sobota, 22 września 2012

"Nie wys­tar­czy po­kochać, trze­ba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i prze­nieść ją przez całe życie. " - Konstanty Ildefons Gałczyński


Byłam wczoraj w niejakim pośredniaku, w mieście w którym mieszkają rodzice, bo w pośredniaku do którego należy mój powiat odmówiono mi rejestracji. No cóż.
- a skąd ma Pani takie karty? – zdziwiła się urzędniczka widząc karty wypełnione które tam przedłożyłam
- z urzędu pracy w (nazwa miejscowości) – odpowiedziałam
Pani badała z najwyższą wnikliwością karty obie… co wydało mi się przedziwne, gdyż po za papierem na którym karty są wydrukowane, nie różnią się one niczym.
Co do jednej miała wątpliwość:
- oj tej nie mogę chyba przyjąć – powiedziała z za biurka pełna obaw kobieta, pokazując koleżance kartę pytała czy może ją przyjąć bo jest z innego miasta.
Odpowiedź koleżanki była twierdząca. No, cóż się dziwić skoro treść ta sama… tylko papier jeden bardziej sztywny, druki zwykły…
Po powrocie do domu odpaliłam laptopa i na blogu http://klubkotajasna8.blogspot.com/  znalazłam taką oto informację:


Nagrodę niespodziankę 
Czekoladki "Kocie Języczki " 
za szybko podjętą decyzję i numer jeden startowy 
otrzymuje Opiłek  http://call-mebaby.blogspot.com/




 Dziękuję za wszystkie oddane na mnie głosy, jest mi niezmiernie miło gdyż bardzo lubię słodycze. Mam do nich delikatnie mówiąc słabość…
Niestety ładowarka do laptopa miała spięcie… ale na chwilę obecną sytuacyjna opanowaną jest. I mogę podziękować, za nagrodę. Oczywiście jak dostanę pocztą to nieomieszkam się pochwalićJ, mam nadzieję, że wybaczycie nieskromność…
Radość moja tym większa, iż przed chwilą zakończyłam rozmowę telefoniczną z właścicielem Rodziaka. Tak, tak… pisak zostaje do juterka.
Robercik jutro idzie na grzybki, więc Rodziaczek zażyje spacerku jakieś 4 godziny po lesie, i powiedzcież gdzie psiak będzie miał lepiej?
A właściciel? Odbiera pieska wybieganego, grzecznego, bo wiadomo że spokojny, grzeczny pies to wybiegany pies, o tym każdy właściciel wie.


czwartek, 20 września 2012

z dzisiejszego spacerq

Tak patrzę na Rodo i nie mogę się napatrzeć jakie z niego piękne zwierze. Wiem, te zdjęcia nie oddadzą gracji ruchów... normalnie hipnotyzuje...
Z tego co właściciel opowiada to myślę, że nie jeden człowiek będąc na miejscu jego właściciela by się go pozbył... Ale Rodo Miał szczęście, że trafił na takiego pancia, który naprawdę go kocha. Bo czym innym można usprawiedliwić, wybaczenie demolki... zapewne nie jednej... kolejnej...
Dobrze, że u nas nie niszczy.
Dziś byliśmy z nim na spacerku 3 godziny. Nawet mi pomógł jednego podgrzybka znaleźć












znaki zodiaku;) - z dedykacją dla Jasnej
















środa, 19 września 2012

"Sumienie (...) nie jest wszędzie takie samo. jest niemal zawsze rezultatem obyczajów i klimatu, skoro na przykład Chińczycy nie stronią od zachowań które by przerażały Francuzów. " - Markiz De Sade

Robercik jeszcze w okolicach 2 w nocy dobijał się domofonem. Nie wiem gdzie teraz się znajduje i na kim żeruje, bo na kimś musi. Chyba, że wygrał w totolotka. Obudziła mnie Eliza. Byłam taka przygnębiona cały dzień, po tym wszystkim co przeczytałam. Słów brak. Napisałam do tej babki, początkowo nie chciała wierzyć, ale uwierzyła. Podziękowała mi za szczerość i uczciwość, „przepraszam jeśli Cię w czymś uraziłam” – napisała. Aha i zrobiłam jeszcze coś… ale o tym nie napiszę. Jak Robercik przestanie chlać to będzie miał niespodziankę. Nie miałam siły na nic. Do chwili jak zadzwonił właściciel Smrodo, ucieszyłam się jak głupia, że nie będę sama, że jakaś istota szczera, której ufam będzie mi towarzyszyła. No i oczywiście kasa wpadnie. Poszłam na zakupy… podpaski, masło…wiadomo człowiek chciałby… ale może kiedyś. Cieszę się że jest Rodziak, normalnie myślami go ściągnęłam... mam też nadzieje, że się przedłuży jego pobyt. Bublowate są tak mądrymi psami, że naprawdę jestem pod wrażeniem… mądry, jak zapamiętał wszystko. Fajnie, że te ćwiczenia dają mu radość. On to lubi.


wtorek, 18 września 2012

a może tym razem by było inaczej - pomyślałam


Siedzę w fotelu i płaczę. Jedyne światło to blask monitora. Siedzę i płaczę, pisząc usiłuję rozładować emocje, które mną targają. Boli zdarte gardło. Przed chwilą zatrzasnęłam drzwi przed Robertem, a jego rzeczy wywaliłam na klatkę. „piękna miłość” kurwa mać!
Akurat! Nie patrzeć czy facet zaprasza, funduje, kupuje… tylko piękna miłość się liczy… piękna miłość, gdy facet korzysta, z czasem traktuje kobietę  oraz gorzej… wiecie co? Nie tak ja to wszystko pojmuję… dla mnie to jakieś chore bzdury! Jeśli facet kocha niesamowite ile potrafi zrobić by kobietę uszczęśliwić…co ja pie***
Awantura była z Robercikiem najbardziej hardcorowa ze wszystkich, darłam się na niego, ze ma mnie za nic, że inteligencje gumowej lalki ceni wyżej… jasne jedzie na grzyby z koleżkami o 5 rano… darłam się o pieniądze, a on mi wypominał, ze ja na kompie siedzę…
Powiedziałam, ze w piątek poprosiłam by kuchnie posprzątał i co? On odwracał kota ogonem co ja robie. A ja odpowiedziałam nie rozmawiamy o mnie tylko o nim. Dochodziło do szarpaniny, powiedziałam, ze jest kryminalistą, oszustem i alimenciarzem – wszystko zgodnie z prawdą….
Gdy zatrzasnęłam z nim drzwi po chwili zebrałam jego rzeczy i wywaliłam na klatkę.
Dzwonił domofonem, dłuuuugo, ale ja nie otworzyłam mu!
O 5 rano jadą na grzyby z koleżkami… jasne.
Weszłam na konto Robercika, przeczytałam historie czatu z jedną z bab… nie no….takiego faceta to każda mi zazdrości… normalnie…
Pomijam pierdoły, że marzy o niej, i co by z nią…. Pomijam stek bzdur, że jest cierpiący po wypadku…
Ale: mieszka sam, a ja jestem jego znajomą co w nim się podkochuje… a on tylko marzy o niej…ale niestety ten wypadek….
Chciałam dzwonić do tej baby. Ale nie, do tego się nie zniżę! Ale za to dodałam do jego profilu „najpiękniejsze zdjęcia” jak siedzi pijany, „wino marki wino” na stole + inne rzeczy jak to na melinieJ mam nadzieje, że zobaczą supermana…
Swoją drogą zadziwiające… jak to faceci korzystają… kobiety są miłe, skłonne do poświęceń, wyrozumiałe… a chłop świruje pawiana. Bawi się, robi co chce. Mam wrażenie, że w trochę innym świetle widze Roberta. I innych facetów.
Wiem, że dobrze postępowałam nigdy pierwsza nie proponowałam spotkania itd. Smutno mi i samotnie…i nędza… bo inaczej nazwać się sytuacji nie da…. Płakać się chce. Dobrze, że buty mam, to mam w czym chodzić… z jedzeniem kiepsko…Robercik zbyt wiele od mamy nie przynosił…. Dziś pół chleba, i kilka kotletów z czego 90% zjadł z chlebem, jeden tylko został kotlecik i kilka kromek… aha i pół cukru… fakt nosił grzyby, ale grzyby to nie wszystko. Nie zapłaci się rachunków nimi, itd….
Tęsknie za Rodziakiem… przynajmniej bym sama nie była, a i kaska by wpadła…. Chodź może i dobrze, że go nie było jak była ta awantura… chodź może przy psie to by było inaczej?
Właściciel się nie odzywa, na sms nie odpisał… Heh… mam nadzieje, że niedługo dostane Rodziaka. To naprawdę najwspanialszy pies jakiego znam


poniedziałek, 17 września 2012

Pedro Almodovar

Lubicie Pedro Almodovara? Jest jednym z trzech najbardziej znanych hiszpańskih reżyserów. Zaczynał od amatorskich filmów porno, jako że nie stać go było na studiowanie, kupił sobie kamerę 8mm. Kilka ciekawostek:
• odkrył Antonio Banderasa.
• W 1992 roku był członkiem jury na festiwalu filmowym w Cannes
• W styczniu 1991 roku ukazała się książka autorstwa Pedro zawierająca wyznania (nieistniejącej) giazdy porno Patty Diphusa. Książka przyniosła autorowi nie małą popularność
• Był jedną z czołowych postaci hiszpańskiego La Movida Madrileña, kulturalnego renesansu po ustąpieniu Franco. Opublikował powieść Fuego en las entrañas i jako Patty Diphus publikował artykuły w najważniejszych hiszpańskich gazetach.
• 4 czerwca 2009 roku otrzymał honorowy tytuł doktora Uniwersytetu Harvarda w USA.
• Ma 177 cm wzrostu.
• Ma brata Agustína, z którym Almodovar założył spółkę produkcyjną, "El Deseo". Pierwszym zrealizowanym przez nich filmem było "Prawo pożądania".
 • W młodości współtworzył grupę artystyczną "Los Bardos" - z którą wydawał alternatywne pisma "Star" i "Vibraciones", grał w teatrze, rysował komiksy i śpiewał w zespole punkowym "Almodovar-McNamara". Może nie widziałam zbyt wiele produkcji Almadovara, ale lubię jego filmy. Są specyficzne… na pewno inne niż to co oferują inni, a przynajmniej większość. Jest naprawdę nie przewidywalny... no może pod koniec...jak zaczyna się wyjaśniać... i właśnie to w kinie bardzo lubię: wciąga, trzyma w napięciu, i na koniec niespodzianka....
  Wczoraj oglądałam film Pedro Almodovara pt: „skóra w której żyję”. Film… Heh samo zobaczcie, a może ktoś go już widział, jeśli nie kliknij w zdjęcie, zapraszam na film:



naprawdę polecam....

niedziela, 16 września 2012

"Czy is­tnieje coś gor­sze­go niż miłość brzyd­kiej ko­biety? Ow­szem - przy­jaźń pięknej kobiety. " - A. Camus

Rozmawiałam z kilkoma fundacjami które obiecały pomoc. Umówiłam się z tą babką by poznać osobiście psa.  Porobić ładniejsze fotki…. Na krótko przed umówioną godziną zadzwoniłam do niej, i okazało się, że nie przyjedzie bo koleżanka może psa weźmie.
Zadzwoniłam i okazało się, że wzięła. Szkoda, że psa nie poznałam, ale dobrze, że historia ma happy end.
Pani z fundacji powiedziała, że ten typ tej właścicielki jest taki, że bardzo prawdopodobne, że za jakiś czas weźmie ślicznego szceniaczka i historia będzie się powtarzać.  
Nomen omen, dobrze, że historia Cliforda, ma szczęśliwy finał. A kobieta? No cóż, może kiedyś zrozumie… chociaż wątpię…
Skoro Cliford ma dom, więc zmieniłam szatę graficzną bloga. (szkoda, że nie mogę zmienić tła pod wpisami, bo to szablonowe mi się nie podoba). Idzie jesień, więc jesiennie. Grzybowo. Kocham grzyby. Robercik lubi zbierać... a ja kocham je jeść... jak sie najem grzybów odrazu nastrój mi się poprawia. Dobrze przyprawione, smażone w panierce....mmmm
Wczoraj byłam z Sylwią i jej siostrą na pokazie garów… masakra trzy godziny gadania. Te same texty, „żarty” żenujące, chodź część się śmiała… a po takiej dziewczynie widziałam czyste zażenowanie.
Może wiele osób sądzi, że to głupie chodzić na pokazy, ale moim zdaniem czasem warto… Zwłaszcza do firmy philipiak. Mam „pokazowe” żelazko, książki kucharskie, parasolkę, perfum (oddałam cioci, ale dobry jakościowo) zegarek, i teraz czajnik bezprzewodowy. Ale jest. Wiadomo, że jakość nie jest najwyższa, ale żelazkiem normalnie można prasować, co prawda ze spryskiwaczem dziwnie, ale uprasować się da. Czajnik gotuje wodę, nawet sam się wyłącza. Trochę prądu ciągnie… więc go w domu używała nie będę. Aczkolwiek może się przydać np. turystycznie. Zawsze warto mieć bo nie wiadomo kiedy może się przydać.
Nawet mam kołdrę i poduszkę, tą co oni sprzedają. Normalnie bym tego nie kupiła, ale mam i sobie chwale. Dostałam w prezencie od mamy Adama. Ale mam jestem zadowolona.
Siostra Sylwii byłą zainteresowana nożami… ale 980 złotych to trochę za dużo. Markowe noże firmy Gerlach widziałam najtańsze na stronie internetowej za 107 a najdroższe za 403
Miałam dziś głupi sen… byłam u mamy. Robiłam ciasto, jakieś dziwne, dziwny przepis… ale mama mi przeszkadzała, żebym nie robiła ciasta, chowała mi produkty które sobie przygotowałam… w końcu wyszłam… chciałam zadzwonić do niej… ale uznałam, że po co, skoro i tak nie wrócę do niej.
Wczoraj też miałam głupi sen... ale o tym nie będę pisała...