czwartek, 11 października 2012

Cier pienie jest na pew no rodza jem sen su. Bez sens prze cież nie bo li. Bez sens jest obojętnością. - Anna Kamieńska


No cóż… jeśli chodzi o tego gościa z wczoraj to nie sądzę by z tego coś wyszło… oczywiście gadaliśmy przez telefon… z jednej strony jakby był zazdrosny o mnie, a z drugiej powiedział, że chce wykorzystać wszystkie spotkania za jakie zapłacił w biurze… powiedział, że na tym zakończy „karierę” w biurach…
Jak dla mnie trochę za dziecinny, za infantylny… jeszcze jak wszedł do damskiej toalety… no normalnie przyjęte jest, że się cierpliwie czeka…
Dziś dzwoniła babka z biura, koleś powiedział, że jestem ładna, fajna, ale charakter… no cóż… oczywiście chciałby utrzymywać kontakty na stopie przyjacielskiej… Heh... przynajmniej tak przekazała mi pani z biura…
Dziś miała mi babka psa przyprowadzić… ale niestety nici i niteczki z tego… czy to jest tak wiele głupiego smsa wysłać, treść jakakolwiek byle wynikało z niej, że nie przyprowadzi psa. Kropka. Nie jest to skomplikowane. Powinna kobieta być poważna, skoro zadzwonić głupio, to sms nie wiele kosztuje, przecież nie zjem jej… żenada, żenada…
Jutro mam dostać innego psa. Mam nadzieje, że ta pani okaże się poważniejsza….
 Bo naprawdę finansowa nędza... każdy grosz....


Z opieki nad drugim psem tak samo nici…czyli jutro nie dostanę tego psa. Heh…

Przed chwilą rozmawiałam przez telefon, z tym  „amantem”. Jutro się nie spotkamy. Nie spotkam się już z nim więcej. Jest zablokowany w moim telefonie, i babka z biura jest poinformowana o tym. To na wypadek gdyby sobie pomyślała, że „ma mnie z głowy”…
Aż mi słabo ze złości, i boli mnie głowa.

środa, 10 października 2012

Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam. - Armand Jean Richelieu


Dziś byłam na spotkaniu z gościem, przez biuro matrymonialne… gość w moim wieku, taki trochę wieśniak, trochę infantylny… denerwuje mnie że wchodzi mi w zdanie… niby pyta o coś a za chwilę zaczyna z innej beczki… hmmm…
Byliśmy w kinie na filmie „uprowadzona 2”, taka sensacja, i w sumie jedyna rzecz na którą można było iść…
Podczas filmu potrafił zadać kilka pytań…hmmm… w ogóle mam wrażenie, że nie słuchał gdy mówiłam mu o czym film. Tematyka nie jest w sensacji jakoś szczególnie zawiła… wiadomo, że przecież na początku nie mogą zabić głównego bohatera i musi skończyć się happy endem. Aczkolwiek fajnie się oglądało.
Film trzymał w napięciu. Aczkolwiek na pewne sprawy spojrzałam trochę z innej perspektywy…
Po filmie byliśmy w knajpce, trochę koleś mi dziwne pytania zadawał… o poprzednie związki i w ogóle…
Wieczorem wydzwaniał, widzę, że człowiek samotny… i szczerze mówił, że sam w domu się nudzi…
Nie wiem po co mi powtarza, że ma małe doświadczenie seksualne…
Koleś raczej nie nadaje na moich falach. Aczkolwiek pospotykać się mogę… może coś…
Wiem, że koleś lubi mówić, potrzebuje się wygadać, zwyczajnie…tylko czy zawsze musi wchodzić w słowo?!
Mimo, że siostra ma amstaffa ten chłopak nie jest przyjacielem amstaffów. Skoro mówi, że to niebezpieczne psy... No bo co to za podejście ma mąż jego siostry: jeśli mój pies mnie pogryzie to od razu ide go uśpić… z takim podejściem chyba nie warto brać psa…


wtorek, 9 października 2012

jesień....



























    Kolejny żonaty facet chce się ze mną spotkać. A przecież rozmawialiśmy, i powiedziałam mu, że nie interesują mnie romanse z żonatymi....
Taka naszła mnie myśl, przed chwilą.... dlaczego przyciągam w większości samych żonatych facetów? A może teraz sami tacy niewierni są? Może teraz takie czasy?
Z Eryczkiem, pewnie sie już nie spotkam. Jemu chodzi o sex. Mnie nie interesuje relacja o zabarwieniu erotycznym, z żonatym facetem. Jeśli jakakolwiek znajomość z żonatym, to tylko i wyłącznie na stopie przyjacielskiej, kumpelskiej.

poniedziałek, 8 października 2012

"Mądra dziew czy na całuje, ale się nie zakochuje, słucha, ale nie wierzy, od chodzi, za nim zostanie porzucona." - Marlyin Monroe



Kocham grzyby. Zawsze były dla mnie rarytasem… pieczarek nie lubię. Z grzybów dostępnych w sklepie boczniaki, i owszem… ale tania to impreza nie jest.
Grzyby jadałam u cioci, której z racji kilometrów gościem byłam rzadko… schodziło się do ciemnej piwnicy, miejsca magicznego… bo pełnego słoików z marynowanymi grzybami.
A że ja wyjątkowo lubiłam grzyby wcinałam…
Dziś mi grzybów dostatek… jem je na co dzień… pieczone, smażone… Robercik nosi ich sporo… myślałam by nauczyć się zbierać grzyby… ale nie miałam niestety nauczyciela… do terazJ. Musze się nauczyć by gdy najdzie mnie ochota mieć pod ręką te cuda… świeże z lasu, suszone, lub zamrożone… kocham grzyby, wiec muszę wziąć lekcje zbieractwa. Ostatnio jak byłam to, jedyny – oczywiście jadalny grzyb – jaki znalazłam to dzięki Smrodo właśnie…
A dziś do smażenia grzybków użyłam niecodziennych przypraw: zioła prowansalskie, curry, majeranek, szczypta cynamonu, muszę przyznać, że gdy smażyłam je na margarynie (olej niefortunnie się skończył) to nadało taki niepowtarzalny aromat…  ideałem jest smażenie na masełku…ale, ale… masło drogie… po za tym masło to dziś nazwa…
Robercik się dziś oparzył, sięgnęłam do szafki po niezawodny środek. Jest jeden, najlepszy… nie poznałabym go inaczej jak na szkoleniach BHP… prowadzący powiedział, że wartość aqua gelu pozna ten komu faktycznie pomogło. Kilka lat temu się oparzyłam, cierpiałam bardzo, zimna woda mało pomogła, pojechałam taksówką do centrum… czyli najbliższej apteki. Proszę o aqua gel, ale niestety nie ma. Proszę by mi coś pani poleciła, poleciła i owszem piankę za 16 złotych…
Pianka nie pomagała… już bardziej lód pomagał. Pianka nie pomagała bo już bąble surowicze miałam jak w innej aptece nabyłam aqua gel. Ten opatrunek, o konsystencji galaretki to wynalazek naszych polskich naukowców. Wskazany przy leczeniu oparzeń, owrzodzeń, odleżyn i innych trudno gojących się ran. Łagodzi ból. Przyspiesza gojenie ran. Zapobiega powstawaniu blizn.
Opis:
„Po nałożeniu aqua żelu likwiduje on ból, przynosząc uczucie kojącego działania, stanowi barierę dla bakterii z zewnątrz, zapewnia dostęp tlenu do rany, zapobiega powstawaniu przerostowych blizn, umożliwia łatwe doprowadzenie leku do rany bez usuwania opatrunku (poprzez nawilżenie zewnętrznej powierzchni opatrunku roztworem leku, wprowadzenie leku pod powierzchnię opatrunku lub spęcznienie w roztworze leku przed założeniem), wykazuje dobrą adhezję do zdrowej skóry i rany bez tendencji do przyklejania się, co umożliwia bezbolesną zmianę opatrunku, podczas zmiany opatrunku usuwane są z rany wydzieliny, włóknik oraz tkanki martwicze pozostawiając nieuszkodzoną ziarninę, jest elastyczny, miękki, lecz jednocześnie wystarczająco wytrzymały, dzięki czemu może być stosowany do pokrywania takich powierzchni ciała, których nie uruchomienie jest kłopotliwe np. stawy, dłonie, twarz itp., jest przezroczysty co umożliwia kontrolę przebiegu leczenia bez konieczności zdejmowania go, jest nie alergizujący.”
Warto mieć jeden taki opatrunek w domu. Ten taki najmniejszy aqua gel kosztuje około 2pln. Ale prawdziwą jego wartość zna ten komu przyniósł ulgę…
Zapewne idąc do apteki nie polecą Ci go, bo jest za tani…i jakiż tam zarobek na nim? Nie zobaczysz nigdzie reklamy opatrunku…
Szkoda, że nie ma miejsca gdzie dobre tanie dobra i usługi są promowane. Jedynie z ust do ust. Mi aqua gel pomógł jak go nakładałam miałam bąble surowicze, a gdy zdejmowałam śladu po całej historii.
Eryczek napisał do mnie, że wspaniale wspomina nasze spotkanie, i myśli, że nadajemy na tych samych falach.
Ja cieszę się, że poznałam kogoś z kim fajnie się można bawić, gadać o wszystkim absolutnie, bez żadnych zahamowań… ważenia słów… jak tak chodzę na te spotkania widzę sztywne parki siedzące naprzeciwko, nerwowe uśmiechy oboje zestresowani bo chcą wyjść jak najlepiej… ani to fajne ani przyjemne. Przy takich ludziach jak Eryk łatwo się wyluzować.
Ciekawe co będziemy robić na następnym spotkaniu… i ile będzie trwało skoro pierwsze to 5 godzin…które wspominam naprawdę miło. To fantastyczne znaleźć kogoś z kim nadajesz na tych samych falach…


niedziela, 7 października 2012

gamonie...


Dziś opiszę moje doświadczenia randkowe.
Eryk – wygląd co najmniej średni. Charakter świetny, bardzo szybko się rozluźniłam, mimo, że alkoholu nie piłam. Bawiłam się naprawdę przednio, i on też… spotkanie trwało chyba 5 z godzin… póki ja nie dałam znaku, że już może…
Wszystko było by super, gdyby nie jeden fakt. Otóż Eryk ma żonę… co prawda, Eryczek jest fajny, i może by się z nim pospotykać… prawdę mówiąc naprawdę się zastanawiam… Chodź tak naprawdę po co wchodzić w coś co nie ma racji bytu? Coś co do niczego nie prowadzi? Chodź kusi mnie jego towarzystwo, bo naprawdę fajnie się bawiłam. Z resztą on też… fajnie, że jest jak mój były (m@ - ciekawe kto go pamięta…) o ile wszystko będzie fajne i przyjemne z przyjemnością za to zapłaci. Ale co z tego? Skoro znajomość nie prowadzi do niczego, z tego co mówił to jego żona jest mega zazdrosna….
     Maciej 26lat… wiecie co? Do głowy by mi nie przyszło by pisać różne wyrazy tak: „czytałem zeczy zwionzane z mojom pracom”, „ksionszka „,ksionrzke”, „karzdy „,na karzdy temat jestem otfarty:, szuka „drugiej połówki skim spendze reszte zycia”. No trochę o nim napisałam, ale ogólnie na spotkaniu się męczyłam…i to bardzo. Ale i dałam mu drugą szanse… dziś okazało się nie potrzebne… otóż oczekiwał, że non stop będę do niego smsy słała, bo doładował mi konto na komórce za 10pln, z czego aktywowałam pakiet esków. Masakra, kolo ciężki, nawet ciężko mi jak o nim pomyślę, ale dziś postanowiłam, że to historia.
     Łukasz… byki…nie przytoczę tu przykładów… wczoraj zadzwonił, ale środki mu się w telefonie skończyły, więc chciał, żebym weszła na „fezbuka”…. Ale to właśnie z nim spędziłam najkrótsze spotkanie, a było to tak:
Spotkaliśmy się, musiałam po niego wyjść bo on kompletnie nie zna mojego miasta… ok. idziemy on w pewnym momencie odbiega ode mnie, bo… telefon zadzwonił: „tak już jestem dawno, tak szczęśliwie dojechałem, tak….” – masakra pomyślałam. Wchodzimy do knajpki:
- a co tu jest – pyta głupio
- miła knajpka, przytulna – powiedziałam
- na pewno bardzo droga….
Oczywiście nie podobało mu się, więc opuściliśmy lokal, na dworze padało… byłam dość zdezorientowana… a on chciał iść w tym deszczu do knajpki, która jest trochę daleko, nie ma tam za bardzo wyboru, a prawda jest taka, że ceny są zbliżone. A klimat… bez porównania.
- to ja mam w tym deszczu i wietrze łazić, w miejsce gdzie mi się nie podoba, jeszcze tam po za tym zimno, mam moknąć, dla jego widzimisie! No dziękuję bardzo… a jak się przeziębię…. Udałam, że dzwoni telefon i coś bardzo pilnego, przeprosiłam że sprawa nagląca. Koniec! Dlaczego mam się z kimkolwiek męczyć? Dlaczego mam swój czas, energie…itd. Poświęcać komuś z kim się męczę?!  Dlaczego?!
Pomijam gości, co zapraszają na spacer w deszczu, od razu do domu… jeden był taki, że najpierw ściemnił z miejscem zamieszkania, bo powiedział, że mieszka w bloku i podał nazwę dzielnicy w której są same domki… a jak go zapytałam podał nazwę innej dzielnicy… żenada, po za tym niby szuka przyjaciółki, tylko przyjaciółki a jak dopytywałam o docelowy cel znajomości to powiedział, że przyjaciółka. Tylko przyjacielem nie jest się od razu, a po za tym to trochę nie grzecznie zapraszać do domu, po za tym kobieta przyjmująca takowe zaproszenie od mężczyzny sama wystawia sobie świadectwo.
Właśnie dla takich "amantów", co właśnie szybko do domu chcą znajomość przenieść, co po najniższej linii oporu, usiłują... mam ja coś dla takich "dżentelmenów"



Jak na razie klikam sobie, co prawda ja i on wspieramy się… słownikiem…z Włochem…. Czterdziesto pięcioletni Sebastiano jak na razie jawi się „naj normalniejszą osobą”. Po prostu jest miły. Zwyczajnie. Piszemy na zasadzie znajomych… co prawda, przez translator, ale kontakt jest. Ale on jest we Włoszech… ja tu w Polsce.


sobota, 6 października 2012

Biorąc w dom tymczasowy możesz uratować życie....smutna historia psa w typie rasy pitbull red nose....

GABRIEL to ok. 9 miesięczny pitbull red nose. Kilka razy apelowaliśmy o dom dla niego, bo trafił do schroniska z zaawansowaną nużycą, a ta kiepsko leczy się w warunkach schroniskowych. Nie udało się mu pomóc, chociaż choroba nie była zaraźliwa nikt nie chciał psa przygarnąć. Gabryś siedział więc w schronisku, w budzie, wycofany.Pomoc pewnie by jeszcze długo nie przyszła, bo po co komu łysy pies... ale Gabriel zachorował na parwowirozę.Parwowiroza jest śmiertelnym wirusem, przeżywalność jest niewielka, ale możliwa. W schronisku psiak nie miał szans.Postanowiliśmy rzutem na taśmę powalczyć o Gabrysia. Chcemy udowodnić, że gdy wszyscy mówią że nie da rady, to my damy! A przynajmniej spróbujemy. Wielokrotnie pokazywaliśmy, że nie ma rzeczy niemożliwych! Wierzymy, że i tym razem wrócimy z tarczą z tej walki!Gabriel trafił dzisiaj (1.10.2012) do szpitala przy całodobowej lecznicy weterynaryjnej Pankracy w Radomiu. Tam lekarze podejmą trud, wykorzystają całą swą wiedzę i środki aby pomóc. Z Warszawy dzisiaj przyjechała surowica Canglob specjalnie zakupiona dla Gabriela za kwotę 720zł. Bo jak my walczymy to na 100%.Prosimy Was bardzo o pomoc dla Gabriela. Potrzebujemy funduszy na pokrycie kosztów leczenia (będą one duże), a także potrzebujemy domu tymczasowego jak już Gabriel wyzdrowieje. Jeśli nie uda nam się nic znaleźć psiak niestety będzie musiał wrócić do schroniska w Radomiu, my bowiem nie mamy już możliwości miejscowych w hotelu.

4.10.2012 Gabryś umarł dzisiaj w nocy. Już się nie obudzi, nie zamerda ogonkiem.

Teraz w niebie będzie mu w końcu lepiej... bo życia nigdy nie miał dobrego...
Urodził się w pseudo, jego mama była chora na nużycę, on już jako malec też borykał się z codzienną walką. Trafił na człowieka, który go mało kochał... bo jak ktoś naprawdę kocha to jest odpowiedzialny! Leczy, dba!
Potem ten człowiek, o którego Gabryś potykał się codziennie wyrzucił go pod schroniskiem jak śmieć.

Chcieliśmy odmienić los Gabrysiowy. Włożyliśmy masę pracy i energii wierząc, że odczarujemy jego złą passę. Ale pomoc przyszła za późno. Przepraszamy... 


źródło


piątek, 5 października 2012


Obudziłam się wczoraj nie wyspana, z bólem głowy. Zrobiłam kawę, którą ze smakiem wypiłam do śniadanka. I tym oto sposobem zamieniłam ból głowy na zgagę.
Robercik się nie pojawił.           
Umówiłam się z kolejnym gościem, zaczęłam się przygotowywać do spotkania zaczął dzwonić Robercik. Nie odbierałam, tuż przed samym moim wyjściem dobijał się domofonem. Odczekałam chwilkę by sobie „amancik poszedł” i wyszłam. Poszłam przed spotkaniem do fryzjera. Wkoncu ścięłam włosy… człowiek trochę inaczej się czuje.
Na spotkaniu bawiłam się super… najadłam, napiłam fajnie było. Myślę, że jemu też się podobało skoro 5 godzin siedzieliśmy. Mnie co prawda się znudziło po pięciu godzinach… szybko zleciały, fajnie minęły. Ale niestety, wszystko by było fajnie ale jest właśnie jedno ale zmieniające wszystko; facet ma żonę. A tacy, mnie nie interesują.
Zadzwoniłam do Robercika, siedział u kurczaka…
Jak przyszliśmy do domu zrobił obiad. Robercik jest mi potrzebny. Ale na razie…
Nie mogłam spać obudziłam się była jakoś chyba 4 rano… i męczyłam się okrutnie.
Wstałam z pewnym planem. Nie będę pisała tutaj o tym planie, bo może polecicie mi coś lepszego.
Robercik wstał jakiś czas po mnie. Zrobił tosty, wypił kawe i poszedł w sprawie pracy. Wszystko jedno gdzie poszedł. Ja jak na razie, zaczynam robić swoje. Mam nadzieje, że czytelnicy tego bloga mi troche pomogą, znaczy podsuną jakieś rozwiązania…
Bardzo Was proszę o poradę co mam dalej z tym wszystkim robić…. Naprawdę, proszę każdego czytelnika tego bloga by mi poradził co mam zrobić…