wyadoptowanych, przygarniętych, znalezionych, lub też wychuchanych od małego szczeniaczka. Mamy nadzieję, że kalendarz się spodoba.

Informacje na temat zamawiania i kosztów pojawią się w najbliższym czasie."



piątek, 2 listopada 2012


Od wtorku mam sunie pod opieką. Na początku było nie łatwo… ale teraz jest super! Dobrze, że te psy szybko się uczą… Heh… Robercik mówi, żeby powiedzieć właścicielom co nieco. Ale ja z doświadczenia wiem , że moje mądrości mogę zachować dla siebie, bo choćby nawet człowiek zęby zje płuca wypluje jak to i tak efekt taki, że o kant… jeśli ktoś uważa, że amstaffowi wystarcza 20 minut spencerku, i inne teoryje, to tylko zdanie o nich wyrobione. Prawie.
Jutro miałam dwa koty dostać pod opiekę… no właśnie… miałam… dzwoniłam z potwierdzeniem i okazało się nie wypałem. Kurwa, żeby głupiego esa wysłać… a nie blokują mi termin…. Głupio mi dzwonić z tymi „potwierdzeniami” ale z drugiej strony lepiej dzwonić i się dowiedzieć niźli czekać…


czwartek, 1 listopada 2012

nietypowe profesje... Temat - ostrzegam, - wpis może zawierać drastyczne opisy, mogące urazić – czytasz na własną odpowiedzialność


Myślałam pisać, nie pisać... napisałam. Skasowałam. Dziś jest 31 październik dawniej w nocy z 31 października na 1 listopada było słowiańskie święto upamiętniające zmarłych, ludzie chcieli nawiązać kontakt z duszami zmarłych by pozyskać ich przychylność...
W USA, UK, Kanadzie.... Świętują Halloween... Suma summarum tematyka śmierci, grobów dotyka nas w sposób szczególny, więc pomyślałam, że to dobry pomysł by odtworzyć skasowany temat... temat nieprzyjemny, o czym ostrzegam już na samym początku, chciałam się zając tym co dzieje się z nami po śmierci a konkretniej chciałam opisać nietypowe profesje, nietypowe bo o nich się nie mówi, nie mówi się o samej śmierci gdyż jest swoistym tabu, śmierć może nie tak bardzo jak to co dzieje się z ciałem...
Był taki film z Samuelem L. Jacksonem „Cleaner" polski tytuł „Ślady zbrodni" z 2007 roku. Tom Butler (Samuel L. Jackson) prowadzi firmę zajmującą się sprzątaniem śladów śmierci...
Tak jest to jedna z profesji którą chcę opisać. Otóż naprawdę są firmy specjalizujące się w przywracaniu pierwotnego stanu miejsc, w których doszło do wypadku, przestępstwa lub zagrożenia biologicznego.
Najwięcej zleceń owe firmy mają w sezonie letnim, kiedy robi się ciepło (rozkład jest szybszy z uwagi na temperaturę). Ludzie wyjeżdżają wtedy na wakacje, zostawiają w domach starszych członków swoich rodzin, którzy czasem umierają... Kilka dni trwa, zanim rodzina wrócą i znajdą zwłoki... - „Nie, ja nie mam kontaktu ze zwłokami. Ciało zabiera do prosektorium policja. Potem mieszkanie jest zabezpieczane, policjanci i technicy zabezpieczają ślady. Ja jestem wzywany na końcu, kiedy trzeba pomieszczenie doprowadzić do porządku."  - mówi w wywiadzie pracownik takiej firmy.
W wakacje jest też więcej włamań. A bywa i tak, że złodziej zastanie kogoś w domu, który planuje okraść... Wtedy o nieszczęście nietrudno.
Pamiętajmy, że pozostałości nie mogą znaleźć się w zwykłym śmietniku z uwagi na zagrożenia biologiczne. Trzeba zutylizować odpady, które zawierają żywe drobnoustroje chorobotwórcze lub ich toksyny oraz inne formy zdolne do przeniesienia materiału genetycznego,
o których wiadomo lub co do których istnieją wiarygodne podstawy do sądzenia, że wywołują choroby u ludzi. Ich zadaniem jest bezpiecznie i efektywnie usunąć krew, tkanki, płyny i inne organiczne odpadki, które mogą znajdować się na miejscach zgonu lub wypadku w mieszkaniu, firmie, środkach komunikacji, hotelu czy centrum handlowym... wyczyszczą i zdezynfekują niebezpieczny obszar, niszcząc groźne grzyby, bakterie i wirusy HIV, WZW A, B, tuberculoses i liczne inne infekcyjne patogeny, eliminując tym samym niebezpieczeństwo choroby lub śmierci przypadkowych osób.
Kiedyś ciężar sprzątania ciążył na rodzinie, nie trzeba się rozpisywać jaką ulgą jest wynajęcie takiej firmy... osobie, która nie znała zmarłego, nie podchodzi emocjonalnie łatwiej sprzątnąć.. W tej pracy z uwagi na szereg zagrożeń bardzo ważny jest strój, który chroni przed kontaktem z, nazwijmy to, odpadami medycznymi... Przede wszystkim gruby kombinezon, ochraniacze na buty, maskę i okulary. Bardzo ważne, by mieć grube rękawice, które są obowiązkowe podczas wynoszenia dywanów, czyszczenia łóżek (trzeba odcinać zakrwawione fragmenty), mebli. Potem, przy sprzątaniu i dezynfekcji, wystarczają rękawice lateksowe. Zabezpieczanie się jest ważne przecież to fragmenty ludzkiego ciała, krwi... To wszystko dodatkowo ulega rozkładowi, więc w pomieszczeniu, jest dużo bakterii. Nie wiadomo, kim była, ani na co chorowała osoba, która zmarła. Mogła mieć AIDS, żółtaczkę, czy inną chorobę zakaźną. Ostrożności nigdy dość, szczególnie w takim zawodzie...
A wiec jeszcze raz o zagrożeniach:
Pyły w otoczeniu w którym przebywały zwłoki człowieka przez dłuższy czas należą do czynników wyzwalających takie objawy jak duszność , kaszel , zatrucia układu oddechowego i pokarmowego. Bywa jednak, że choroby takie niosą za sobą wiele powikłań i nad kreatywność dróg oddechowych , które są wynikiem nadwrażliwości na pył i zanieczyszczenia z zarażonego pomieszczenia . Dlatego usuwanie alergenów z powietrza pomieszczeń, w których przebywają zwłoki , wydaje się być najbardziej skuteczną profilaktyką i jedynym środkiem na przywrócenie danego lokalu do używalności. Aby zapobiegać rozmnażaniu roztoczy kurzu domowego (Dermatofagoidess Ptoronyssimus) nie należy łączyć funkcji oczyszczania z funkcją nawilżania.
Kadaweryna (łc. cadaver, eris 'trup') biochem. oleista ciekła substancja org. powstająca z rozkładu bakteryjnego białek na drodze dekarboksylacji; silnie toksyczna, uszkadzająca układ krążenia; jad trupi , posiada właściwości trujące.
Jad trupi jest bardzo szkodliwy. Krótko mówiąc chodzi o to, że bakterie nie mając już "pożytku z trupa" wychodzą z niego, szukając nowego żywiciela. Ponoć najniebezpieczniejszy jest do ok. 10h po śmierci. Do zakażenia dochodzi wtedy, jeśli jad dostanie się do organizmu (np. jak ktoś dotykał zwłok mając otwartą ranę na ręce - jad trupi mógł się przedostać tą drogą do organizmu). Jego obecność w żywym organizmie wykrywa się po 2 miesiącach. Odpowiednio szybko wykryty jest uleczalny. Jednak zawsze "coś" tam w środku zostanie...:/
            Drugą profesją, są pracownicy nietypowego miejsca... tak zwanej „fermy ciał" czy inaczej „trupiej fermy". Ferma to z 2,5-hektarowa (10.000 m 2) działka zalesiona, otoczona ogrodzeniem z drutu brzytwa. 


To teren, na którym prowadzone są badania procesu rozkładu, w którym martwe tkanki z organizmu rozbijane są na prostsze formy materii. Badania mają kluczowe znaczenie dla lepszego zrozumienie procesu rozkładu, dzięki temu rozwija się techniki ekstrakcji informacji (takich jak czas i okoliczności śmierci) z ludzkich zwłok. badania rolnicze ciała jest szczególnie ważne w antropologii sądowej i nauk pokrewnych, oraz wniosków w zakresie egzekwowania prawa i kryminalistyki . Pięć takich obiektów istnieje w Stanach Zjednoczonych z obiektem badań w Texas State University jest największym. . Naukowcy i studenci wizytujący na ranczo i uczestniczą w działaniach edukacyjnych i projektach. Naukowcy i studenci mają prawo do prowadzenia eksperymentów i badań na ranczo, w tym antropologii sądowej. Rozkład badany jest w różnych warunkach, dlatego badania trwają nie tylko cały rok, ale w różnych miejscach np w południowo-wschodnim Teksasie jest zupełnie inny od środowiska wschód Tennessee. Średnia roczna temperatura East Tennessee jest 67 ° F (19 ° C). Obszar Houston Średnia temperatura roczna wynosi 75 ° F (23 ° C). Temperatury, a także wiele innych czynników, wpływ na proces rozkładu, a zatem różnica temperatury dadzą różne wyniki rozkładu. Nie tylko ze względu na otoczenie prowadzone są badania, część obiektów badań celowo zarażanych jest chorobami by i z takiej perspektywy prowadzić obserwacje... 





antropolog Bill Bass   Wreszcie Bass nabył ziemię w Tennessee z uniwersyteckiego kampusu głównego. Swój pierwszy rozkład ciała zaczął w 1981 roku. Jednym z pierwszych badań, z jego uczniów był na robaki i muchy, które dzieje się brzydzić Bass. Jego studenci śledzili, jak rozpad ciała, gdy są one zamknięte w samochodzie, lub owinięte w plastik, lub zanurzone w wodzie. Teraz wiemy, że w ciepłe dni, robaki i muchy mogą obrócić ciało w szkielet w czasie krótszym niż dwa tygodnie, ale zabalsamowane organy mogą trwać przez dziesięciolecia. Ciało w bagażniku samochodu rozkłada się szybciej niż w chłodnym dziedzinie, w części z powodu upału. Dzieje się tak dlatego, że się po pierwsze, robaki lubią mokre i ciepłe miejsca. Również jak świeże rany - tak, jeśli istnieje wiele czerwi wokół szyi trupa, ofiara mogła mieć podcięte gardło. Bass sam zbliżył się do śmierci. Nie tak dawno temu, upadł w czasie lunchu, a jego serce należało ponownie. Teraz ma rozrusznik serca, bo nie jest gotowy na śmierć. Ale kiedy nie Umierze, czy chce stać się obiektem badań? "Był czas, kiedy byłem pewien, że tak będzie", mówi. "Naukowiec we mnie chce podpisać dokumenty. Ale reszta mnie nie może zapomnieć, jak bardzo nienawidzę much." Trzecią i ostatnią profesją, którą chciałam przedstawić  dzielnym czytelnikom, którzy dotrwali do tego momentu. Zawód nazywa się: tanatopraktor. To ważny, zawód kiedy rodzina chce wystawić zwłoki by po raz ostatni się pożegnać. Lub gdy zmarły ma być transportowany na większe odległości. Tanatopraktor przygotowuje preparaty konserwująco-odkażające i wprowadza je pod ciśnieniem przez prawą tętnicę szyjną. Płyny wypierają krew, rozchodzą się po całym organizmie, nasączając tkanki. Znikają plamy opadowe, zasinienia. Skóra znów ma naturalny wygląd, jest natłuszczona, elastyczna... Zmarły wygląda jak śpiący człowiek... Balsamacja powstrzymuje procesy gnilne na bardzo długo. Nawet na zawsze, pod warunkiem, że zabalsamowana osoba leżałaby hermetycznie zamknięta.       Po zabiegu konserwacji ciało zachowuje się w dobrym stanie do dwóch tygodni, nawet jeśli jest przechowywane w temperaturze pokojowej. Nasze ciało po śmierci zamienia się w prawdziwą bombę biologiczną. Podczas kontaktu ze zmarłym, który leży w domu lub jest wystawiony w kaplicy, bardzo łatwo może dojść do zakażenia. Konserwacja eliminuje to zagrożenie. Taki zabieg można też oczywiście wykonać po sekcji zwłok. Tylko wtedy wygląda on nieco inaczej....      Taka konserwacja podstawowa, doraźna konserwacja jest bardzo prosta. Zwykle wystarczają cztery zastrzyki po 200 ml; do jamy brzusznej i opłucnej, czyli tam, gdzie proces gnicia następuje najszybciej. Preparat zabija bakterie, które wywołują rozkład zwłok: w ciele nie zbierają się żadne gazy i płyny, nie pojawia się nieprzyjemny zapach. „Ludzie nieraz mówią, że zmarłemu nie pomoże już żaden makijaż i jest mu wszystko jedno, w jakim stanie zostanie pochowany. Może i tak, ale skoro za życia dbaliśmy o swoje ciało, to dlaczego po śmierci mamy zostać wrzuceni do grobu rozczochrani, nieogoleni, z brudnymi paznokciami? Poza tym kosmetyka zwłok nie jest potrzebna zmarłym, tylko ich rodzinom. Żywi chcą wiedzieć, że zadbali o ostatnią drogę ludzi, których kochali. Ostatnie pożegnanie nie będzie pożegnaniem z odpychającym trupem tylko z eleganckim, zadbanym człowiekiem, który zyskał spokój i ukojenie. Robię pełny makijaż: maluję oczy, rzęsy, usta, brwi, nakładam podkłady, fluidy, pudry. Maluję paznokcie u rąk i nóg, robię tipsy. Czasem maluję je w różne wzorki, naklejam ozdoby. Pedicure też robię. Jeżeli zmarła ma być ubrana w buty z odsłoniętymi palcami, na wysokim obcasie, to rodzina czasem życzy sobie, żebym wykonał taki zabieg. Ważne są fryzury - myję głowy, prostuję włosy, kręcę loki, dobieram peruki, zdarzało mi się już robić balejaż." Opowiada Adam Ragiel tanatopraktor. Są specjalne kosmetyki dla zmarłych, Jednym z ich składników jest formalina. Specjalistyczne kosmetyki ukrywają zasinienia, przebarwienia, wszystkie mikorouszkodzenia skóry. Kładzie się je na dłoniach i twarzy. Stanowią bazę. Efekt końcowy uzyskuje się dzięki zwykłym kosmetykom dla żywych. „Zdecydowanie gorzej bywa, jeśli zmarły zginął w wypadku kolejowym, pożarze, utopił się lub leżał po śmierci kilka tygodni w mieszkaniu, a jego ciało zaczęło się rozkładać. - Kiedy ciało jest w kawałkach, kładziemy je na białym płótnie i nadajemy mu kształt tak, aby można je było włożyć do trumny. W takich sytuacjach balsamacja jest głównie po to, aby powstrzymać dalszy proces rozkładu i zabić nieprzyjemną woń. Po zabiegu ciało ma zapach podobny do szarego mydła - „ opowiada Adam Ragiel tanatopraktor. Pan Adam podkreśla jak ważna w tym zawodzie jest dokładność. - Rodzina zmarłego bardzo często sprawdza najdrobniejsze detale. Ludzie potrafią nawet rozpiąć rozporek, podnieść sukienkę do góry, a nawet zdjąć rajstopy, żeby zobaczyć czy są pod spodem majtki, czy wszystko jest umyte. Niestety bardzo często muszę poprawiać po innych. W Polsce jednak pewne rzeczy są jeszcze nie do przyjęcia, trudno sobie bowiem wyobrazić, czy rodzina zmarłego nie wyszłaby z kościoła na widok ciała pochowanego w replice puszki piwa, czy coca-coli light - żartuje. - Zdarza się jednak, że rodzina prosi mnie, aby do trumny włożyć jakiś przedmiot, który był bliski zmarłemu np. ćwiartka wódki, karty do gry, zdjęcia czy maskotki - uzupełnia.       Śmierć w obecnych czasach jest tabu, nie mówimy na co dzień o niej, nie myślimy. Przynajmniej nie w kontekście procesów biologicznych, spychamy to oddalając jak najdalej od siebie. Dramatyczniejszą staje się sytuacja, gdy śmierć dotyka kogoś bliskiego, o tyle przedstawiciele opisanych przeze mnie profesji są potrzebni. źródełka: http://www.bioprollc.com/dead-body-clean-up.php http://www.czysciciele.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=50&Itemid=56 http://www.sprzatanie1.republika.pl/ http://facet.interia.pl/ciekawostki/roznosci/news/miejsce-zbrodni-tanio-posprzatam,1550670,4823 http://www.theage.com.au/articles/2004/01/16/1073878020713.html http://www.damninteresting.com/the-remains-of-doctor-bass http://www.nndb.com/people/714/000031621/ http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/ciekawostki/smierc-to-moj-zawod,1,3351011,wiadomosc.html http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Nie-chca-mnie-do-zywych-to-zajmuje-sie-smiercia,wid,10507816,wiadomosc.html http://www.tanatopraksja.mojeforum.net/temat-vt63.html PCTiT kryje się firma nowo powstała która będzie się zajmować tylko i wyłącznie szkoleniami z zakresy przygotowania zwłok a w przyszłości może i Tanatopraksji , będzie się zajmować sprzedażą i doradztwem chemii pogrzebowej do kosmetyki pośmiertnej jaki i do balsamacji zwłokzaznaczam że na szkoleniach będą prezentowane produkty do kosmetyki pośmiertnej wszystkich firm dostępnych w Polsce będzie się zajmować usługami z zakresu Tanatopraksji, Tanatoplastyki i Tanatokosmetyki i tak jak nazwa firmy mówi POLSKIE CENTRUM TANATOPRAKSJI I TANATOKOSMETYKI założycielem firmy i organizatorem szkoleń jest jedna osoba tak to ADAM RAGIEL http://www.pcbit.edu.pl/ http://www.tanatopraksja.mojeforum.net/temat-vt63.html

wtorek, 30 października 2012

Nadzieja Amstaffa


Moi Drodzy!
Jest mróz, spadł pierwszy śnieg. Czynniki atmosferyczne najbardziej dają się we znaki zwierzętom schroniskowym. Wybitnie cierpią zwierzęta o krótkiej sierści, zwłaszcza  bez podszorstka.
Dlatego:











ttbszczecin@gmail.com

Także zbiórka trwa także na forum poświęconym rasom TTB (Terier Typu Bull)



Pamiętajcie by w tytule przelewu napisać: Na rzecz TTB Szczecin.
                  
Wiem, że są osoby wspierające finansowo, jak i przywożące potrzebne akcesoria.

Pamiętajcie: Każdy może pomóc! W kupie siła!

poniedziałek, 29 października 2012

Diabeł tasmański (Sarcophilus harrisii)


Kiedyś nazwa „diabeł tasmański” kojarzyła mi się z wyjątkowo energicznym bohaterem kreskówek z serii: „zwariowane melodie”. Jednak nazwa „diabeł tasmański” również odnosi się do zwierzaka:



Średniej wielkości torbacz (długość ciała średnio 65cm, długość ogona 25) masa ciała 6–9 kg, chodź zdarzały się okazy dochodzące do 11 kg.
Krępy, przysadzisty z serdelkowatym ogonem, w którym magazynuje tłuszcz. Diabeł ma dużą głowę, co zapewnia największy uścisk szczęk w stosunku do masy ciała, biorąc pod uwagę żyjące ssaki. Jego zęby rosną po woli, przez całe życie. Chodź spotkać go można niemal w każdym środowisku to jednak najbardziej upodobał sobie lasy. Na ogół żyje samotnie.
 Średnio żyje 6 lat, samica ma dobrze rozwiniętą torbę. W miocie ma około 4 młode. Rodzą się na początku australijskiej zimy. Okres rui od marca do czerwca. Ciąża trwa około miesiąca.
Od 1941r gatunek pod ochroną w 1996 roku zaobserwowano zakaźny rak pyska diabła DFTD.  Przypuszcza się, że przyczyną rozpowszechniania się choroby są agresywne zachowania zwierząt podczas kopulacji, polowań, pożywiania. A także gryzienie tego samego mięsa.  Swoje dokłada także niskie zróżnicowanie genetyczne wśród diabłów. Zakaźny rak pyska, zabrał 1/3, ½ populacji.  
W 2008 roku naukowcy zaobserwowali że zagrożone śmiercią zwierzęta zaczęły się rozmnażać w młodszym wieku, przy czym liczba samic mających potomstwo już w pierwszym roku życia zwiększyła się szestanstokrotnie. Jest to pierwszy znany przypadek wśród ssaków, gdy choroba zakaźna doprowadziła do wzmożonej reprodukcji w młodym wieku. Dawniej diabeł żył około 6 lat i rozmnażał się w wieku dwóch, trzech, czterech lat. Jednak cierpiąca na nowotwór samica, która będzie miał potomstwo w drugim roku życia może nie zdążyć go odchować…
Jest największym torbaczem drapieżnym, ale i padliną nie wzgardzi.
Charakteryzuje się smrodem, i przeraźliwym wrzaskiem, oraz zawziętość podczas posiłków sprawiły, że nazwano go „Diabłem tasmańskim”. Podczas półgodzinnego posiłku jest w stanie pochłonąć pożywienie o wadze do 40% wagi jego ciała. Żeruje głównie nocą, chodź ma czuły węch to jednak najbardziej posługuje się słuchem. Ma trudności z postrzeganiem nieruchomych obiektów.




niedziela, 28 października 2012

misiaczek


Wczoraj widziałam bardzo dobry film, obrazujący człowieka z rodziny dysfunkcyjnej. Tytułowy „misiaczek” to trzydziesto ośmioletni Dennis. Nie znał ojca, wychowany przez zaburzoną matkę, której musiał zarówno syna jak i męża zastąpić.
Ucieka w kulturystykę, dość dobry nałóg (no lepsza kulturystyka niż alkohol czy narkotyki)… gdyż jako zawodowy kulturysta odnosi sukcesy, jednak zniewolony przez matkę dalej z nią mieszka, co jest przyczyn jego samotności.
Ogromna potrzeba bliskości pomaga mu przezwyciężyć lęki…
Zupełnie inaczej widzi film osoba z „normalnego” a inaczej z dysfunkcyjnego domu.
Niemniej jednak film dobry pokazujący zimno duńskich relacji społecznych, zgrzyty kulturowe w kontakcie z nastawionymi na seks turystów Tajkami.
Co z tego wyjdzie? I na ile? – to już moje pytania…

                                       

jeśli chcesz zobaczyć film kliknij

sobota, 27 października 2012


Za oknem śnieg, bywa że i deszcz, a ja nie mam jak suszyć… suszarkę miałam… no właśnie miałam… (nie będę przypominała dla czego musiałam wyrzucić).
Póki co pranie się zbiera… ubrań przybywa… a suszyć nie ma gdzie….
Na szczęście trochę ludzi porezerwowało u mnie terminy, dla zwierzaków i o ile dojdzie do skutku to nawet się ładnie zapowiada.
To jedną z pierwszych rzeczy to oczywiście zakup tej cholernej suszarki do ubrań… ze 40,- około kosztuje więc, jest to pewien wydatek nie wątpliwie potrzebny.
Wszystkich Świętych… może nie koniecznie w samo święto ale wypadało by wybrać się na groby…
Między innymi do o. Jozafata – zaprzyjaźniony ojciec, sporo mi pomógł, za życia był bardzo dobrym człowiekiem. Bardzo płakałam gdy dowiedziałam się o jego śmierci… Heh….zawsze nie zależnie od pory roku jak pójdę na grób zapalić znicz, zawsze jest sporo zniczy  i kwiatów… mówi się wiele złego na księży, ale o. Jozafat był inny, był naprawdę wspaniałym człowiekiem… mówił, że nawet udzielał ślubów i nie brał pieniędzy żadnych… dobry wspaniały człowiek. Szkoda, że go nie ma. Jednak staram się raz na jakiś czas zapalić znicz.
Na sąsiednim cmentarzu leży Adam. Mieszane mam uczucia, nie powiem, że wszystko było różowo, nie odszedł najpiękniej. Jednak mądrości Adama, rozmów z nim naprawdę mi brakuje. Tęsknie za nim… o zmarłych nie mówi się źle, przemilczam, może i tu zbyt wiele napisałam… Adama poznałam przez portal internetowy… lgnęłam do Adama, był taki mądry… mam wrażenie, ze trochę bał się amstaffów, za jego życia miałam jedną suczkę (amstaffkę) pod opieką, Dejmę… prawdziwa rasowa sunia. Jeszcze szczeniaczkiem była. Adam mi tłumaczył, że ona jeszcze szczeniaczkiem jest i tylko wygląda jak dorosły pies. Grzeczna, śliczna, cichutka... Zapamiętałam jej przydomek hodowlany i nazwę. Przyznam się szczerze, że szukam czasem informacji o niej, ale raczej jakiś wyjątkowych tytułów nie zdobyła…
 A oto i ona:

 Piękne są amstaffy... ostatnio gdzieś na forum trafiłam na takie zdięcie... czy można sie oprzeć takiemu urokowi?



Zbliżają się imieniny i urodziny mojej cioci… ciocia mi wysyłała paczki na święta, urodziny i imieniny. To było w pewnym znaczącym okresie. Paczki od cioci były czymś co sprawiało mi wiele radości, więc tradycyjnie raz w roku wysyłam cioci paczkę właśnie w listopadzie, gdyż ma w tym miesiącu urodziny i imieniny, co prawda w nie wielkim odstępie od siebie.
Tradycyjnie jak co roku mam dylemat co by tu cioci do tej paczki wrzucić… oczywiście nie są to luxusowe dobra, staram się kupować coś nie drogiego ale coś z czego ciocia się ucieszy. Tam są też dzieciaki Paulinka i Michałek… mam akurat takie dwa fajne pudełka śniadaniowe. Ale takie puste pudełka… myślałam, żeby jakieś słodycze powkładać w nie i coś jeszcze. Dziś rozmawiałam z Palinką, co by tam preferowała… i stanęło na pomarańczowym żelu pod prysznic… no tak. Pannica. Ale dla Michałka to mam orzech do zgryzienia, no bo cóż można kupić chłopcu, gimnazjaliście, który – jak to opisywała Paulinka, jego siostra – lubi tylko jeść i oglądać telewizje… Wiadomo, że do jego pudełka nie włożę mu jakiegoś filmu, ani gry komputerowej bo to za drogie… jeśli ktoś ma jakiś pomysły to będę wdzięczna…

środa, 24 października 2012

zakochałam się


Nie wiem czy znasz to uczucie, gdy widzisz, i wiesz, że to już to… serce bije dla tej jednej istoty…
Zakochałam się…



 Czekasz na tę jedną chwilę 
serce jak szalone bije...
Zrozumiałem po co żyję
wiem, że czujesz to co ja.
Ej za krótko trwa godzina
niech się chwila ta zatrzyma
moim szczęściem chcę nakarmić
calutki świat, zdziwiony tak.
ref.
Wielka miłość, nie wybiera,
Czy jej chcemy, nie pyta, nas wcale.
Wielka miłość, wielka siła.
Zostajemy jej wierni, na zawsze...

2.
Miną lata, gwiazdy zgasną,
Fotografie w głowie zasną.
Gdy nas ludzka złość rozłączy
Ja i tak odnajde Cię...
Kiedy rozum każe zwiątpić...
Czekaj zadrży świecy płomień
Bo po drugiej rzeki stronie,
Ja dobrze wiem, tam ogród jest.
ref.
Wielka miłość, nie wybiera,
Czy jej chcemy, nie pyta, nas wcale.
Wielka miłość, wielka siła.
Zostajemy jej wierni, na zawsze...


Weszłam na stronę zobaczyłam ją… jest tak piękna śliczna, oczarowała mnie od pierwszego wejrzenia…





Jej tata








mamusia SbigStaff DEIMA MY RED GIRL 
INTERRA PUPPY WINNER 2009
Młodziezowy champion Rumunii
res.Best in Show Junior 
ATAXIA Carrier