wtorek, 7 sierpnia 2012

dziś troche z definicji


Co to jest rasa?

grupa osobników należących do tego samego gatunku, która jest w stanie reprodukować się, konsekwentnie zachowując te same cechy, przy uwzględnieniu takich czynników jak środowisko, historia, geografia, użytkowość. Ponieważ jednak mechanizm przekazywania cech jest taki, iż pojawiają się pewne odchylenia od normy, dlatego też w celu uniknięcia nadmiernych różnic, czy wręcz faktycznych modyfikacji względem pierwowzoru, a także by uściślić kryteria oceny, stworzono wzorce (standardy) ras. 
Podsumowując: 
rasa to grupa zwierząt tego samego gatunku, o tych samych cechach, powstała w wyniku celowej hodowli i jest to grupa zwierząt o wiadomym i udokumentowanym pochodzeniu (dokumentowanym praktycznie od momentu powstawania rasy).

Rodowód

 To dokument wydany przez organizację/stowarzyszenie kynologiczne, poświadczający, że dane zwierzę należy do danej rasy. Rodowód zawiera pełne informacje na temat pochodzenia psa i jego przodków. W zależności od organizacji, wydawane są rodowody 4- 6- lub 7-pokoleniowe. To, że na rodowodzie widzimy tylko 4 czy 6 pokoleń przodków nie oznacza, że wcześniej był "czarna dziura" - organizacje kynologiczne prowadzą księgi rodowodowe od kilkudziesięciu lub kilkuset nawet lat (np. .ADBA od 1909r, a UKC od 1898r), tj. od czasu gdy większość współczesnych ras powstała w swej ostatecznej postaci, wtedy to też, opracowano pierwsze wzorce ras. 
Po prostu, wielkość kartki papieru ogranicza fizycznie liczbę przodków, jakich jesteśmy w stanie na niej wypisać - przodkowie Ci jednak figurują na zawsze w prowadzonych księgach rodowodowych.

Suka hodowlana.

Fakt, że rodzice mają rodowód nie jest tożsame z tym, że ich potomstwo będzie rasowe.
Aby potomstwo miało rodowód suka musi mieć uprawnienia suki hodowlanej. uzyskała, po ukończeniu 15 miesięcy, w dowolnej klasie, od co najmniej dwóch sędziów, trzy oceny
doskonałe lub co najmniej bardzo dobre, w tym jedną na wystawie międzynarodowej lub klubowej.
Suka użytkowa, posiadająca certyfikat użytkowości uprawniający do wystawiania w klasie użytkowej,
może być dopuszczona do hodowli z trzema ocenami co najmniej dobrymi od co najmniej dwóch
sędziów, w tym jedną uzyskaną na wystawie międzynarodowej lub klubowej. Suka traci uprawnienia hodowlane z dniem 31 grudnia roku, w którym ukończyła 8 lat. Oddziałowa Komisja Hodowlana, na wniosek hodowcy, może zezwolić na dalsze używanie do hodowli
suki, która ukończyła 8 lat, pod warunkiem, że jest ona w bardzo dobrej kondycji i dawała wartościowe potomstwo

Reproduktor

Do kryć dopuszcza się psa, na podstawie adnotacji w rodowodzie i Karcie Sztywnej „REPRODUKTOR”, dokonanej przez Kierownika Sekcji lub Przewodniczącego Oddziałowej Komisji Hodowlanej,
potwierdzonej imienną pieczęcią, podpisem, pieczęcią Oddziału oraz datą. Pies nabywa uprawnienia
hodowlane w momencie dokonania takiego wpisu.
Uzyskał, po ukończeniu 15 miesięcy, w dowolnej klasie, od co najmniej dwóch sędziów, trzy oceny
doskonałe, w tym jedną na wystawie międzynarodowej lub klubowej,
Pies użytkowy, posiadający certyfikat użytkowości uprawniający do wystawiania w klasie użytkowej, może
być dopuszczony do hodowli z trzema ocenami co najmniej bardzo dobrymi od co najmniej dwóch
sędziów, w tym jedną uzyskaną na wystawie międzynarodowej lub klubowej.
Dla reproduktorów nie ustala się górnej granicy wieku hodowlanego, ani limitu kryć.

Organizacja kynologiczna/stowarzyszenie kynologiczne:
organizacja/stowarzyszenie o uregulowanym statusie prawnym, posiadająca statut, regulamin, władze organizacji, prowadząca bardziej czy mniej rzetelne prace badawcze z dziedziny kynologii i propagujących swe osiągnięcia poprzez regulowanie hodowli psów rasowych (system tzw. ocen hodowlanych), tworzenie i modyfikację wzorców ras psów oraz inne formy (np. publikacje prasowe).
Rejestr prywatny:
spis prowadzony przez osobę fizyczną, nie będący stowarzyszeniem ani organizacją. 
Czyli: pewien pan/pewna pani dochodzi do wniosku, że chciałby założyć rejestr, powiedzmy XYZ. W tym celu zakłada działalność (lub nie..., ale wtedy to się nazywa szara strefa), następnie kupuje komputer, drukarkę, trochę papieru. I sobie rejestruje. Co mu się żywnie podoba. Bo ma na to ochotę. I już.

Cóż to takiego to KKW? Ano taki rejestr, do którego trafiają pieski z nikąd, a więc NN, przypominające z grubsza jakąś tam rasę. Pieski te następnie są rozmnażane (nie szkodzi, że to kundelki!), a ich potomstwo po 3 pokoleniach w księdze wstępnej trafia do księgi rodowodowej i otrzymuje "rodowód" (celowo w cudzysłowiu). I już! 
I tak sobie powstają rasy nowe lub nie, jak grzyby po deszczu. 
O kant tyłka potrzaskać kilkadziesiąt czy kilkaset lat pracy hodowlanej hodowców, o kant tyłka rozbić te wszystkie księgi rodowodowe prowadzone od XIX wieku... tutaj wystarczą 3 pokolenia (czyli jakieś 4-5 latek pseudohodowli, nie więcej) i już mamy pieska "rasowego" (celowo w cudzysłowiu)- a jakże...
Osobny wytwór stanowią tzw. Rejestry, ostatnio bardzo modne, zwłaszcza jeśli przyjrzeć się ogłoszeniom na przeróżnych portalach typu alledrogo. 
Tutaj nikt nie zakłada Ksiąg Wstępnych, nikt nie bawi się w regulaminy ani tworzenie wzorców ras. Bo i po co? W rejestrze może zostać zarejestrowany każdy, dosłownie każdy pies, pochodzenia nieznanego, kreując w ten sposób nowy "lokalny" standard pseudorasy.
Jaka jest wartość rodowodów czy przeróżnych certyfikatów z takich rejestrów? 
Żadna, no może poza sentymentalną. Nie są one honorowane nigdzie, przez żadne szanujące się organizacje kynologiczne i w zasadzie pożytek z nich taki sam jak z papieru toaletowego. 
Stanowią one za to dla pseudohodowców świetny pretekst do windowania ceny szczeniąt do kwot wręcz absurdalnych. 
Bo trudno nie mówić o absurdzie, jeśli płacimy tysiące złotych za psa z bezwartościowym papierkiem, wydrukowanym w domku przez pana X, co to sobie rejestr założył, podczas gdy takiego samego kundelka (z takim samym pochodzeniem nieznanym) możemy mieć ZA DARMO ze schroniska czy azylu. 
O ile jednak wyciągnięcia psiaka z przytuliska jest gestem wielkiego serca, o tyle zakup psa z pseudoświstkiem od pseudohodowcy, co najwyżej może świadczyć ignoranctwie, nadmiarze gotówki, tudzież naiwności potencjalnego właściciela...
Ktoś zapyta: to po kiego grzyba te wszystkie rejestry jak wartość tego i tak żadna? 
Jak zawsze w takim przypadku: jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. 
Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie do interesu, tj. rejestru czy jak zwał tak zwał, dokładał. Co za tym idzie cała ta mniej lub bardziej uczciwa papierologia kosztuje. 50zł, 100zł... zależy jak leży. 
Pseudohodowca płaci za pseudopapierki, bo sobie to zrekompensuje wielokroć na cenie szczeniąt, naiwny kupuje, bo papierek i wydane niemałe pieniądze dowartościowują i podnoszą samoocenę, a rejestr zarabia. I wszyscy się cieszą. 
Następnie szczęśliwy nabywca mnoży swojego kundelka z certyfikatem z ów rejestru, bo przecież tyle zainwestował i zwrócić się musi, szuka kolejnych jeleni do zakupu i kółeczko się zamyka. 
A genetyka? Dobór hodowlany? Wiedza kynologiczna? Leżą i kwiczą, bo któż by sobie takimi bzdurami głowę zawracał...






poniedziałek, 6 sierpnia 2012

rodowodowe mity


1. Jak się ma psa z rodowodem to trzeba jeździć na wystawy.
BZDURA. To czy ktoś ma ochotę, czas i pieniądze wozić się z psem po świecie, czy też woli schować rodowód do szuflady, to tylko i wyłącznie jego decyzja.
2. Nie ma rodowodu bo był siódmy, dziesiąty czy piętnasty w miocie.
BZDURA. Żadna organizacja kynologiczna nie ma "limitów" na ilość szczeniąt w miocie, którym wystawia rodowód.
3. Szczenięta nie mają rodowodów, bo rodzice nie jeździli na wystawy.
BZDURA. W przypadku np. APBT (American Pit bull terier), rasy nie uznawanej przez ZKwP, ale przez inne (zagraniczne) organizacje kynologiczne, właściciel nie ma ŻADNEGO obowiązku jeździć z psem na wystawy. Wystarczy tylko, że rodzice posiadają rodowód oraz osiągnęli odpowiedni wiek hodowlany, wówczas ich potomstwo również otrzyma rodowód. To czy potomstwo będzie wybitne, czy tylko ledwie przeciętne, zależy wyłącznie od doboru hodowlanego, jakości psów użytych do hodowli i aspiracji samego hodowcy, na pewno jednak będzie to potomstwo RASOWE=RODOWODOWE.
Oczywiście są pewne obostrzenia, i tak np. przy inseminowaniu nasieniem mrożonym, pies przed pobraniem nasienia musi mieć zrobione testy DNA i wbite w rodowód, rodowodu nie otrzymają szczenięta o umaszczeniu merle (marmurkowym) czy czarne psy po obojgu rodzicach red nose - w tym przypadku bywa, że "pod lupę" brany jest cały miot, w którym urodziło się choćby jedno takie odbiegające od normy szczenię, wówczas hodowca zobowiązany jest poddać testom DNA cały miot oraz oboje rodziców - są to jednak sytuacje naprawdę marginalne.
4. Szczenięta nie mają rodowodów, bo cyt. "Polska tej rasy nie uznaje".
BZDURA. To nie żart, spotykam siez takimi teoriami niemal codziennie, nie wiedzieć czemu jest to jedno z najczestszych tłumaczeń pseudohodowców. Tak, tak... to "Polska" (tzn. że co? Głowa państwa, minister jakiś czy może cały naród na głosowaniu?) uznaje czy jakaś rasa istnieje czy nie?
Oczywiste jest, że APBT, podobnie jak kilka innych ras, nie figuruje na wykazie ras Związku Kynologicznego w Polsce. Tylko że ZKwP nie jest jedyną, świętą, legalnie działającą organizacją na świecie. Na to mamy zagraniczne organizacje kynologiczne (jak American Dog Breeders Association czy United Kennel Club) oraz ich europejskie przedstawicielstwa (ADBA Club we Włoszech chociażby), żeby móc posiadać rasowe=rodowodowe psy nawet tych ras, których ZKwP nie ma w swoim wykazie, bo i w zasadzie mieć nie musi.
5. Szczenięta są bez rodowodu, bo za rodowód się dużo płaci.
BZDURA. Jedna z moich ulubionych bzdurek, również często powielana.
Tak, tak, rodowody dla szczeniąt to prawdziwa fortuna: na chwilę obecną rejestracja miotu w ADBA wynosi 3$ od jednego szczenięcia, plus 10$ opłaty za rejestrację miotu, plus 10$ za wysłanie papierów za granicę, czyli w przypadku miotu liczącego 6 szczeniąt daje nam to 6x3$+10$+10$=38$, czyli coś koło 120pln za cały miot. Faktycznie ogromne pieniądze... 
Worek dobrej karmy kosztuje 2 razy tyle.

Więc skąd się biorą psy bez rodowodu? 
Z "przekrętów" typu mamusia w typie AST, tatuś z grubsza w typie APBT, ale się popcha jako "pitbulle bez rodowodu" (bo droższe i lepiej się sprzedają) albo jeszcze lepiej: mamusia coś koło APBT leżała, tatuś nieznany, ale ze szczeniąt zrobimy "pitbulle" i popędzimy za parę stówek bo i tak się nikt nie kapnie..
Nie oszukujmy się, jeśli rodzice rodowodów nie mają, to szczeniętom się ich nie wyczaruje.
Oczywiście są różne krajowe, żeby nie rzec magiczne, domorosłe nazwijmy to rejestry, które takie "czary" za odpowiednią opłatą odprawiają, ale o tym przy innej okazji...
Wreszcie: to popyt reguluje podaż, a nie na odwrót. 
Wystarczy moda na jakąś rasę, a już znajdą się pseudohodowcy próbujący dorobić sobie tanim kosztem i wypuszczający "podróbki" marnej jakości, niewiele mające wspólnego z oryginałem. Nie oszukujmy się, my Polacy naród prosty i ubogi, nie mamy ani tradycji kynologicznych, ani wiedzy na temat planowej hodowli psów, na tle nawet naszych południowych sąsiadów wypadamy bardziej niż marnie w kwestii naszej świadomości czym tak naprawdę jest zwierzę rasowe... do tego kochamy podróbki (ach te wszystkie buciki i kurteczki marki ADIDOS) i brzydzimy się zdobywaniem wiedzy wszelakiej, wolimy raczej żyć w błogiej nieświadomości rzeczy (żeby nie rzec inaczej), dumni z siebie, że oto przyoszczędziliśmy stówkę czy dwie, a piesek WYGLĄDA PRAWIE JAK PITBULL... cóż, "prawie" robi różnicę. 
Dopóki będą ludzie gotowi płacić za kundelki (nie ważne że takie same albo i lepsze można mieć za darmo z fundacji, schronisk i azylów), dopóty pseudohodowcy będą je mnożyć.


niedziela, 5 sierpnia 2012

pseudo hodowca. Kto to taki?


Hodowla to celowa działalność człowieka zmierzająca do poprawienia założeń genetycznych zwierząt oraz poprawy ich cech użytkowych i fenotypowych. 
W zakresie hodowli zamyka się selekcja pogłowia hodowlanego oraz dobór par do rozrodu (dobór hodowlany). Wobec powyższego hodowla ma na celu poprawę wartości hodowanych zwierząt z pokolenia na pokolenie, tak aby uzyskiwać egzemplarze coraz doskonalsze pod względem pożądanych cech. 
Ponieważ w żadnej rasie zwierze w 100% idealne nie istnieje, stąd wieloletnie dążenia hodowców do tego, aby kolejne pokolenia hodowanych przez nich zwierząt jak najbardziej do tego ideału przybliżyć.

A teraz do rzeczy: jak poznać prawdziwego hodowcę?
1. Jest zrzeszony w legalnie działającej organizacji kynologicznej. 
2. Rozmnaża wyłącznie rasowe=rodowodowe zwierzęta z uprawnieniami hodowlanymi. 
3. Bada swoje zwierzęta pod kątem chorób przenoszonych genetycznie. 
4. Doskonale orientuje się w standardzie, historii i użytkowości rasy, którą hoduje. 
5. Stanowi kopalnię wiedzy w kwestii rodowodów i pochodzenia swoich psów: dysponuje szeregiem informacji na temat przodków swoich zwierząt, ich walorów użytkowych, ale też ewentualnych chorób i wad dziedzicznych. 
6. Dysponuje referencjami zarówno od właścicieli wyhodowanych przez siebie zwierząt jak i od innych hodowców. 
7. Nie sprzedaje wszystkich szczeniąt z miotu, zawsze zostawia "coś" na przyszłość - jego praca hodowlana opiera się przecież na kolejnych pokoleniach wyhodowanych przez siebie zwierząt. 
8. Kryje po to, aby coś poprawić, stara się wyhodować szczenięta przynajmniej tak dobre, jeśli nie doskonalsze niż rodzice, bowiem tylko postęp hodowlany nadaje hodowli sens. 
9. Potrafi udokumentować osiągnięcia swoich zwierząt. 
10. Zajmuje się hodowlą w trosce o zachowanie oraz czystość rasy.

Kim jest więc pseudohodowca?
1. Nie jest członkiem żadnej organizacji kynologicznej. (po wejściu w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt pseudohodowcy otwierają swoje, nowe by obejść prawo)
2. Sprzedaje zwierzęta w typie, bez rodowodu. 
3. Nie przeprowadza badań weterynaryjnych swoich psów. 
4. Nie orientuje się dobrze w standardzie rasy, którą niby sprzedaje. 
5. Nie dysponuje referencjami od innych hodowców, a zapytany o pochodzenie swoich psów zaczyna coś mętnie kręcić. 
6. Dużo mówi o zaletach i osiągnięciach swoich psów, ale nie potrafi w żaden sposób ich udokumentować. 
7. Nie gwarantuje, że weźmie szczenię z powrotem, jeśli z jakichś przyczyn właściciel nie będzie w stanie dłużej się nim opiekować. 
8. Szuka jakiegokolwiek psa do pokrycia swojej suki - aby blisko i im tańszy, tym lepszy. 
9. Sprzedaje wszystkie szczenięta z miotu - w końcu wyprodukował je tylko po to: sprzedać i zarobić. 
10. Próbuje pozbyć się szczeniąt przed ukończeniem 6 tygodnia życia (im szybciej tym lepiej). 
11. Utrzymuje psy w złych warunkach, karmi byle czym, byle jak, nie orientuje się w kwestii prawidłowej opieki weterynaryjnej. 
12. Zachwala nietypowe lub wadliwe umaszczenie jako "rzadkie" i żąda wyższej ceny. 
13. Sprzedaje psy na bazarach, giełdach i targowiskach. Ciągle ogłasza się w prasie lub na portalach aukcyjnych. 
14. Nie zadaje żadnych pytań - interesują go tylko pieniądze.

Już wiesz kto to taki, pseudohodowca?  


sobota, 4 sierpnia 2012

Rasowy = Rodowodowy


W tej bardzo ważnej kwestii należy coś postanowić na samym początku, jeszcze przed zakupem psa.
Osobiście zawsze, ze wszech miar odradzam kupowanie psów "bez papierów", albo z dokumentami różnych domorosłych, dysydenckich "rejestrów", które ostatnimi laty zaczęły wyrastać niczym grzyby po deszczu (pseudohodowle znalazły lukę prawną).
Wbrew powszechnie panującej opinii, rodowód wystawiony przez organizację kynologiczną to nie tylko świstek papieru z wypisanymi imionami przodków. Gdyby tak było, faktycznie można by z niego zrezygnować.
W praktyce jednak rodowód jest rodzajem gwarancji udzielanej przez hodowcę. Gwarancji, że sprzedaje on zwierzę rasowe, którego przodkowie na wiele, wiele pokoleń wstecz byli psami rasowymi, a co za tym idzie mieścili się w standardach rasy pod względem eksterieru czy użytkowości.
Wiele osób, które kupują psa, który po prostu ma być, nie ma zamiaru uczestniczyć z nim w wystawach czy zawodach, nie ma zamiaru go rozmnażać i zadaje pytanie: po co w takim razie mam przepłacać?
Chociażby po to, by mieć pewność, że nowo nabyte szczenię po kilku miesiącach wyrośnie na przedstawiciela rasy, którego jak zapewniał hodowca-kupiliśmy.
Często, zbyt często, bywa, że kupując psa "rasowego ale bez rodowodu" kupujemy tak naprawdę zwierzę z grubsza tylko przypominające jakąś rasę, często kupujemy psa chorego, w złej kondycji, z wadami genetycznymi, zarobaczonego, zapchlonego. Bywa, że koszt leczenia takiego zwierzęcia i doprowadzenia go do jako-takiego stanu, przekracza koszt zakupu psa z rodowodem z profesjonalnej hodowli.

Skąd więc tak naprawdę bierze się cena, jaką płacimy za zwierzę z rodowodem?
Wydatki związane z prowadzeniem hodowli zaczynają się na długo przed narodzinami pierwszego miotu. To cena zakupu suki hodowlanej (nie każdy znajduje odpowiedni materiał do dalszej hodowli w Polsce, bywa, że psa sprowadza zza granicy, czasem z innego kontynentu), koszty jakie hodowca ponosi w związku z uczestnictwem w wystawach i zawodach (nie tylko krajowych ale i zagranicznych), koszt odpowiedniego żywienia i utrzymania suki i przygotowania jej do macierzyństwa (dobrej jakości karma, szczepienia, odrobaczenia, często też badania pod kątem chorób przenoszonych genetycznie). Do tego dochodzą jeszcze koszty krycia (w przypadku krycia wartościowym psem wcale nie takie małe), koszty dojazdu do reproduktora (bywa, że wiąże się to z kilkudniową podróżą zagraniczną), następnie koszty utrzymania ciężarnej i karmiącej suki, koszt lekarza asystującego przy porodzie i prowadzącego sukę przez cały okres ciąży, wreszcie koszt samego odchowania miotu: czyli znów dobrej jakości karma, preparaty witaminowe, kilkukrotne odrobaczanie, szczepienia, czipowanie... opłata za wydanie rodowodów dla szczeniąt, to zaledwie kropla w morzu tych wydatków.
Biorąc pod uwagę zaangażowanie hodowców psów rasowych w prowadzoną hodowlę i jakość zwierząt, które sprzedają, wielotygodniową dbałość o sukę i jej szczenięta, nie należy oczekiwać, że owoce swojej pracy sprzedawać będą za "pół-darmo".
Warto jednak zauważyć, że w każdym miocie zdarzają się szczenięta bardziej i mniej obiecujące, stąd często ceny szczeniąt nawet w obrębie jednego miotu bywają różne. Są również hodowcy, którzy oferują możliwość nabycia szczenięcia już wykastrowanego/wysterylizowanego (bądź z aneksem o sterylizacji w umowie kupna), tzw. "pet quality" za znacznie mniejsze pieniądze, niż to ma miejsce w przypadku szczenięcia przeznaczonego do dalszej hodowli.
Jeśli więc chcemy psa "bo tak", nie mamy odpowiedniej wiedzy i doświadczenia kynologicznego, nie dysponujemy czasem i funduszami na prowadzenie hodowli, to czemu nie skorzystać? I wilk syty i owieczka cała, tylko chleba z tej mąki nie będzie, jak się kiedy komu zechce pseudohodowlę rozkręcić...



piątek, 3 sierpnia 2012


Dziś na portalu gazeta.pl natknęłam się na materiał na temat schroniska w Józefowie. Cóż ja mogę zrobić w takiej sytuacji? Skoro nie mam środków? Zawsze mogę napisać, rozpowszechnić temat, a nóż widelec znajdzie się pomoc. Przynajmniej będę miała poczcucie że nie przeszłam obojętnie.
Weszłam na stronę schroniska a tam apel:

Zwracamy się do Państwa z ogromną prośba o pomoc!
Ponieważ nie mieliśmy funduszy by opłacić faktury, dziś odłaczono nam prąd:(
Dług wynosi 14 449,96 zł plus odsetki 477,11 zł :(

Schronisko w Józefowie prowadzi zbiórkę datków na opłacenie rachunku za prąd.

Osoby, które chcą pomóc , bardzo prosimy o wpłaty na konto PGE:

nr konta:
04 1240 6960 4204 0400 0559 0024

PGE Obrót S.A. Oddział z siedzibą w Warszawie
ul. Marszałka J.Piłsudskiego 31A 
05-120 Legionowo 



KOD PŁATNIKA: 000559

adres płatnika:
Strużańska 15, Józefów
05-119 Legionowo

Uwaga: ważne jest podanie kodu płatnika np. w sekcji przelewu "TYTUŁEM"
Serdecznie dziekujemy za pomoc!


 „Prosi o pomoc. Wojewódzki lekarz weterynarii kilka miesięcy temu podjął decyzję o jego zamknięciu, jednak została ona zawieszona przez sąd - dla dobra psów. W schronisku pozostaje ok. 400 zwierząt.” Donosi alert24

Powiatowy lekarz weterynarii: Schronisko nie powinno przyjmować psów

- Nasza sytuacja jest bardzo trudna. Jesteśmy niezależni i nie działamy na podstawie umów z gminami. Z gminami Wieliszew i Nowy Dwór mamy tylko "alarmową" umowę, która działa tylko w wypadku, kiedy ich pierwsze schronisko nie będzie w stanie przyjąć zwierząt. Do tego zatarg z powiatowym lekarzem weterynarii i wyłączenie prądu, ale staramy się z tego kryzysu wyjść - dodaje dyrektorka schroniska.

Skontaktowaliśmy się z Jackiem Leszczyńskim, powiatowym lekarzem weterynarii w Nowym Dworze Mazowieckim, któremu podlega schronisko. Jak mówi, wydał decyzję o jego zamknięciu, jednak została ona zaskarżona do sądu. - W tej chwili wykonanie decyzji o zamknięciu schroniska zostało zawieszone przez Wojewódzki Sąd Administracyjny, głównie ze względu na przebywające tam zwierzęta - mówi. Główną przyczyną zamknięcia schroniska były panujące tam warunki sanitarne. Boksy, w których przebywały zwierzęta, nie były na przykład wybetonowane.

- Na szczeblu sądowym stroną jest wojewódzki lekarz weterynarii - wyjaśnia nowodworski weterynarz. - W mojej opinii schronisko nie powinno przyjmować nowych zwierząt - stwierdza.



"Mamy czas do 20 sierpnia. Sytuacja jest tragiczna"

- Nie możemy przecież odmówić pomocy zwierzętom - mówi Bożenna Ratajczak. Dyrektor schroniska przyjęła, od chwili decyzji o jego zamknięciu, ok. 200 psów. - Przecież nie zostawię zwierzęcia, które ktoś przywiezie nam pod bramę albo przywiąże do ogrodzenia - dodaje.


Dodaje, że dziś, po negocjacjach, prąd zostanie przyłączony powrotnie. Schronisko ma czas do 20 sierpnia. - Do tego dnia musimy spłacić całą kwotę długu wraz z odsetkami. Jeśli to się nam nie uda, prąd zostanie odcięty - wyjaśnia.

Na stronie schroniska 
opublikowano numer konta elektrowni razem z numerem klienta schroniska. - Nie mogliśmy podać własnego numeru konta, żeby wszystkie pieniądze trafiły do elektrowni. Na naszym koncie może w każdej chwili pojawić się komornik. Mamy długi także w stosunku do ZUS - mówi.

- Sytuacja jest tragiczna. Jeśli nie uda się nam zebrać tych pieniędzy, nie wiem, co stanie się ze zwierzętami. Mamy wielu wolontariuszy, jednak za wszystko musimy płacić, a pieniądze zdobywamy sami, bez umów z gminami. Zawsze sezon wakacyjny był dla nas trudny, ale w tym roku jest tragicznie - stwierdza dyrektorka józefowskiego schroniska. 



czwartek, 2 sierpnia 2012

"Tyl­ko miłość może wyk­luczyć używa­nie jed­nej oso­by przez drugą. " - Jan Paweł II


Zauważyłam wśród ludzi taką ciekawą prawidłowość: jeśli coś nie jest moją własnością tu czytaj: nie zapłaciłem za to tego nie szanuje. Przykład: jest sobie przystanek autobusowy, czy dworzec kolejowy miejsce publiczne, ogólno dostępne czyli na pozór niczyje, można pisać demolować krótko mówiąc polka demolka… no może teraz w dobie monitoringu się ukróciło.
Dlaczego u siebie w domu taka osoba nie robi tego? Czemu nie pójdzie swoich talentów designerskich uskuteczniać do kolegi, do rodziny?
    Znam przypadek dziewczyna poszła na kurs prawa jazdy, za który zapłacił jej pracodawca.
Instruktor kazał jej podpisać że jeździła dwie godziny, po czym po 15 minutach kazał jej zawracać z powrotem do ośrodka. Oburzona dziewczyna zaczęła protestować, gdyż wie ile te godziny są warte. Instruktor zdziwiony o co jej chodzi, skoro nie ona za kurs płaciła, więc tu nie widzi niczego nie stosownego.
Co za różnica jak dziewczyna kurs opłaciła!? Jego praca to nauczanie praktyczne więc winien program kursu realizować! A pieniądze to nie jego sprawa, wszak dostanie wypłatę…
   Innym przykładem jest pewna osoba, nazwijmy ją k@ mieszka u drugiej połowy nazwijmy ją m@. K@ robi obiad nie powie, że oleju nie ma. Nie pójdzie nie kupi… użyje masła, oliwy z oliwek… co za różnica? To wszystko to jest tłuszcz można użyć do smażenia. Co za różnica? Otóż taka, ze oliwa kosztuje kilkakrotnie więcej niż olej… ale skoro ktoś nie k@ na to nie zarobił, nie zapłacił to to i tamto też może być…
Gdy zdarzyło się, że m@ prosiła by k@ kupił oliwkę z oliwek. Wiecie co przyniósł do domu k@? Oliviera. Tłumacząc że nie zauważył, ze to jest olej z nikłą domieszka oliwy…
Później przyznał, że oliwka za droga, a Oliver tańszy. Zauważyliście dysonans Twoje moje?
   Wujek kupił rodzinie brata telewizor. Prezentu nikt nie szanuje bo nikt na to nie zarobił, więc wkrótce pilot od tv bardziej przypomina posklejany złom, niż zmieniarkę.
Przykładów można by mnożyć, i nic tego przedziwnego zachowania nie zmieni. Tylko zastanawia mnie dlaczego tak się dzieje?


środa, 1 sierpnia 2012

Second Hand


Dziś miało być o czymś innym, oczywiście do tematu wrócę, ale do tematu. Otóż najpierw zapraszam do obejrzenia skeczu:


Zabawne było… aczkolwiek to co rzuciło mi się w oczy to: przychodzi maminsynek, niby do sklepu w celu niejako nabycia „mamusi bis”. Skoro mama już utrzymywać darmozjada nie chce.
Matula funduje synkowi usługi biura matrymonialnego, bo inaczej usługi byłyby niedostępne dla bezrobotnego….
Złośliwy zaśmieje się, że partia, że ho ho…. Ale wymagania jakie…. Na początek, żeby ona nie miała wymagań. Nie wiem czy ktoś uwagę na to zwrócił: „żeby ona nie miała wymagań”.  Oczywiście mówi o sobie co ma do zaoferowania… a czego naprawdę oczekuje: mieszczuszki, zgrabnej, zadbanej, reprezentatywnej, młodej, mądrej… a  kim on sam jest? Wnioskujemy z rozmowy, że wymagającym głupim brudasem i maminsynkiem. Ten tekst z tą pępowiną… szkoda gadać.
Ktoś powie, to tylko kabaret… ano pokazujący świat niejako ozdobiony dowcipnymi kwestiami…
Tak wracając do samego „amanta” jego wartości, tego co ma do zaoferowania zadbanej, mądrej (i tak dalej) kobiecie. Cóż on jej powie? Pomijając komplementy…czym przekona do siebie? Kwiatami kupowanymi przez mamę? Czy innymi prezentami zabezpieczonymi przez mamę chcącą pozbyć się „problemu”…
Przypomina mi się Bartosz (mój pierwszy….). Sam bezrobotny rencista, z ciągotami alkoholowymi z chyba najbardziej po*&^ matką. Czegoś takiego to nawet w filmach nie ma… a więc Bartosz i jego mama mieli wymagania, żeby to była młodsza od Bartosza (dwudziestoczteroletniego bezrobotnego, który do niczego się nie garnie), z wyższym wykształceniem zamożna, koniecznie z dużym domem….
Wiecie co mnie dziwi w tym wszystkim?
Że nikt się nie oburza… nikt nie grzmi: miłość najważniejsza! Nie tylko pieniądze się liczą…. Tak, tak. Bo jeśli by kobieta miała takie wymogi to była by nie szanującą się…. 
Kiedyś pisałam na blogu o takim k@. k@ to przemądrzałym trzydziestolatku któremu stosunkowo łatwo idzie pouczanie innych „złote rady” najmądrzejszego k@ co wszystkie rozumy zjadł. Niektóre tak chamskie, że tylko po ryju przy!@#$
Miał dziewczynę imieniem m@ i jakimś dziwnym trafem praca się skończyła i bezrobocie zajrzało w oczy k@. No tak, bo po cóż pracować skoro rodzice m@ pomogą, a i mieszkanie spore…. Ale rodzice m@ pewnego pięknego dnia powrócili do tematu i już nie dali się ugłaskać, więc skracając historie k@ zbżuchacił inną laskę pod dachem swojej dziewczyny. m@ płakała gdy to wyszło na jaw. Co na to k@? szczerze, wyznał, że jest zadowolony bo rodzice m@ robili mu problemy.
Dziwne, że nowa „luba” ma mieszkanie większej wartości (!) i jeszcze bardziej kasiastych rodziców! Co ważne: skorych do pomocy, bo „szczęście córki najważniejsze”. Obecnie to wygląda tak, że kobita pracuje a k@ zajmuje się dzieckiem.
Co łączy Bartosza, k@, Robercika, i bohatera powyższego skeczu? Są to pasożyty nic nie mające do zaoferowania, mające relatywnie gigantyczne wymagania. (patrząc na żony Robercika… fiu fiu….). Łączy ich więc to, że na "wielką miłość" i steki kłamstw oferują w zamian.
Dziwne jest to, że kobieta mająca wymagania to kobieta nieszanująca się, bo to przecież sponsoring. Ale egoistyczny dzieciorób bez zasad, o gigantycznych wymogach, nie nie o nim nikt słowa złego nie powie.