piątek, 30 grudnia 2011

rocznica

dziś jest rocznica śmierci Adama. Myśl o jego osobie przejmuje mnie smutkiem i dziwnym chłodem.
Mieszkałam z nim około lat 2, chwile były różne wiadomo...
Wydarzenia sprzed roku… nie chcę do tego wracać. To właśnie te chwile sprawiły że miałam wątpliwość czy zapalić znicz na jego grobie.
Jednak Adam był mi bliską osobą, zawsze uwielbiałam z nim rozmawiać, mieszkałam z nim.
Spoczywaj w pokoju Adamie. Pamiętam i nigdy nie zapomnę…


czwartek, 29 grudnia 2011

łby


W sumie miałam o tym nie pisać, ale napiszę. Wczoraj byłam na randce z ro#, znowu te pytania „standardowe”. Byliśmy na dłuuugim spacerku, ale on nie lubi spacerować… on woli siedzieć, spać….
Żona sąsiada napisała mi smsa: „przyjdź będziemy się kochać”
A ja mu na to, że nie będę wam przeszkadzać”
Usiedliśmy, w pizzeri, i znowu zaczęły się pytania. Po spotkaniu dalej mam mieszane uczucia i szczerze wątpię by cokolwiek z tego wyszło… a nawet więcej: jestem tego pewna. Szkoda, bo chciałabym mieć bliską osobę.
Sąsiad mi napisał żebym przyszła, i że jego żona sobie poszedł.
 Zadzwoniłam do sąsiada, zapytałam kiedy żona sobie poszedł.
Drzwi otworzył mi sąsiad z dziwnym uśmiechem. W mieszkaniu jego siedziała szczęśliwa małżonka. Gdy Krzysiu poszedł spać, impreza przeniosła się do „kurczaka”.
Żałuję że przeniosłam się z nimi do „kurczaka”… żona błyskawicznie rozgościła się, zaczynając  przyrządzanie kurczaka. Gdy mięsko było na patelni polał się alkohol. Po pewnym czasie „kurczak” miał dosyć i chciał wyprosić szczęśliwą małżonkę, ale on tak łatwo się nie da… chwytał się różnych metod…od prośby, krzyków, a gdy coś się nie spodobało małżonce niegościnny właściciel mieszkania zwyczajnie dostał po ryju. Żonka smaży sobie mięso na patelni kurczak daje do zrozumienia że chciałby iść spać, w odpowiedzi krzyki.
W końcu żonka kończyła dzieło poczęstowała mnie i zaczęła jeść. Normalnie jakby to było jego mieszkanie a „kurczak” powietrzem, bo nie reagował ani na prośby, groźby na nic. Czasem wywiązała się pyskówka, wymiana zdań odmiennych spadł małżonce talerz pozostałości po posiłku się rozwaliły na dywan, „kurczak” sapie. W  końcu wyskoczył z nożem do żonki… ten się nie boi niczego… nawet to żonki nie zniechęciło do dalszego pobytu. Ani nóż, ani kawałek rozbitego talerza nic nie pomoże gdy ktoś małżonkę wpuści. Gospodarz chciał na policje dzwonić. No tak gdyby miał z czego… może by i mu się udało zadzwonić. Dziwne, że sąsiedzi słysząc krzyki sami nie wezwali…
No i tak minęła nocka. Ja bałam się bo on zawsze mówi, a może tylko straszy, że się do mnie przeniesie…
Kurwa boje się tego kolesia i nie wiem co mnie skusiło by iść z nim do „kurczaka”… boje się że żona włamie mi się do mieszkania, albo że będę miała przez niego problemy.
Kurwa do głowy by mi nie przyszło by zachować się choćby podobnie do żony… najlepsze jak poszedł po kolejną flaszkę z… „kurczakowymi” kluczami do mieszkania.
Kurczak na skraju… widocznie przezorna małżonka zna numery kuraka, nie wykluczone, że naciął się onegdaj na zamknięte drzwi.
Najlepsze jak żona wzięła flaszkę pod pachę chciała iść, kurczak pierwsze co to nerwowo szukał kluczy ja zaraz przez okno wyjrzałam czy na pewno żona opuszcza blok, ale niestety nie widziałam go. kurczak pośpiesznie próbował zamknąć mieszkanie … co niestety mu się nie udało, bo żona stała za drzwiami i na dźwięk klucza w zamku nie zwłocznie wbił się do drobiowego mieszkania, jeszcze właściciel po łbie dostał.
Ja tylko myślałam jakby prysnąć stamtąd…
W końcu żonka zdrzemnęła się na fotelu kurczak – wrak siedział bezwładnie. A ja czem prędzej pognałam do siebie. Dobrze że ten za mną nie ruszył. Pierdole takie ferie! Trzeba będzie i Krzyśka omijać, skoro nawet nie przyzna się, ze żona u niego siedzi. Naprawdę nie chce mieć przez żoneczkę problemów… kurczak albo jest max fałszywy albo nie ogarnia. Nie wiem skoro tyle razy się naciął, i nie mógł później pozbyć gościa to po co go zaprasza? A może on naiwny, że tym razem persona non grata przejmie się tekstem, że chce kurak iść spać. Niedorzeczność.
Nie kurczak widocznie ma koniec miesiąca, z kasą krucho więc rządny fajek i procentów nie pomyślał o konsekwencjach wpuszczenia żonki do domu… co ten nałóg robi z człowiekiem.
W domu byłam około 7 rano. Przełożyłam wizytę pani z fundacji na jutro, ta poprosiła mnie bym kotce fotki porobiła, więc po nie przespanej nocce robiłam kotu fotki gdy wysłałam je mailem poszłam do spania. Sen był rozkoszny. Gdy wychodziłam żona zagroziła że będzie dzwonił… brr… na samą myśl zrobiło mi się dziwnie. Sen był słodki.
Dziś żonka dzwoniła z prośbą bym wpadła do kuraka. On już tam naprawdę się zadomowił skoro jeszcze zaprasza…. Dzwonił i pisał… masakra. ostatnio pisał ok 17 że robi jedzenie. Myśli, że jestem łapczywa na jedzenie niczym kurak na alkohol i faje? I tu się myli! Fakt, że lubię dobrze zjeść nei znaczy, że mam lgnąc do kogoś kogo się boje. On emanuje nawet taką czarną energią, takim mrokiem ale w złym znaczeniu czymś porostu zlym strasznym czymś czego się boje...
Czego on ode mnie chce…?! nie widzi, że go omijam?! Nie odbieram, telefonów, nie odpisuję… myślę, że chyba wie skoro kazał Krzyśkowi vel Brylowi kłamać, ze go nie ma…


środa, 28 grudnia 2011

Jestem już zmęczona stojąc wciąż w tym samym miejscu...

Jednak ro# się odezwał… powodem nie odzywania było to, że spał… O matko! Ileż spać można?! kolejne pytania z serii „czy cos z tego będzie”…
Dziś mamy się spotkać, obiecał mi, że dołoży mi się do rachunku za energie. Wiem, że to nie uczciwe że się z nim spotykam, ale z drugiej strony czy każdy tak uczciwy był wobec mnie?!
Dalej odpowiadam na oferty, jednak bezskutecznie. Zero odzewu, cisza…
t@ też się nie odzywa, jasne jak ja nie mam pracy to co on się będzie odzywał. Myślę, że dobrze zrobiłam, że przestałam słuchać koleżanki i nie ciągnęłam dłużej kłamstwa. Przynajmniej pozbyłam się „przyjaciela”.
Przed świętami miała być ta pani z fundacji i zapłacić za pobyt kotki, oraz dostarczyć jedzenie. Niestety się nie pojawiła. Dziś upływa miesiąc i teoretycznie powinna ją albo zabrać albo przedłużyć pobyt. Masakra. Nie no kurcze jak z fundacji to powinna się pojawić… przynajmniej mam takową nadzieje…
Wczoraj przyjechała pani po kota, kurde praktycznie to tylko tą kotkę mam…
Wczoraj siedziałam i dodawałam i odświeżałam ogłoszenia o hotelik, no i czekam…
Niedługo Sylwester … smutno mi bo tak bardzo chciała bym gdzieś iść, jechać… a z drugiej strony z czego tu się cieszyć, skoro wszystko w góre znowu pójdzie. Prąd już kolejny raz. Nie wiem ku czemu ma służyć ta polityka zniszczenia…


poniedziałek, 26 grudnia 2011

Od czego by tu zacząć… hmmm… w piątek przysłali mi zamówiony przeze mnie kalendarz fundacji Ast.


Ucieszyłam się, bo lubię amstaffy, i kalendarze z nimi. Cieszę się, że wsparłam organizację naprawdę pomagającą tym pięknym zwierzętom, naprawdę bo informacja zarówno o nowym podopiecznym fundacji jak i aktualne informacje na temat psa: jego zdrowia etc… na bieżąco są zamieszczane na stronie fundacji. Nie narzucają się, nie żebrzą po ulicach, nie spamują.
Tego samego dnia też właścicielka odebrała swoją cudną spanielka LULU. Fajny pies, będę tęskniła za nią, śmieszna taka sunia. Teraz z niecierpliwością czekam na następnego zwierza.
Oczywiście mam tę kotkę i fundacja przedłuża jej pobyt o kolejny miesiąc, i tego kocurka będę miała do 28 grudnia. Ale już niecierpliwie czekam na nowego zwierza. Może na sylwestra coś się trafi.
Nie wiem, ale przypuszczam, że to działanie konkurencji dzwoni facet pyta ile mam zwierząt  etc… raz chciał mi zostawić psa, wczoraj dzwonił z kotem. Mówi, że jak będzie wyjeżdżał ok. 16 to zadzwoni, i… się nie odzywa. Chyba, że do następnego razu, by zapytać ile mam zwierząt…
Poznałam nowego mena… dziwnym zrządzeniem losu jest to kolejny imiennik r@. nazwiemy go może ro#. To dziwny człowiek jest, oj dziwny… widzieliśmy się dwa razy i przyciska mnie do składania deklaracji, poprzez niewygodne pytania typu: „kochasz mnie”? „coś z tego będzie”? „masz mnie na dłużej”? „masz poważne plany”? albo „nic z tego nie będzie (w kontekście, że niby ja nie chcę)” i tym podobne podpuchy. Ciężko mi składać podobne deklaracje osobie którą widzę drugi raz na oczy.
Zapraszał mnie na święta ale mówiłam mu, że to dla mnie za szybko by iść do kogoś do domu kogo widzę drugi raz na oczy.
Ja święta spędziłam z sąsiadem nie tym Krzyśkiem ale z kurczakiem zwanym Chicken burger. Ro# chyba się obraził bo wczoraj rzucił słuchawką, a dziś nie odbiera. Może to i lepiej


środa, 21 grudnia 2011

co się stało z ta krainą złą?!

Co do wczorajszego wpisu, i tego „ogłoszenia” ma ono niestety wiele z prawdy w sobie. na pierwszy rzut oka może wydawać się wulgarnym obscenicznym wymysłem.
Ale ja zauważyłam kilka prawd:
1)     od pracownika, kandydata wymaga się wiele, bardzo wiele. Okraja się jego prawa coraz mocniej.
2)     Jakiego pracownika? Pracownikiem jest osoba zatrudniona na umowę o prace. Ale kto dziś daje umowę o prace?!
3)     Żeby dostać umowę o pracę trzeba się napracować, a tu nie wystarczy być dobrym, starać się (pracodawca z tych wypocin zrobi średnią, lub co gorsza minimalną do premii czy prowizji)… oj nie… trzeba się podlizywać… zauważyłam, że osoby wchodzące w relacje przekraczające normalnie przyjęte zachowania, demonstrując zażyłość pracują lepiej. W ostatniej pracy widziałam, ze są lepiej motywowani, szkoleni. Tak tak, buziaczki, uściski, „cukier” sypiący się tonami…
4)     Najniższa krajowa niby ma wzrosnąć do 1 500 pln. ale co z tego skoro wszystko ma znowu w górę… no tak ale mijając zgrabne omijanie prawa przez pracodawców wolą oni być zleceniodawcami, a odkąd trzeba składkę zdrowotne odprowadzać wolą dawać umowę o dzieło.
5)     Premie są zarezerwowane dla tych co są najmilsi dla przełożonego. Niedostępne dla szarego pracownika.
6)     Pracodawca nie tyle nie musi dawać zbyt wiele od siebie, może zachowywać się jak chce, bo i tak mało kto będzie dochodził swoich praw. Na co ma z reguły mniejsze szanse…
7)     Pracownicy często tak naprawdę nie trzymają się razem rywalizując ze sobą… chętnie donoszą przełożonemu


wtorek, 20 grudnia 2011

"Ogłoszenie" znalazłam na "chamsko.pl, wiem niezbyt stronka... długo myślałam, czy zamieścic poniższe "ogłoszenie" ze względu na to, że "trochę" wulgarne jest. 
Ale najsmutniejsze, jest to, że wiele prawdziwości w poniższym tekście jest. Heh... 





poniedziałek, 19 grudnia 2011

od prezentu do cierpienia...

Im prostszy i czytelniejszy przekaz tym większe prawdopodobieństwo, że treść zostanie zrozumiana.
Jeśli przekaz jest kontrowersyjny, materiał często zyskuje rozgłos…
Święta za pasem czas prezentów… oczywiście powinny budzić szczerą i nieskrywaną radość i szczęście u obdarowanego i obdarowującego. Ale bywają i takie, które są delikatnie mówiąc… nie trafione. Takie podarki często przy nadarzającej się okazji dalej idą w obieg, są to tak zwane: „prezenty przechodnie”.
Gorzej gdy takim prezentem jest żywe zwierze, które w odróżnieniu od przedmiotu czuje i myśli… i co często niezauważalne: zwierzak to konkretne zobowiązania: finansowe (karma, przybory…) czasowe, tak zwierzakowi trzeba poświecić trochę uwagi… czasami więcej niż trochę. Szczeniaka należy ułożyć…
"Co roku w wyniku nieprzemyślanych prezentów świątecznych kilka tysięcy psów zostaje porzuconych lub zabitych. Nie bądź katem! Pies to nie zabawka” – głosi reklama społeczna. O tyle cel jaki przyświeca realizatorom, jest najbardziej słuszny, o tyle sam przekaz bulwersuje, kto nie widział zapraszam:


Ktoś powiedział, że śmierć przez zastrzelenie jest niczym w porównaniu z dramatem niechcianego zwierzęcia. Historie są rozmaite…
Zwierzę uczy odpowiedzialności, ale niekoniecznie nauczy. Dziecko męczy rodziców o psa, jednak prawie zawsze jest tak, że gdy dostanie już psa to stosunkowo do życia psa bardzo szybko nudzi się, i wychodzić z psem muszą rodzice, dorośli. Często i oni nie mają czasu… wiadomo wszystko drożeje pensje w miejscu pracować trzeba coraz więcej, i z takich czy innych przyczyn zwierzę niechlubnie poszerza krąg zwierzaków bezdomnych. Gdyż takie są realia, że zwierząt jest więcej niż domów, o czym świadczą przepełnione schroniska.
 Są także ludzie mający trochę oleju w głowie, i zyskują przyjaciela rodziny. Faktycznie dziecko ma okazję nauczyć się systematyczności, poprzez obowiązki jakie wiążą się z posiadaniem psa. Gdyż w dalszym ciągu to dorosły ponosi pełną odpowiedzialność za zwierzę.
Odpowiedzialność oznacza także konsekwencje w działaniu: gdy np. pies zachoruje, co często niesie ze sobą koszty, czasem trzeba psu więcej uwagi poświecić… co wyklucza np. wyjście ze znajomymi…
Ok. powiedzmy, że jesteśmy zdecydowani sprowadzić psa do domu. Ale skąd wziąć go? Schroniska są przepełnione wiec na pewno znajdzie się odpowiedni.
A gdyby tak się nie stało często ludzie ogłaszają się na portalach…
Ale jest źródło którego nie polecam: są to tak zwane „pseudo hodowle” które są niczym innym jak fabrykami „produkującymi” psy. Zwierzęta przybywają w strasznych warunkach, często wycieńczone i chore. Nie dobiera się na samca i samicy rozważnie, tylko ważne by były jak najbardziej podobne do rasowego. Nieumiejętne krycia są źródłem rozmaitych wad u potomstwa.
Suka jest jak najczęściej kryta i ma rodzic szczeniaki. Gdy na drodze interwencji policyjnej nie zostanie uratowana wówczas gdy „się zużyje” zostaje wymieniona na „nowszy model”, lądując w schronisku, zabijana…. Pseudo hodowle to fabryki napędzane pieniędzmi od kupujących. Zysk takiego „hodowcy” okupiony jest wieloma cierpieniami zwierząt… dlatego nie kupuj bez metryki!
Pamiętaj że za darmo też możesz mieć rasowego psa! Jak? Otóż są fundacje zajmujące się pomocą psom określonych ras. Fundacje wyciągają zwierzęta ze schronisk, pseudo hodowli… leczą opiekują się i znajdują domy, przykłady: