piątek, 13 stycznia 2012

„kto się boi, nie chce być sam” – Robert.

Już wczoraj po opublikowaniu mojego wpisu Robert napisał do mnie, ja milczałam. Dzwonił, nie odebrałam. Zdziwiłam się, że jeszcze sie odzywa po wczorajszym...
Napisał rano, zadzwonił przyszłam do Bryla. Wszystko działo się jakby nigdy nic się nie stało… Pogadaliśmy jakby nigdy nic się nie stało, poszli do sklepu, zostałam sama z kurczakiem słuchaliśmy black sabbath – forbidden. Gdy przyszli Robert się wrócił… wręczył mi siatkę w niej były dwa opakowania czekoladek winko i krakersy. Zdziwiłam się, że taki miły po wczorajszym... Dalej słuchaliśmy muzyki… w końcu „kurczak” poszedł sobie, sąsiad usnął, Robert i ja pieściliśmy się siedziałam mu na kolanach patrząc mu w oczy, rozmawialiśmy  ale szkoda, że nie jest i nigdy nie będzie szczery wobec mnie… nigdy nie pogadamy szczerze, Nawet do końca nie wiem kim jest.
Czy to co nas łączy to jest romans? – zapytałam szepcząc mu do ucha
To coś o wiele więcej – usłyszałam odpowiedź
Robert wstawił makaron, i znowu dotkaliśmy się w kuchni, ocierałam się pośladkami…
Impreza przeniosła się do Kurczaka…. Zastanawiam się czy Bryl nie zeżre moich czekoladek i winka nie wypije… mam nadzieje, że  nie będzie na tyle chamski.
U kurczaka generalnie było jak zwykle, małe sprzeczki między mną a kurakiem, przytulanki z Robertem. Patrzeliśmy sobie w oczy dotykaliśmy się, momentami były naprawdę dziwne pozycje… jakie przybieraliśmy.
Robert zrobił jedzonko, ja ciasto przyniosłam, kawałkiem nakarmiłam Roberta, drugi kawałek kurczak schował, nie wiem jakby przede mną. Powiedziałam mu, że sama to piekłam i mam pół tortownicy tego ciasta, jak będzie ok. to może Wam jutro jeszcze przyniosę bo nie zjem sama tego… dziwne zachowanie, jakby nie wierzył, ze sama upiekłam to ciasto…
Później gdy odgrzałam Ruskie pierogi jedyny Robert pochwalił, że dobre. Poleciała mi krew z nosa Robert tak ładnie mnie przytulił…
Wieczorem gdy pieściłam jego penisa on moją łechtaczkę kurczakowi zachciało się polemiki na jakiś temat, więc nie przeszkadzając sobie rozmawialiśmy z kurczakiem… kurwa dlaczego mnie to tak kręci, poniekąd mam z tego bekę. Nie wiem jak to się skończy ale ja nie chcę cierpieć ani płakać… Robert tak bardzo przypomina mi Bartosza, widzę go w oczach Roberta… nawet dziś Robert powiedział mi, gdy przestaliśmy się pieścić; że jestem taka demoniczna… Bartosz mówił mi to  czasem po naprawdę zajebistym sexie…


środa, 11 stycznia 2012

"Kochaj mnie nieprzytomnie Jak zapalniczka płomień Jak sucha studnia wodę Kochaj mnie namiętnie tak Jakby świat się skończyć miał<...>Na linie nad przepaścią tańcz Aż w jedną krótką chwilę pojmiesz po co żyjesz..." Perfect kołysanka dla nieznajomej

Gdy jeszcze spałam Bryl dzwonił, dzwonił czy pisał i sam Robert… gdy przyszłam do Bryla Robert spał. Lub udawał. Powitanie rozpoczął od wyrzutu, że mnie wczoraj nie było i że sporo straciłam bo zabawa była przednia. A ja go przekonywałam, że mile spędziłam  dzień, stwierdził, że jestem twarda sztuka skoro potrafiłam być bez niego.
Bryl zrobił awanturę, że ja mam wypierdalac i w ogóle był strasznie wściekły na mnie. Gdy Robert poszedł do wc a ja oblałam Bryla drinkiem i poszłam do domu.
Potem zadzwoniłam do  Roberta, i poszłam za nim do kurczaka. Usiadłam w fotelu, Robert błyskawicznie przysunął się do mnie, potem pamiętam jak robił mi mitenkę przez spodnie, ja siedziałam w fotelu szepcząc mu, że właśnie tam jest jego miejsce. Ogólnie zachowywałam się podle  oblałam go piffkiem, zniszczyłam mu papierosa którego palił, a szczytem było gdy powiedziałam do niego imieniem… Bartosz.  Robert powiedział, ze jak nie przestanę to będzie koniec. A ja zapytałam czego? On, że wiem czego…
Potem poszłam do wc. Robert rozmawiał z kurczakiem mówił mu, że jestem głupia się mną bawi, ma ze mnie bekę, i żeby się ze mną nigdy na miesicie nie pojawił. Buahahaha kurwa kto z kim. Po za tym to kto chciał mnie wyciągnąć wczoraj na imprezę?! Kto proponował wyjście, jakiś spacer czy coś? Kto się do mnie lepił na dworcu jak jechałam na pogrzeb?! Kto usilnie chciał mnie z dworca odebrać, kto obserwował mieszkanie, i pamięta co do minuty kiedy ja zapaliłam światło w mieszkaniu?! Ale naj lepszy był text, że Robert wie i jest przekonany o tym, że ja go kocham. Kurwa co za palant! Tak go kocham, że rzadko telefony od niego nie odbieram…
Wiem przesadziłam ze swoim zachowaniem, tekstami o Bartoszu, wmawianiu Robertowi, że jest lustrzanym odbiciem Bartosza. Pokazywaniem że mam go zapisane w telefonie jako… tak to go wkurwia.
Analizując sytuacje to potrzebowałam kogoś na kim mogłabym się wyżyć, znęcać i wyżywać. Robert nie tyle się napatoczył co wręcz chciał mojego towarzystwa, a ja chciałam się wyżywać… jak na razie się nie odzywa. Ciekawe co będzie dalej…


„nie pisz bezrobotny! Pisz specjalista do spraw kryzysowych metod gospodarowania nadwyżką wolnego czasu”

Robert napisał, że jest u Bryla, ja się nie odezwałam, kusił whisky, i jeszcze trzy inne smsy wysłał, dzwonił ale ja się nie odezwałam. Nie miałam ochoty.
Spotkałam się z Sylwią, poszłyśmy na pizzę i piffko, opowiedziałam jej o Robercie, ona mi o kłótni z narzeczonym. Zadzwoniła pani, że już czeka na mnie i psa mi chce zostawić, więc wybiegłam, koleżanka czekała na mnie., ale szybko wróciłam… Przesiedziałyśmy przegadałyśmy chyba łącznie z 6 godzin… z tego wniosek, że trzeba się częściej spotykać.
 Gdy wróciłam jakiś dołek mnie dopadł… poszłam z psem na prawie godzinny spacerek. Kupiłam sobie trzy piffka, i sączę je teraz po nocy… ale mam paskudnego doła…  powinno dobrze się spać…  po tych piwach… tak mi smutno i źle… niby nic się nie stało nowego złego stara bida, więc dół sam po prostu przyszedł…


wtorek, 10 stycznia 2012

[...]

Nie wiem dlaczego to robię, z nudów, stresu, by oderwać się od tego, kurwa nie wiem…
Wiedziałam, że nie wyjedzie… rozmawiałam z nim dzisiaj powiedział, że gówno prawda, że zaspał na wyjazd. Wiedziałam. Niby tym razem na w tygodniu jechać. Ale co mnie to?!
W jego oczach widzę Bartosza… rzeczy które mówił, wiedzę, że Robert robi. Gdy pieści moją szyję, czuję się jakbym była w pewnych sytuacjach, miejscach sprzed prawie 10 lat… w oczach Roberta widzę Bartosza. Gdy dziś poprosił mnie o sms, to niesamowite… Bartosz tak samo mnie prosił żebym mu napisała, wieczorem, gdy będzie wracał do domu. Ale nie…
Dziś wyłączę telefon.
Chcę by drżał z podniecenia… pragnę czuć jego napięte mięśnie, napięcie… dziś piliśmy szampana… kupił mi czekoladki… pudełko czekoladek, dostał za nie buziaka… na szampana nie miałam ochoty, więc systematycznie odlewałam sobie na dłoń i używałam jako olejku do masażu… ramiona, plecy… potem włosy… ale miałam ubaw…
Wczoraj gdy sąsiad poszedł po chleb zabawialiśmy się, nie do końca aczkolwiek tak jakbym nie pozwoliła sobie przy Brylu… gdy jeszcze nie ma seksu gdy ludzie lepiej się poznają, wszystko jest takie emocjonujące…. A ja lubię gdy facet jest rozgrzany do granic… lubię to czuć… kocham to drżenie… bez namiętności lepsza jest masturbacja.
Robert dziwi się, że potrafię robić ciasta które zajmują czas…. Bryl dziwi się, że chce mi się marynować mięso. Jasne, że tak! Uważam, żę warto dołożyć starań by przyjemności były jak największe! Dlatego też przerabia się przepisy. Oczywiście de gustibus non est disputandum…
Wczoraj sąsiad mi się wygadał, że Robert ma przygotować jakąś niespodziankę… szczególnie dla mnie… ciekawe co to? Co prawda mówił, że dziś jedzie po wypłatę…
Już 13 a on się nie odzywa, ah jak my kobiety szybko się przyzwyczajamy… taka nasza psychika…
A ja tylko chcę się bawić.. w pewien sposób… na przykład podniosłam Robertowi ciśnienie, później ugryzłam ściskając ustami by przepływająca krew pieściła delikatne wargi, jego szybki oddech… ten odgłos pieścił moje uszy…. ahhhh….


niedziela, 8 stycznia 2012

"Jak on cierpi! Ale jeśli przez nią, to, to jest rozkosz! " - Paweł Jakubowski

Napisze jeszcze raz: sąsiad ma kolegę, tego kolegę zwanego żoną ze względu na to, że lubi jakby to delikatnie ująć się do kogoś wprowadzić… siedzi długo, to znaczy aż nie zostanie wyproszony… mój sąsiad miał naprawdę problem, bo ten kolega nazwijmy go Robert przesiadywał u niego długo i często. Jasne, oczywiście Robert stawia i stawiał ale wszystko ma swoje granice, mam tu na myśli jego obecność. Nawet żartowałam do kurczaka, który mnie tam prosił o jakieś nie wiem pieniądze, papierosy, czy nie wiem co ja mu odpowiedziałam, że „Robert zawsze ma, i chętnie postawi, tylko musi liczyć, że co najmniej z tydzień posiedzi.”
Ja zastanawiam się do czego ja jestem Robertowi potrzebna. Dziś była dość nierówna walka, bo ja w końcu powiedziałam mu co myślę, jak go odbieram i w ogóle a on, że mnie kocha i w ogóle. Powtarza to często… dlatego, że jeszcze mnie nie miał…? I nie chcę by miał! Owszem pieszczoty, miłe słowa są mi potrzebne… jednak, nie chcę sexu, nie z nim. Teraz jakbym słyszała jego głos w swojej głowie: „przed czym ty się tak bronisz?” stosuje podobne techniki negocjacyjne do moich… przerywniki zmiany tematu. Może to go fascynuje. A może i oczy, na temat których już piał latem… nie ważne. Dziś wyskoczył z propozycją, wspólnego zamieszkania u mnie… no aż mi się w głowie zakręciło!
Owszem ten pierwszy, może i drugi raz… te delikatne pieszczoty to działało na mnie dość mocno. Teraz jest to dla mnie bardziej byle co… ten człowiek mi się nigdy nie podobał… teraz wiem czego on chce: wprowadzić się do mnie. A gdy go zapytałam wprost to powiedział że ja go interesuje. Myśli, że zrobi ze mnie głupią i będzie robił co chciał jak z kurczakiem?! Chyba go Bóg opuścił! Gdyby się mną interesował zainteresowałby się będąc u Bryla stawiając piffko… czego i ja się napiję? Widząc że mnie boli brzuch… jakaś pomoc/zainteresowanie/ a z jego strony tylko pieszczoty i czułe słówka tym przejawia największe zainteresowanie. Ale o co tak naprawdę mu chodzi??
Przeraziło mnie gdy powiedział mi o której do domu wróciłam, tego pamiętnego dnia co wróciłam z Wielkopolski. 20.13 – taką godzinę podał mi Robert. Przeszły mnie ciarki po plecach, zapytałam skąd o tym wie. A on, że o tej godzinie zapaliłam światło… przeraża mnie to.
Swoją drogą to musi miecz jakiegoś świra na moim punkcie skoro potrafił wydzwaniać i wypisywać… byle bym przyszła do Bryla gdzie i on jest/będzie.
Teraz pisze mi, oczywiście też bym przyszła do Bryla czy kurczaka, ale i smsy, ze mnie kocha, lub takie których nie do końca rozumiem: „asfaltowa droga, węzełek mój niosę drobiazgów kilka na dnie pak kwiatu zasuszony dobrą muzykę i fotografie wspomnień u bram zatrzymam pochód dalej sam pójdę to ja jestem w życiu następny a wy po mnie”
 Nie wiem nie rozumiem…
Dziś dzwonił i pisał bym przyszła do kurczaka, bo on właśnie u niego jest… tja jasne nie mam co robić tylko czekać na Roberta…
Ale w końcu poszłam do Bryla, siedział Robert….{historia skrócona} gdy Bryl dał do zrozumienia, że się chce spać kłaść Robert powiedział do mnie że tym razem dokończy i że dziś mu nie ucieknę, nie tak jak zawsze, i faktycznie szedł blisko za mną… jakby chciał wśliznąć się za mną do mieszkania, ja tymczasem poszłam w kierunku windy by wcisnąć przycisk, Robert zabierał się za moją szyję, odepchnęłam go zjechaliśmy na duł, gdzie  go pożegnałam…
Jakąś godzinę po tym dostałam smsa od Roberta: „ Mijamy się na ulicach W autobusach tramwajach mijamy się z sensem z prawdą przeznaczeniem, celem… w końcu przemijamy”
Dziś o 8 rano miał wyjechać… buahahahaha zadzwonił do mnie o 11.29 z informacją że zaspał… na ten wjazd i  że około 12 będzie u Bryla. Mnie to nie dziwi, nie robi najmniejszego wrażenia, bo ja mu i tak nie wierzę…


i piosenka której bardzo często słucham, od kilku dni:



sobota, 7 stycznia 2012

Jesteśmy bandą zdegenerowanych byłych ludzi na tle konsumpcjoniuzującego się życia [...]. - Paweł Jakubowski

W środę przyszłam do sąsiada zostawić kota, bo w końcu trzeba by było zrobić sobie dezynfekcje, a to przy kotach…. Zrozumiałe.
Nienawidzę sprzątać, no ale nie miałam wyjścia, nie tym razem… nie wiem dlaczego ale lubię wysterylizowane naczynia, zdezynfekowane powierzchnie, ubrania prane w wysokiej temperaturze, są takie sterylne, czyste… potem gdy przyszłam posiedziałam i pogadałam z sąsiadem, przyszła jego żoneczka… hmmm w chwili obecnej gdy tak o nim piszę zastanawiam się jak to zmienić, jak zastąpić ale to… micha mi się uśmiecha… ale do tego później.
Szybko nadszedł wieczór, w ciemności oglądaliśmy tv, ja z jednej strony Bryl po drugiej jego żonka w środku… w tych ciemnościach smyrgaliśmy się niby starając się by sąsiad nie zauważył… kurde jakie to było ekscytujące…  ahhh jakież to było słodkie usłyszeć od małżonki, że Bryl prosił go byśmy tego nie robili, bo on cierpi, ale jak tu się powstrzymać. Te słowa podziałały jak miód na moje spierzchnięte ego… gdy sąsiad ogłosił, że chce iść spać po chwili zwinęłam się i poszłam… za mną żonka jego.
Wczoraj żegnaliśmy żonkę Bryla, która wyjeżdża za granice. Nie będę pisała gdzie bo i tak w nic temu człowiekowi nie wierzę, po za tym gdyby nawet wyjechał na księżyc to co to ma za znaczenie?! Równie dobrze może nigdzie nie jechać.
Na początek gdy przyszłam do sąsiada on siedział sam dłubiąc przy kompie… Był szampan, były czekoladki… mmm… zmysłowo. Przyszła córa sąsiada posiedziała, włączyła na początek urywki familiady potem przeszła do wywiadów (frytka i doda u wojewódzkiego) potem był temat galerianek… nie wiem czym oni się tak zachwycają jednym filmem, ileż można o jednym filmie… jak wspomniałam o senności to okazało się, że nikt filmu nie widział, czyżby kinematografia kończyła się na tym filmie plus to co leci aktualnie w tv. Jest masa zajebistych filmów, przy których tv plus wspomniane galerianki to… szkoda gadać. Żonka poleciła mi incepcje z „boskim Leo”, więc postaram się zobaczyć…
Córka poszła jeszcze posiedzieliśmy smyrgając  się, gdy sąsiad zajął się kompem pisanie do siebie na komórce nie było już potrzebne… jejku, nikt nie dotykał, nie pieścił mnie tak od czasów mojej pierwszej miłości… Bartosza… momentami czułam się jakbym była w tych miejscach… z nim… to niesamowite… że jeszcze ktoś tak dotyka, gdy na moment zostaliśmy sami powiedział mi, że chciałby mnie pocałować ale nie może bo jest chory… odebrałam to jako przeziębienie więc poleciłam grzańca… a on że mu nic nie pomaga. Ja tam nie wnikam w jego choroby… tyle razy dawałam mu do zrozumienia, że tak naprawdę nie chcę go zrozumieć ani poznać. Dlaczego? Bo mu już nie ufam i w nic nie wierzę, nie i tyle nie i koniec!
Czasem wspomina o śmierci swojej córki, dziwnie się w tedy czuję bo nie chcę wnikać w niego, jego uczucia, życie tragedie… tyle razy już mu mówiłam, że swoich problemów mam dostatek. Na tym etapie nie interesuje mnie jego życie, uczucia… interesuje mnie przyjemność. Boje się zakochać, naprawdę boje się, nie chcę cierpieć znowu… jak cierpiałam po Bartoszu… a były to dłuuugie lata…
Gdy wracam do domu gorąca, i podniecona dokańczam sama, wolę tak. Tak jest bezpieczniej. Nawet nie całowaliśmy się, wszystko to były pieszczoty. Zrobiłam mu masaż twarzy… pytał czy się tego nauczyłam czy sama tak… powiedziałam zgodnie z prawdą, że nauczyłam. Swoją drogą nauczyłam się to zbyt wiele powiedziane… po prostu pamiętam tę sytuacje gdy szłam z Bartoszem ulicą zestresowana egzaminem z materiałoznawstwa, zatrzymaliśmy się, on podszedł do mnie blisko, poprosił bym zamknęła oczy i mu zaufała…. To było niesamowite co Bartosza dłonie robiły z moją twarzą… próbowałam to odtworzyć wczoraj na twarzy żonki Bryla (nie chce mi się zmieniać nazwy…) zrobiło ważenie…
Później zabrałam się za plecy szkoda, że on jest po operacji kręgosłupa, w sumie sam mógł powiedzieć… atmosfera seksu wisiała w powietrzu od początku Bryla wkurwiając. Żonka rozluźniona, radosna…
Piątek: dzień wyjazdu szczęśliwej małżonki. Pożegnanie było, więc byłam święcie przekonana, że już go nie zobaczę…
Z tego jogurtu co go kupiłam w Nowym Tomyślu to odlałam trochę sąsiadowi i mu zaniosłam, miałam w planie także zgrać fotkę, która bardzo mi się spodobała, i którą ustawiłam mu na pulpicie, wygląda tak:


Nie wiem może się podobać może nie… mnie się podoba bardzo. Ma coś w sobie…

środa, 4 stycznia 2012

Co znaczy nasze istnienie, skoro wszystko może się zakończyć ot tak, w jednej chwili? - Christopher Paolini Eragon

W rocznicę śmierci Adama zmarł mój wujek. Chrzestny, z którym nie miałam kontaktu żadnego. Człowiek mi obcy, z którym tak naprawdę nigdy nie rozmawiałam, niby w rodzinie był a jakby go nie było wcale. Jednak gdy tak stałam w tym sklepie zoologicznym wybierając w skupieniu, zadzwonił telefon, kuzynka poinformowała mnie o śmierci wujka niemal kocie akcesoria wypadły mi z ręki… ciarki po plecach przeszły. Nie mogłam wydusić słowa…
Smutek, chęć nie siedzenia w samotności, zaprowadził minię do sąsiada… u niego siedziała żona z kurczakiem…
Sylwestra spędziłam w mieszkaniu sąsiada, słuchając na zmianę muzyki z youtuba i sącząc drinki. Sąsiad spał pijany, więc tylko ja z małżonką piliśmy, słuchając muzyki… jeden kawałek dla mnie drugi dla niego, i tak w kółko. O północy złożyłam mu życzenia, on chciał mnie w rękę pocałować ale wyrwałam się. Nienawidzę tego zwyczaju…



Żoneczka dostawiał się do mnie, ja się jednak nie dałam. Rano o 4 obudziłam sąsiada. Najebany jak meserszmit, chciał iść do pracy… ubrał się… nawet kurtki nie potrafił zapiąć, ale twardo… chciał mnie z żoneczką zostawić, ale ja poszłam do domu… sen słodki…
Około 15 zaczęła wydzwaniać i pisać do mnie żoneczka, żebym przyszła, że Bryl nie ma telefonów. Okazało się, że wsiadł do osobówki i obudził się zamiast na swoim przystanku do pracy obudził się na końcu trasy, bez telefonów… chciał się wrócić, więc wsiadł ponownie, i… obudził się prawie na drugim końcu trasy…
W poniedziałek z siostrą pojechałyśmy na pogrzeb wujka. Żona sąsiada jeszcze menie na przystanek odprowadziła, stojąc i patrząc na mnie gdy odjeżdżałam. Gdy staliśmy na przystanku chciał się przytulać, nie podobało mi się gdy mnie do siebie przycisnął…
Podróż minęła spokojnie, potem PKS z Poznania do Pniew. Beka, że po tylu latach pamiętam ten przystanek, bo moja siostrzyczka by nie trafiła…
Zmarzłam w kościele, błędem było nie wstąpienie na herbatę i nie jedzenie w podróży, którą i tak przespałam. Ale ja jakoś niespecjalnie potrafię zmusić się do jedzenia… ksiądz niczego ciekawego nie powiedział, przynajmniej nic nie zapamiętałam..
Tak się stało, że po stypie… na której dziwnie się czułam siedząc w towarzystwie ludzi z których 90% nie znam, za to oni znają mnie wszyscy, witają pytają o rodzinę itd…
Tak się stało, żebyśmy nie zdążyły na pociąg więc musiałyśmy nocować u cioci. Wkurwiłam się, bo powiedziałam sobie i mojej mamie i siostrom, że więcej cioci gościem nie będę, i prawie 10 lat trzymałam się postanowienia.
Ciocia płakała, że kurczy się rodzinka, dom pustoszeje, 5 lat temu dziaduś – cudowny wspaniały człowiek, ujmujący dobrocią… teraz mąż jej… oczywiście chodzi tu też o pieniądze, nie oszukujmy się ciocia jest tylko na rencie, jej córa nie pracuje tylko jej mąż, mają dzieci w wieku szkolnym… syn cioci ma myjnie ale mieszka osobno, po za tym sam ma rodzinę, i dom na utrzymaniu bo jego żona nie wiem czy pracuje…
Zachowywałam się naturalnie, nie właziłam w dupę ani nie przeginałam w inną stronę, byłam sobą. Ciocia gdy już w nocy gadałyśmy ja ciocia, kuzynka i moja siostra… gadałyśmy długo… ciocia płakała na to że nie dość, że pieniędzy brakuje to jeszcze teraz po śmierci wuja kolejne źródło dochodów poszło… to jeszcze teraz do stypy i tego  wszystkiego trzeba było się zapożyczyć, bo zasiłek pogrzebowy nie wszystko pokrywa. A z czego tu oddać…?!
Smutno mi się zrobiło jak wdowa zadała córce pytanie czym torbę naszą powrotną napełnić?!
Kurde bym wiedziała że tak wyjdzie to bym chociaż coś upiekła nie z pustą ręką pojechałam, na odchodne jeszcze dostałam 20 wiejskich jaj, kiełbasę z dziczyzny, grzybki marynowane, masło wielko polskie…
Powiedzieli że nie zapraszają bo jak będziemy chciały to przyjedziemy kosztów podróży nie zwracają bo źródło dochodów jest na 102 – (z tego kawału, o ponoć najlepszej teściowej oddalonej  o 100 km, i 2m pod ziemią). Ah ten ciociny czarny humor…
W drodze powrotnej moja siostrzyczka zrobiła zakupy w przyzakładowym sklepiku Okręgowej Spółdzielni mleczarskiej Top Tomyśl, w Nowym Tomyślu. Kupiłam sobie masło, chleb, ser smażony, jakiś bankietowy i jogurt…
Podróż upłynęła spokojnie… Ah zapomniałam dodać, że szczęśliwa małżonka pisała do mnie, i nawet zadzwoniła. Pisała, że tęskni, pytała kiedy wracam, że czekają na mnie, nie mogą się doczekać aż wrócę… miłe. Żonka chciała wyjść po mnie na dworzec, co prawda napisałam o której pociąg kończy bieg na końcowej stacji, ale końcowa stacja nie była ona w moim mieście więc chciał wyjść na dworzec po mnie w moim mieście. Ja jednak nie napisałam mu, chciałam być sama, odpocząć od towarzystwa, od ludzi… A może bronię się by mu nie ulec…