piątek, 20 lipca 2012

"Tajemnica szczęścia nie leży w posiadaniu rzeczy, ale w rozkoszowaniu się nimi " - Delacroix


Robercik oczywiście się nie odzywa, bo jeszcze ma pieniądze i ich nie przepił, jak przepije to wróci. Wróci na pewno tylko na opłaty nie ma! Dla mnie nie ma! Na swoje zobowiązania co pozaciągał, nie ma!…- pomyślałam i poszłam z pieskiem na spacerek. Kupiłam pysznego pomidorka u koleżanki co ma stragan, i trochę po plotkowałam. A tu olśnienie…! Idzie Robercik z kurczakiem. A właściwie prowadzi go pod rączkę! Bo kurczak to taki degenerat, że przez te swoje wina ma problem z chodzeniem…
No ładnie! „Jedzą, piją lulki palą tańce hulanka swawola, ledwie karczmy nie rozwalą, haha hihi hejże hola” normalnie szlacheckie życie!
Podeszłam tam za jakiś czas do nich do tego banku, początkowo Robercik miał nadzieje, że go nie zauważę… a jak już podeszłam do niego zaśmiał się do koleżki, że to trzeba mieć szczęście!
Zapytałam o pieniądze, a on, że o 17 się wybiera… mhm…
Jak wróciłam do domu spakowałam rzeczy tego złodzieja i poszłam pod drzwi kurczaka. Tak to pewno by nie otworzył, ale że akurat w^ wychodziła.
- jest Robert? – zapytałam
- nie nie ma – odpowiedział
A to są jego buty wskazując na buty Roberta.
- o co ci chodzi? – wymamrotał kręcąc
Wypadł mi jakiś list, z reklamówki. Dalszą część rzeczy dosypałam sama na klatkę – o to! Powiedziałam.
Kurczak mi się coś wygrażał, ale ja jeszcze raz przestrzegłam przed Robertem złodziejem i kryminalistą!
(no tak, bo skoro nie pracuje to skąd ma mieć pieniądze? wyłudzanie mu sie ukraca, tylko rodzinka zostaje, ale to nie pokryje w 100% jego alkoholowych potrzeb. To pewno będzie kradł... coraz więcej i częściej zapewne...)
- uważaj by jeszcze ciebie nie okradł! - przestrzegłam. Ale kurczak sam sie musi sparzyć. Po za tym jak mu się pieniądze skończą to i tak wywali Robercika) Ale to nie moja sprawa! 
I koniec! Teraz musze zająć się sobą, i swoim życiem. Koniec wykorzystywania mnie! Dlaczego nie mogę mieć fajnie w życiu tylko same problemy i użeranie się! Dlaczego każdy dzień to mają być nerwy i płacz?! Koniec!


czwartek, 19 lipca 2012

Szczęśliwe małżeństwo to takie, w którym mąż rozumie każde słowo, którego żona ... nie wypowiedziała - Alfred Hitchcock

Robert wczoraj uderzył Bryla. Ten nosił się z zamiarem wizyty na policji. Przylazł nawalony...
Twierdził, że nie ma pieniędzy. To skąd kilka paczek fajek, i ok 20 pln w spodniach?!
Rano wyszedł mówiąc, że idzie do mamy po chleb i będzie za godzinę.... jasne! Do teraz go nie ma. Poinformowałam brata Roberta o tej całej sytuacji.... i dalej Roberta nie ma. Prawie północ jest!
płakać mi się chce... bo jak ma pieniądze chleje. A jak mu sie skończą to przychodzi...
Klika na portalach społecznościowych... poznaje kobiety, mówi im, że jest stoczniowcem zarabia 4 500 na rękę, jest przemęczony... robi prace dla Hiszpanów....
Może wyłudza i okrada kobiety...
taki "arbuz"....



wtorek, 17 lipca 2012

„Najpierw spojrzyj, z kim jesz i pijesz, a dopiero potem, co jesz i pijesz.” - Epikur


Mamy wakacje, sezon urlopowy a co za tym idzie wyjazdowy. Ładna pogoda sprzyja spędzaniu czasu po za domem, może ewentualnie okolica, gdy z jakiś przyczyn nie decydujemy się wyjechać…
Na wyjeździe czy nie, zdarza odwiedzić restauracje i inne punkty gastronomiczne. A co tam się dzieje, (od kuchni):


Pewnie nie jedna osoba zapyta co na to sanepid? W końcu są kontrole, kary…
- Zawsze wiadomo, kiedy przyjdzie sanepid. Ktoś gdzieś daje informację, że tego i tego dnia będzie kontrola. Wtedy wszyscy wszystko szybko sprzątają. Chowamy to, tamto, warzywa wyrzucamy z kuchni, bo w kuchni nie mogą być warzywa okopowe, tylko w innym pomieszczeniu. Jak już przychodzi kontrola, to wszystko jest wysprzątane, kucharze w czystych kitelkach, jest wszystko pięknie.” – mówi jeden z kucharzy w wywiadzie dla portalu gazeta.pl
A gdy wpadnie znienacka… - dopytywała redaktorka
- Zanim wejdą do kuchni, to i tak miną ze 3 minuty. Zdążymy pozmywać podłogę, blaty. No, ale z datowaniem produktów to sądzę, że się nikt nie wyrobi. Bo półprodukty, typu otwarta śmietana, sos, zupa - to wszystko musi być odatowane i opisane. Np. "Krem z karczochów" i data stworzenia produktu. Nikt nie wyrobi się też z HACCP, czyli kontrolą temperatury lodówek, zamrażarek, itd. Tego nie ma w większości restauracji, bo trzeba wpisać codziennie rano i wieczorem, a ludziom się nie chce tego robić. No, ale jak już wejdą z zaskoczenia, to na pewno przyczepią się do brudu, np. odsuwamy lodówkę, a tam Pekin panuje.






poniedziałek, 16 lipca 2012

"Straszną jest rzeczą, kiedy dusza szybciej zmęczy się życiem niż ciało" - Marek Aureliusz


Wczoraj napisałam i wysłałam do żony Roberta taką wiadomość:


"witam serdecznie.

Z góry dziękuję za przeczytanie mojego listu. Moim celem nie jest zrobienie Pani przykrości, a jedynie poinformowanie o stanie faktycznym.
Robert mieszkał u mnie od 14 stycznia, więc trochę go poznałam… łatwo i dużo obiecuje, jednak podkreślam niczego nie spełnia. Zaciąga zobowiązania, z zaistnienia których sobie nic nie robi. Żyje na koszt innych; Robert nie pracuje co zawdzięcza imprezom alkoholowym u kolegi.
Nie tylko mnie nie płaci (tylko obiecuje), Pani alimentów na dzieci (uważa że nie musi, bo nie ważne jak, ale są one płacone), w bankach ma nie płacone kredyty, i nie wykluczone, że usiłuje zaciągać nowe by zdobyć pieniądze na alkohol i papierosy.
Kolejnym jego pomysłem było zalogowanie się na portalach randkowych oto przykład:
http:// (link do profilu Roberta na jednym z portali) Być może to kolejny pomysł na zdobycie pieniędzy, i wygodne życie. Bez zobowiązań.
Gdy tylko zdobędzie pieniądze idzie do kolegów którym stawia alkohol, koleżkowie mu przyklaskują do momentu gdy Robertowi nie skończą się pieniądze, a co za tym idzie przestaje stawiać, więc go wyrzucają. I tak do następnego razu.
By zdobyć pieniądze Robert wyłudza od swojej mamy, i brata. Ode mnie jak już wiedział że nie wyciągnie więcej to mnie okradł! Zabrał mi część pieniędzy przeznaczonych na opłaty! Gdy mu to powiedziałam nie zawstydził się, uznając kradzież normę powiedział: „potrzebowałem to wziąłem”.
Raz był tak pijany, że nie mógł utrzymać się na nogach, i przewrócił się niszcząc moją suszarkę do ubrań. I kolejny raz naraził mnie na koszty!
Przedstawiona sytuacja wskazuje na zaawansowane stadium choroby alkoholowej Pani męża.
Dlatego proponuję Pani jako żonie Roberta wysłanie go na przymusowe leczenie przez Miejską Komisje Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.
Jednak to do Pani należy decyzja.”
Oczywiście pieniędzy Robercik nie przyniósł. Teraz mówi, że za to malowanie nie na 520 ale na 250 się umówił, bo to po znajomości i dziś ma tę całą kwote na stół położyć. Trochę mnie to wkurwiło bo tyle czasu malować i tylko 250 zł, po za tym wcześniej mówił, że 520!
Był u brata, gdy wyszedł nie był w najlepszym nastroju. Powiedział, że pokłócił się z bratem. Ponoć brat powiedział:
- co? Po kasę przyszedłeś? Jeszcze raz przyjdziesz to policje na ciebie naślę
Podobno w odpowiedzi Robercik trzasnął drzwiami. Ja nie mam pojęcia jak on to sobie wszystko wyobraża?!
Kiedyś od mamy nosił jedzenie a teraz ja mam go trzymać w domu, i jeszcze żywić a on co? Skąd zamierza pieniądze brać? Skoro nie pracuje, ok. coś tam robi u sąsiada i niby ma zacząć kolejne pomieszczenia, ale skoro to za takie grosze to ja nie wiem… czy nawet na te jego fajki mu starczy. 


niedziela, 15 lipca 2012

"Nie kochaj moc­no, bo przyj­dzie niena­wiść, nie niena­widź moc­no, bo przyj­dzie miłość. " - Molier


Impreza u Bryla oczywiście wodzirej życiowy Robercik  wszystko stawia… fajno jest!
Przyszłam porozmawiać oczywiście Robert nie chciał na osobności, więc zaczęłam:
- kiedy mi oddasz pieniądze
- przyszłaś tylko po to by mi to powiedzieć?!
Ponowiłam pytanie
- niedziela albo poniedziałek – baju baju dziadek opowiada wnuczce bajkę, za górami za lasami…
- czekam do niedzieli jak nie dostanę pieniędzy twoje rzeczy zostaną zlicytowane na pokrycie długów
Znudzony wyraz twarzy się zmienił i kazał mi się wynosić, wypierdalać… naprawdę się zdenerwował. Była szarpanina. Normalnie patologia…
Zastanawiam się nad sprzedażą jego rzeczy…
Około 21 Robert dzwonił domofonem, kilka razy. Nie otworzyłam mu. Jego rzeczy chcę się pozbyć bo to taki jego ślad.
A ja intelektualnie odrzucam Roberta i w ogóle ale emocjonalnie wciąż przy nim jestem. Dostałam poradę by napisać list pożegnalny do  Roberta. Skoro nie ma we mnie zgody na to rozstanie bo tak jak on jest uzależniony od alkoholu tak ja jestem uzależniona od tych korzyści które mam z niego czyli tego że mogę się przytulić, że mnie pogłaszcze czasem… tylko że te wartości są zdecydowanie mniejsze niż to co ja daje, a bardziej co on ma ze mnie…
To wszystko to wynik domu rodzinnego, gdzie właśnie tego wszystkiego w dzieciństwie nie doświadczyłam, więc jestem tak bardzo wygłodniałą tego. 
Poszłam późnym wieczorem na spacer z psem, wysiadam z windy a tam Robercik z pifffkiem… psa pogłaskał, grobowa cisza obojętność z mojej strony kompletne zlanie go… chce zakończyć ten chory układ…
Co do sprzedaży jego rzeczy to dalej się zastanawiam… a jak on ma coś co pochodzi z kradzieży?! I ja sobie jeszcze większych kłopotów narobię. Ale z drugiej strony okradł mnie, naraził na koszty i co, i teraz ma mu ujść płazem wszystko?
Wiem, że nie mogę go przyjąć. Nie nie po tym wszystkim ,jak mnie okradł, zniszczył moją rzecz, kazał wypierdalać, była szarpanina. To co teraz?! Do czego to wszystko doprowadzi? Do awantur, krzyków, rękoczynów? Kolejnych kradzieży i demolki?!
Byłam w markecie i okazało się, że suszarka nowa to wydatek 45,- ale co zrobić, trzeba gdzieś jakoś pranie suszyć.
Tylko szkoda, że poniosłam straty, ale takie skutki...


sobota, 14 lipca 2012



Wczoraj Robercik wrócił pijany… pieniądze są. Moje dobrze przeliczone po za jego zasięgiem! Był tak pijany, że rozwalił mi suszarkę do ubrań. Zajebisty facet! Nie ma co partnerstwo po…. Jasne, kobieta nie może być materialistką i patrzeć na to co facet wnosi… i trzymam od stycznia. W „wielkiej miłości” i uczuciu. Ja dziękuję za takie złodziejskie uczucia!
Rano zanim wstałam szybko „wyśliznął” się do kumpla. Ja sobie pomyślałam, że tak jak nigdy nie poszliśmy na te zakupy do marketu (obiecanka styczniowa), i kolejne… potem było wyłudzanie pieniędzy, mimo że mieszkał za nic nie płacił. A gdy już to mu się ukróciło zaczął kraść.
W jego obiecanki nie wierzę a te 150 złotych co jest mi dłużny to ja jakoś musze odzyskać! Bo to dla mnie ogromna kwota! Po za tym dlaczego mam darować?! Skoro sama musze płacić?!
Poszłam za nim do koleżki u którego maluje. Oczywiście pifffko na stole, papierosy… powiedziałam że tak szybko wyszedł że nie zdążyłam z nim porozmawiać. Zapytałam czy tu przy Brylu czy na osobności. Stanęło że przy koledze, - miał nadzieje, że kolega go obroni. Powiedziałam prawie wszystko co mam do niego, że nie ma jedzenia w domu, że mnie okradł, że suszarkę po pijaku zdemolował…
Pierdolenie, że za suszarkę odda, żarcie przyniesie… ale najciekawsze było odnośnie tych stu złotych: tak chodzi o tą stówe co wziąłem. Gdybym wiedział, że tak sprawe rozdmuchasz to bym żadnych pieniędzy nie brał!
- a gdybym ja Ci wzięła? – zapytałam
- no co? Wzięłaś bo potrzebowałaś
Jasne jasne…. Ale najgorsze z tego wszystkiego jest to, że dla Roberta to wszystko jest normalne, że bez czyjeś zgody i wiedzy się komuś pieniądze zabiera… szok!
Powiedziałam mu, że zamierzam powiadomić jego rodzinę, o aktualnej sytuacji! W odpowiedzi Robert zaczął się wygrażać bym nie grała z nim w te karty bo pożałuje. A ja na to, że już żałuje, że go do domu wpuściłam!
Nie, tak być nie może zastanawiam się nad krokami by pieniądze od niego odzyskać i to jak najszybciej by nie było tak, że jak każde zarobione przez niego pieniądze pójdą na alkohol, a ja nic z tego nie będę miała! Nie może tak być!
Zamierzam jeszcze raz z Robertem porozmawiać, ustalić konkretnie kiedy dostanę pieniądze. Wręczyć mu wyszczególnione ile i za co jest mi winien, - oczywiście taką kwote która się zmieści w tych około 500 zł co ma dostać za malowanie). Oczywiście jego kurtka skórzana idzie w zastaw (z całą jej zawartością)! Jeśli pieniędzy nie będzie kurtka zostaje zlicytowana na poczet długów! Koniec! Aha i koniecznie telefon do brata z informacją, mail do żony, i chyba odwiedziny u mamy Roberta!
Nie wiem co jeszcze zrobić?


czwartek, 12 lipca 2012

Serce nigdy nie ma zmarszczek. Ono ma blizny - S. G. Colette



Udawałam, że nic się nie stało. Wszystko było „normalnie” po za tym, ze zaczęłam chować pieniądze.
Wzięłam Bellę (Labradorka którą się aktualnie opiekuję) i pojechałam spotkać się z koleżanką, kupiłam sobie nową książkę Cesara Millana



Rozmawiałam z Sylwią na temat otworzenia jakiegoś własnego biznesu. Kurcze jakby było fajnie jakby wszystko wypaliło, aczkolwiek jeszcze tak długa droga do tego…
Gdy wróciłam do domu zadzwoniła koleżanka powiedziałam jej że Robert mnie okradł. Po rozmowie poszłam do drugiego pokoju, i poprosiłam żeby Robert wyprowadził psa. On odmówił.
- jest sprawa na tapecie – nie wytrzymałam
- jaka
- podsłuchujesz to wiesz
Gdy widziałam że udaje głupiego wykrzyczałam mu na całą pare! I w momencie gdy powiedziałam, że trzeba będzie rozważyć jego wyprowadzkę to w końcu zgodził się psa wyprowadzić….
Tak sobie teraz myślę, ile on mi od stycznia jak u mnie mieszka do teraz pieniędzy nakradł….
Dziś rozmawiałam z Robertem powiedział, że sobie pożyczył i mi odda…. Ciekawe kiedy?! Jak zapytałam o motyw to powiedział, że potrzebował nie chciał powiedzieć na co. Powiedział tyle że odda. Za to co on mi jest winny co napożyczał i ukradł to bym już porządne buty skórzane miała. A nie że ciułam kupiłam sobie buty za 12 pln, po jednym spacerze tak mnie obtarły, że mam bolesną ranę… jest trochę głęboka więc szybko się nie zagoi… i mam problem z ubraniem butów. Bo wcale nie muszą obcierać by bolało…
W sumie to mam upatrzone takie półbuty na koturnie za 147,- tak się nad nimi zastanawiam, bo nie ukrywam, że to dużo jak dla mnie. Ale z drugiej strony gwarancja, że nie będzie „przebojów”, a i pochodzę kilka lat… z trzy lata temu kupiłam sobie takie jesienne buty, dałam około 200 złotych. Skóra wewnątrz i na zewnątrz, nie dość, że wygodne to wydatek na lata.


poszperałam w necie szukając podobnych sytuacji. i znalazłam. dwa komentarze mi się spodobały:
"Porozmawiaj z nim, może ma jakieś kłopoty finansowe, zdrowotne, z hazardem i wstydzi się przyznać. Przecież nie podkrada Ci na piwo po 100zł... Najważniejsze to rozmowa. Możesz też np powiedzieć : Kochanie od jakiegoś czasu zauważyłam, że znikają moje rzeczy, może założymy w domu monitoring/alarm, bo czuje się niepewnie?"

"(...) Co za facet, zamiast dołożyć swojej kobiecie, kupić coś to on jeszcze jej kradnie pieniądze. Cóż, musisz chować przed nim pieniądze, bo wątpię, żeby przestał Ci podkradać, chyba się tym nie przejmuje, gdyż nie giną Ci drobne ale nie oszukujmy się są to większe sumy, czyli czuje się bezkarny. Ma tupet ten Twój facet naprawdę."