poniedziałek, 9 lipca 2012

znalezione w sieci


Byłam na randce.... heh czy to można nazwać randką... otóż tak sobie klikałam z jednym gościem... pracuje i mieszka z żoną w niemczech. byliśmy w knajpie na pizzy. 
Gość dziwny... ma żonę, ma kochankę, i spotyka się ze mną... postanowiłam, ze to ostatnie spotkanie z nim. 
Heh... czy są jeszcze normalni faceci?!
Zastanawiam się nad zainwestowaniem w biuro matrymonialne....

niedziela, 8 lipca 2012

sernik truflowy


Dziś coś innego. Otóż chciałam podzielić sie z Wami przepisem na sernik wykwintny, przepyszny, sernik truflowy. Jest doskonały, ale i ciekawy, inny oryginalny.... 
Oczywiście przepis trochę jest przeze mnie zmodyfikowany :D dzięki temu jest delikatniejszy...

składniki:

 masło
ok. 17 dag ciastek digestive
kakao jednorazowe Deco Moreno (najlepiej o smaku Brendy)


masa:

50 dag twarogu (president)
puszka masy krówkowej truflowej
śmietana trzydziestka (president)     
kilkanaście trufli w czekoladzie
5 małych jajek

oraz:

gorzka czekolada
kandyzowana skórka pomarańczowa


ciastka tłuczemy na miazgę i mieszamy z kakao. Zagniatamy z roztopionym masłem. wkładamy do tortownicy (o średnicy 22 cm) wyłożonej pergaminem. dociskamy.

trufle roztapiamy w kąpieli wodnej na gęsta masę miksujemy z twarogiem, i śmietaną, oraz masą krówkową. Dodajemy jaja.

masę wylewamy na spód. pieczemy 30 minut w temperaturze 170 stopni. temperaturę zmniejszamy do 150 stopni i pieczemy jeszcze godzinę. studzimy.

czekoladę roztapiamy z cukrem w kąpieli wodnej. polewamy sernik dekorujemy kandyzowaną skórką (podczas kandyzowania można zmieszać skórkę z olejkiem pomarańczowym. schładzamy do zastygnięcia.
wkładamy do lodówki na 12 godzin




piątek, 6 lipca 2012

Przyjaźń może zakończyć się miłością, ale miłość nigdy nie może zakończyć się przyjaźnią - Ch. Colton


Robercik wziął na poważnie sprawę opłat i układnie znalazł sobie „fuszkę”… u Bryla (sąsiad alkoholik). Na temat wypłaty rozmawiał z córką sąsiada, więc gicio. Ustalaniem stawki był bardzo przejęty do tego stopnia, że bliski był wystawienia mi rachunku za położenie kafelek.
Kilka razy byłam odwiedzać Robercik, i faktycznie pracował uczciwie, z zapałem przejęty i pełen podziwu dla siebie… że tak wszystko potrafi i tak wspaniale mu to wychodzi… normalnie samo zachwyt…
Działał tam dzielnie, rozrobił tyle materiału, że wykorzystanie tego zajmie mu dużo czasu tak dużo że stwierdziliśmy, że nie będę na niego czekała tylko pójdę spać. Dopił kawę u mnie, wziął klucze i poszedł. Miał być za godzinkę ewętualnie 1,5. Ja zamknęłam drzwi i poszłam do łóżka. Nie spałam, leżałam. Nagle na korytarzu zapaliło się światło i nic nie było słychać… po jakimś czasie zgasło światło. I też nie od razu było słychać jak zamyka drzwi, a dokładnie jedynie zamek...
Rano nie było Roberta tylko klucze na stole, i książka która leżała na stole leżała na podłodze. Pewnie spał w fotelu…
Wyprowadziłam dwa psy, i bez śniadania pojechałam spotkać się z Sylwią. Wcześniej otworzyłam schowek z pieniędzmi. Po przeliczeniu okazało się, że brakuje 100,-  nie rozumiem jak on mógł…. Jestem pewna, że różnica między tym co zastałam a co powinno być wynosi 100. nie ruszałam tych pieniędzy bo były przeznaczone na opłaty!
Pozałatwiałam moje sprawy pracownicze… przykre to niestety ale to było jedyne rozwiązanie.
Sylwia zapisała się do szkoły policealnej, ja myślę nad jednym kierunkiem…. Podobnież ma przyszłość przekonywały panie w sekretariacie… a ja nawet bym to zrobiła z ciekawości.
Tak czy siak trzeba szukać nowej roboty na gwałt!
W międzyczasie dzwonił Robert pijany tak, że ledwie mówił, dziwił się dlaczego mu nie otwieram.
Boli mnie że zamiast dołożyć się do opłat, jeszcze mnie okradł i przepija moje pieniądze. Ja sobie specjalnie odmawiałam, nie kupowałam sobie a tu się okazuje, że przyszedł złodziej pod osłoną nocy ukradł i poszedł. Takie to jego zajebiste  oparcie, i miłość jego tak się objawia. PKP – pięknie kurwa pięknie – jak mówił Adaś.


czwartek, 5 lipca 2012

Pożądasz nie tego, co widzisz, lecz tego co sobie wyobrażasz - P. Coelho


Rano byłam u lekarza i okazało się, że niestety nie przyjmie mnie. Przykro mi, bo nie mam innego wyjścia niż złożyć wypowiedzenie w pracy. Szkoda, miałam nadzieje, że się podleczę, przedłużę zwolnienie a tu kicha.
Nie pozostanie mi nic innego jak złożenie wypowiedzenia w pracy…
Co do zarzutu sąsiadki, że śmierdzi to kupiłam odświeżacz i postawiłam na klatce w dyskretnym miejscu – mam nadzieje, że nie ukradną. W razie czego rachunek mam, że kupiłam, zrobiłam zdjęcie, że postawiłam na klatce.
Dostałam wczoraj drugiego psa. Nie jest łatwo ale przynajmniej jakieś pieniądze są.
Jeśli chodzi o „pamiątki” po ostatnim kocie to gruntowanie specjalnym budowlanym środkiem nie pomogło. Mycie, i rozmaite środki nie pomogły – chyba, że na chwile.
Obecnie zdecydowałam się na taki osuszacz. Jest to taki woreczek w którym są kryształki o właściwościach higroskopijnych (skupiających wodę). W miarę jak kryształki „pracują” z czasem zmieniają się w bryłkę, która sukcesywnie się zmniejsza. A w końcu się ją wymienia. To rozwiązanie jak na razie zdaje egzamin, bo oprócz wody wciąga też brzydkie zapachy. Wydajność urządzenia jest zależna od stopnia zawilgocenia. Nazwy firmy nie pamiętam, a nie mam nigdzie opakowania żeby spisać. Jak ktoś będzie zainteresowany mogę sprawdzić i mu podać  więcej szczegółów. Wygląda to mniej więcej tak:




Jest jeszcze górna część ale gdzieś mi się „zawieruszyła”.
Zapomniałam pochwalić się kafelkami:



Bardzo się z nich cieszę gdyż nadają taki ciepły estetyczny klimat. Kafelki są też o wiele praktyczniejsze od wykładziny zwłaszcza w moim przypadku.

środa, 4 lipca 2012

ustalenia


Zawitała dziś do nas niespodziewanie Sylwia. I nie było to miłe spotkanie. Niestety. Wyszedł podczas wizyty spór pomiędzy mną a Robertem, odnośnie opłat za mieszkanie.
Tak jak Robert twierdził, że mnie kocha i jesteśmy parą, tak dziś wyszło, że jesteśmy lokatorami. Bo jakież to partnerstwo, gdzie każdy zarabia wyłącznie dla siebie i niezależnie ile kto zarabia płacą po połowie?!
Robert chciałby mieszać do tego łóżkowe sprawy. Ogólnie: korzystać w wszystkiego nic od siebie. Wszystko byle jemu było jak najwygodniej. Wyparł się wcześniejszych obietnic mi mówiąc „bez podania przyczyny” a Sylwii „że nie ma kasy i tylko jak będzie miał wywiąże się”. Pierdu merdu. Spisaliśmy taki dokument pod którym się podpisaliśmy:


Tak więc coś już jest i nie wiadomo kiedy i do czego się może przydać. Ja wiem oczywiście, że Robert ma słowo pisane i mówione za nic, ale zgodnie z obietnicą jaką mu złożyłam dołożę wszelkich starań pociągnąć go do odpowiedzialności!


poniedziałek, 2 lipca 2012


Jestem załamana. Zwolnienia lekarka mi nie przedłużyła, powiedziała, że jestem zdrowa i nic mi nie jest. Pytała z czego żyję to powiedziałam, że opiekuje się psami i kotami, a ona, że po policje zadzwoni. Zapytałam dlaczego a ona, że znęcam się nad zwierzętami. Prawie się popłakałam jak ona mogła powiedzieć coś takiego?!! Ja kawał serca wkładam w to co robię, a tu osoba która mnie nie zna coś takiego…
Gdy wróciłam do domu na stole leżał pozew z sądu: spółdzielnia mieszkaniowa domaga się pieniędzy. Nie wiem co mam robić… jestem załamana.
Zapytałam Roberta – milczał. Gdy wyszłam spod prysznica był prawie gotowy do wyjścia.
- tak najlepiej wszystko dla siebie nic od siebie
- miałaś zadłużone mieszkanie zanim się tu pojawiłem
- nie ważne ile tu mieszkałeś miesiąc dwa, czy rok powinieneś dać pieniądze niezależnie za kogo się uważasz. Nie mówię tu do ciebie jako do faceta tylko jako do osoby która mieszka, i powinna zapłacić. Jak to widzisz?
- trzeba iść do spółdzielni – padła odpowiedź
Czuję złość, wściekłość i gorycz podchodzącą do gardła.



niedziela, 1 lipca 2012

Opiłek


Byłeś mi Opiłeczku najdroższą istotą na tym podłym i okrutnym świecie… tyle mojego odeszło wraz z Tobą, tyle Twojego zostało we mnie. Kocham Cię koteczku! I zawsze tak zostanie!  
Pocieszam się tym, że teraz wolny jesteś od bólu aniołeczku, zdrowy hasasz sobie po mięciutkiej wełnie którą tak zawsze kochałeś. Od czasu do czasu wpadnie jakiś owad byś mógł go złapać… tak radośnie bawiąc się… Jest tam ciepło, nigdy nie wieje wiatr… nie ma żadnych drzew, tylko szafki na które tak lubiłeś wskakiwać… są też blaty na których jest mnóstwo smakołyków… wszystkiego jest dostatek…
Tęsknię za Twoim miłym i kochanym futerkiem, spokojną energią którą emanowałeś. Tak bardzo cierpię, że Cię już nie ma…
Od lutego minęło trochę czasu, ale pamiętam… i nigdy Cię nie zapomnę. Każdy kto Cię znał pamięta jakim wspaniałym cudnym zwierzątkiem byłeś. Spoczywaj w pokoju…