W sobotę poszaleliśmy za Andrzejkowe. Kurwa na ryneczku. Co prawda starczyło na jakąś wędlinkę, brzuszek z łososia, pieczywo, mleczko i śmietankę od gospodarza, i ziemniaki. Bo już do ziemniaków musiałam kupić ja. Niby wypłata ma być w poniedziałek. Ahhh…
Dostałam ponownie tego samego amstaffa, którego miałam pod opieką dzień po śmierci Adama. Robert boi się psów tej rasy, bardzo przeżywał tę myśl, ale przy okazji pierwszego spacerku szybko przekonał się do psiny. Dla mnie to było coś wspaniałego gdy mogłam z nim troszkę pobiegać… mam nadzieję, że moje marzenie się ziści, i w końcu sama stanę się właścicielką psa tej rasy…
Ahhh… tak bardzo mnie kusi by nie oddać go właścicielowi… dziś przed obiadkiem sama z przyjemnością poszłam z psem na spacerek. Zaczepiła mnie sąsiadka; z tekstami, że jak ja się nie boje przecież to są obce psy, dalej już nie słuchałam. Bo po co?!
Nie nie boję się psów, i kotów. Są bardziej przewidywalne niż ludzie, toteż bardziej obawiam się ludzi, zwłaszcza tych „przyjaznych”, niż zwierzęcia, które jest bezwarunkowo szczere ze mną, nie kłamie, nie muszę pytać, wystarczy, że spojrzę…
Robert w dalszym ciągu nie dał ani grosza. Nie wiem, czy coś po za nim samym go obchodzi. Był zaskoczony, gdy mu powiedziałam, że cześć opłat porobiłam, powiedział, ze myślał, że będę czekała na jego pieniądze. Brakuje mi na jeden rachunekL nie mam pomysłu jak zdobyć pieniądze, dalej rozsyłam aplikacje…
Robert, pieniędzy nie da tego jestem raczej pewna! W domu nie sprząta, prawie w ogóle. Do domu dawno nic nie przyniósł, więc w lodówce po za światłem nie ma nic – nie licząc resztek: mleka, musztardy, i jakiegoś sosu… chodź i to niedługo się skończy. Nie zamierzam niczego kupować do jedzenia, bo dlaczego ja mam go żywic?! Ja naprawdę nie mam pieniędzy. A on jako facet powinien się poczuć. Swoją drogą nie wiem jak mu nie wstyd, jako ukochany synuś mamusi iść do niej po pieniądze, i jedzenie zwłaszcza, że czternastego kwietnia będzie miał pięćdziesiąte pierwsze urodziny!
Tak więc Robert, nie płaci, jedzenia nie przynosi… nie sprząta. Ale pieniążki ma skoro ma zawsze co palić...
Za to się otworzył… wyznał mi, że jest chory półtorej roku temu wykryto u niego atrofię. („Atrofia (stgr. ἀτροφία atrophia), zanik, wiąd – stopniowe zmniejszanie się objętości komórki, tkanki, narządu lub części ciała. Wyróżnia się zanik fizjologiczny i patologiczny.” – źródło: wikipedia. Roberta podobno dopadły dwie:
- atrophia e compressione (np. w obrębie kości z powodu naczyń
- z odnerwienia, atrophia neurotrophica (np. mięśni, atrophia musculorum).
Mówił, że zostało mu rok, może pół roku życia. Poprosił mnie bym mu nigdy już więcej nie mówiła, że wygląda jak trup…
Jak leżeliśmy w łóżku poprosił o szklankę wody, mówił, że jest osłabiony…
Rano o 8 obudził mnie sms od Sylwii: „Hej! Proszę tylko nie pisz, że wczoraj Robert nie przyniósł Ci obiecanej kasy. Wiesz co o tym wszystkim bym sądziła… jednym słowem naiwność i głupota” zrobiło mi się tak potwornie głupio i wstyd… gdy wstałam zjadłam śniadanko, poszperałam po necie i zleciało… było po dwunastej gdy Robert wstał… żalił się że słabo się czuje, i czy ja wiem, że on nie powinien pracować? Powinien iść na rentę tylko, że z renty to by się nie utrzymał. Tja….
Żalił się, że słabo się czuje i boi się, że to kolejny etap choroby.
Dzwoniłam do koleżanki, pokładałyśmy się ze śmiechu… powiedziała mi że oby tak nie było, że jak będę mu kazała się wynosić to omdleje… bo mąż jej koleżanki, jak ona chciała od niego pieniądze lub się źle działo to mdlał… raz nawet wezwała pogotowie, ale w porę zauważyła, że on obserwuje jednym okiem… co za beka. Chodź gdyby mi Robert robił takie sceny to by to śmieszne specjalnie nie było.
Często spotkałam się z zarzutem wobec kobiet, że są materialistkami. Słowo „materialistka” jest określeniem pejoratywnym… ja jednak chciała bym sięgnąć do źródeł:
Wiele zachowań ludzkich ma swoje odpowiedniki w świecie zwierząt, na przykład
"Samice bezbłędnie wyczuwają przywódcę stada i właśnie z nim chcą mieć potomstwo. Zdarza się, że młody samiec tygodniami bezskutecznie próbuje zdobyć partnerkę. Gdy tylko wygrywa walkę z dotychczasowym przywódcą, samice natychmiast stają się wobec niego uległe, chociaż nie były świadkami jego zwycięskiej walki" - pisał etolog Konrad Lorenz.
Jak się to ma do zachowań ludzkich?
Ludzie majętni, wpływowi (etc) są postrzegani jako bardziej atrakcyjni, i odwrotnie sami czują się bardziej atrakcyjni. Tu działa prawo dziobania:
„Prawo dziobania, uzależnienie zachowań seksualnych od pozycji i stopnia atrakcyjności partnera. Jeśli ocena współpartnera jest wysoka, to (niezależnie od tego, czy oparta na przesłankach subiektywnych, czy obiektywnych) rośnie podporządkowanie, potrzeba akceptacji, gotowość zaspokajania potrzeb i upodobań seksualnych. Prawo dziobania jest prawidłowością etologiczną u ludzi i zwierząt poświadczoną badaniami zachowań jednostki w zbiorowości.” - pisze w Słowniku Encyklopedycznym Miłość i Seks Lew Starowicz.
U ludzi prawo dziobania można tłumaczyć potrzebą założenia gniazda, czy doboru genetycznego.
Co jeszcze wpływa na atrakcyjność, w kontekście prawa dziobania:
Niewątpliwie dobre miejsce daje atrakcyjność, aparycja, uroda. Wiele kobiet zrobiło kariery dzięki swojej urodzie, wdziękowi (podobnie jest z mężczyznami). Wysokie miejsce daje seksapil, sława, bogactwo, pozycja społeczna, dar uwodzicielski i związany z nim posmak sensacji. Mając możliwości porównania ars amandi danej kobiety w dotychczasowym i nowym związku dostrzega się kilka prawideł:
Jest bardziej otwarta na potrzeby i oczekiwania drugiej strony. Np.
We wcześniej relacji: wykluczała sex oralny, i trzymała się jednej pozycji.
W obecnej: zmienia pozycje, dopuszcza sex oralny, i jest otwarta na kolejne propozycje
We wcześniej relacji: postawa roszczeniowa, przy zachowaniu postawy biernej
W obecnej: diametralna zmiana, pod kątem partnera i jego oczekiwań. Często zmiana zaskakuje co jest komentowane: „bo on tak na mnie działa”
W miarę starania się o względy partnera zwiększa się intensywność reakcji…
Są sytuacje, gdy w „drodze na szczyt” dana osoba przechodzi, przez x związków. Bywa że w każdym z nich przyjmuje różne role np. osoba dominująca, pod wpływem partnera może być uległa, lub go zdominować.
poniedziałek, 6 lutego 2012
Dziś wieczorem albo jutro jest czas gdy wszystko się rozstrzygnie. Dziś rano Robert chciał poleżeć, w łóżku ze mną, chciał bym zrobiła mu (wiadomo co)… ale nic z tego, wiec poszedł do kibelka. Stwierdził, że taka jest męska natura, że czasem jest egoistą. Moim zdaniem, niczyje potrzeby nie powinny być pomijane!
Powiedziałam mu, że jeśli coś mu się nie podoba, coś chciałby zmienić niech o tym mówi. On, na to, że ja nie jestem głupia; odpowiedziałam, że nie jestem jasnowidzem.
Zrobiliśmy listę zakupów jakie ja jutro mam zrobić, gdy on będzie w pracy.
Powiedział mi, że ciężko mi będzie znaleźć faceta, bo nie znajdę takiego co będzie w domu sprzątał i jeszcze w swerze sexu facet lubi być zaspokajanym, i nie dawać nic w zamian.
Gdy wyszedł do pracy pocałował mnie w usta. Ten pocałunek przypominał mi pożegnania.
Od wczoraj kilkakrotnie przewinął się temat tego czy on ma przynieść swoje rzeczy do mnie. Ja za każdym razem go informowałam, że to wiąże się z tym, że będzie musiał płacić.
Gdy wyszedł sprawdziłam, gdzie jest jego siatka. Okazało się, że nie ma jej gdzie była, tylko blisko drzwi wejściowych, schowana, w niej dwa moje słoiki, a w nich odsypane trochę kawy w drugim cukier. Czyżby do pracy zapomniał?
W sypialni, nie było już jego czarnych spodni… „znalazłam je schowane pod moją kurtką niedaleko drzwi wejściowych, całkiem nie daleko siatki z kawą i cukrem…
Byłam u Bryla i zapytałam się o Roberta i jego stosunek do mnie. Powiedział, że ostatnio nie przychodzi do niego, a jak przyjdzie to pali co go denerwuje! I go częstuje, a on odzwyczaja się od palenia papierosów. Nic nie mówi na mój temat po za tym, że kiedyś powiedział, że bardzo się kochamy. Powiedział też że Robert kobiety traktuje na raz, a ze mną jest już długo…
Wrócił wczoraj od matki, przyniósł chleb, coś do chleba… takie naprawdę podstawowe rzeczy, oddał mi pieniądze za zakupy… ale na opłaty obiecał w poniedziałek wtorek… powiedział 600 – 700. umówiliśmy się tak, że do wtorku do godziny 11 jeśli pieniędzy nie będzie to dowidzenia!
O 19 poszliśmy futrzaka przewietrzyć, gdy wróciliśmy to przy herbatce zapytałam:
- to co będziemy w tym Wrocławiu robić? Gdzie się zatrzymamy – to pytanie chyba dla beki zadałam
- no w hotelu się zatrzymamy, trzeba będzie wejść w Internet i zobaczyć…
Kurwa! Gdyby on faktycznie chciał pojechać to lokum dawno było by zarezerwowane!
Myślę, że on dalej gra na zwłokę… najlepszy był jego przed wczorajszy tekst, że nigdy nie będzie w mojej sytuacji, bo z biednej rodziny nie jest i jak dobrze zagada to pieniądze dostanie.
Poczekam do tego wtorku, a jak dalej będzie ściemnił to oddam mu te jego rzeczy! Tak naprawdę po co mi pasożyt! W sumie prawie nic z niego nie ma!
Niedawno poszedł do pracy, czy w sprawie pracy, podobno kazali mu na 7 przyjść, i nie wie czy będą kazali mu zostać w pracy czy tylko na ustalenia…
Obiecał, że może uda mu się pieniądze pożyczyć i pojedziemy na targi ezoteryczne. On szuka jakiś publikacji na temat: „dzieci indygo”. Mnie interesują moje przyprawy, i oczywiście z ciekawości chcę popatrzeć to tam będzieJ
Ciekawe o której Robert wróci, i co załatwi…
Pobyt psiaka się przedłużył, więc coś na obiadek kupię. Znowu ćwiartki z kurczaka, bo tanie do tego kartofle…
Jak na razie leżę w łóżku z laptopem, jakaś nie wyspana jestem...
piątek, 3 lutego 2012
Kolejny dzień. Klimacik nie przyjemny oczywiście… on uważa, że ja na niego „jadę”, jak to określił, że dzisiaj jest „szósty dzień jechania na mnie” – wzdychając. A ja się wykańczam… nie mam kasy. Robert niby coś przynosi od mamy, jakieś zupy albo jakieś zakupy… czasem dostaje pieniądze… fajki i na fajki ma, to co przynosi jest cieniutkie, starcza na dzień może dwa… płakać mi się chce.
Dziś byliśmy na zakupach bo chciałam zupę zrobić, ma mi oddać kasę! – tak się umówiliśmy. Wiem, że powinnam chcieć od niego zdecydowanie więcej w końcu mieszka u mnie od 14 stycznia, a grosza od niego nie uświadczyłam!
Nie oczekuje że nie wiadomo co, ale kasa na opłaty skoro do cholery tutaj mieszka to jego zasranym obowiązkiem jest kasę na stół położyć! Nie wiem jak to rozegrać mądrze.
Bo tak dalej być nie może, że on cieplutko mieszka, czyściutkie wyprane ciuszki, ogląda moją kablówkę, śpi, ma sex, i tylko jakieś cieniutkie żarcie przyniesie. To zdecydowanie za mało!
Płakać mi się chce, jak kolejny raz łapię go na kłamstwie. On tylko obiecuje i ściemnia, nie robi kompletnie nic. Gra na zwłokę. Nie zapewnia niczego oprócz tych cienkich zakupów, i oczywiście obietnic z kosmosu: wycieczki kilkudniowej, i prezentu na walentynki za przeszło 200 pln. skoro jeszcze opłat nie ma porobionych bo nie wiem czy on myśli, że obietnicami cokolwiek opłaci?!
Jestem piekielnie wściekła na siebie, że dałam się kolejny raz tak w chuja zrobić………!!!!!!!!
Wiem, że muszę być twarda. W sumie rano miałam zacząć rozmowę o pieniądzach, ale samo się to stało przed chwilą.
Coś tam się bronił, ale stanęło na tym, że ma mi dać dzisiaj kasę. I, że czekam na nią.
Przykro mi, ale muszę być twarda! Ciężko mi…
W łóżku rozmawialiśmy… samo wyszło, zapytałam czy tylko nadaję się by mnie wykorzystywać? On, że zasługuję, ale jeśli się czuję wykorzystywana to on sobie pójdzie. Powiedział, że zdobędzie pieniądze. Przykro mi się zrobiło… najlepszy był tekst, o jedzeniu… że on jest „ na pół głodzie” żebym ja się najadła. No kurwa!!!!!
Ugotowaliśmy wczoraj wspólnie zupę, a dziś rano widzę, że mało co z niej zostało…
Dziś rano miło nie było… wstał około nie wiem której a miał u pracodawcy być na 8. Jak rano o tym wspomniałam to prawie się wydarł, że sam sobie narzucił bo on jest do 15.
Później rozmawialiśmy na temat targów na które się wybieramy… tja… ciekawe…
Później zaczęliśmy się pieścić… całować, zrobiłam mu dobrze, niestety jak zwykle nie odwdzięczył się… po jak zawsze zimny…
Wyszliśmy razem, w pewnym momencie powiedział:
- dobra to ja lecę, mam półtorej godziny na załatwienie wszystkiego
- bez 1 000 złotych nie wracaj – powiedziałam zimno
- ooo… wysokie wyzwanie mi postawiłaś – niemalże uciekając
- ja mówię poważnie – powiedziałam głośniejszym tonem by słyszał mnie z tyłu.
W odpowiedzi pokiwał głową…
Później widziałam jak patrzy za mną czekając na światłach. Przykro mi, że to jest taki typ, który do niczego się nie poczuwa. Muszę coś z tym zrobić!!!!
wrócił, bez kasy bez niczego, obiecał, że jeszcze pójdzie załatwić max 500. zdrzemnął się zjadł zupę, i poszedł. Wziął reklamówkę, wiec ciekawe co przyniesie.... heh...
Pisał, dzwonił… w końcu wpuściłam gada. Głupota? Nie. Chęć wyżycia się, wyładowania złości i frustracji. Od wejścia przywitałam go strasznymi słowami, które wiem, że go ranią. Znosił w spokoju, a ja dalej się wyżywałam psychicznie fizycznie…
Później puściłam mu muzykę:
Gdy właścicielka przyszła po setery Robert płakał, przeżywał… chyba się przywiązał… zrobiliśmy ciasto. Fajnie robić coś wspólnie…dla mnie to takie nowe…
Lubię poranki zaczynające się od sexu w pół śnie… ocieraniu się o siebie…
Wczoraj zaczął trochę sprzątać, później poszliśmy do lidla, przyszłam specjalnie na ten tydzień kuchni azjatyckiej po ukochany sos barbecue… ale niestety nie uświadczyłam go. Kurwa, był taki zajebisty a teraz co? Koniec skończyło się, pozostawiając dobre wspomnienia… nie no mam jeszcze w domu jakąś końcóweczkę, może styknie na ostatni raz… może gdzieś jeszcze dostanę podobny sos… mam przyprawę, ajjjj….
Kupiłam jakiś makaron do spaghetti, sok, i wafelki moje ulubione waniliowe i te ciemne mniam mniam. Poszliśmy do marketu, bo chciałam wykorzystać moją zniżkę w yves rocher. Po części spożywczej kręciliśmy się, zagadywałam go o pierdołach... szukałam sosu, lecz jakoś nie znalazłam…dziwne.
- miałaś kupić majonez – przypomniał Robert
- ty kupisz! – odparłam spojrzawszy groźnie.
Jak szukaliśmy sosu chciałam chodź ćwiartki z kurczaka kupić, ale z drugiej kurwa strony dlaczego ja cały czas mam kupować żarcie! To on powinien mi coś kupić, zabrać gdzieś no kurwa w końcu jest facetem! A nie, ze sobie mieszka korzysta z wszystkiego, na nic kompletnie nie daje, nie dokłada się ani groszem i ja mam jeszcze gnoja kurwa żywic!!!!!!!!!!! Z czego do cholery!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Kupiłam ogórki w słoiku, i podeszliśmy do kasy.
- to myśmy tu tylko po ogórki przyszliśmy? – zapytał
Tak mnie wkurwił, że nie pamiętam swojej reakcji. Jak zapłaciłam poszłam ze zniżki skorzystać, bo żel do twarzy mi się kończy. Wypryskałam Roberta zapachem, którym bym chciała by pachniał. Szczerze powiedziawszy chciałam mu kupić żel o tym zapachu, ale jak się zorientowałam, że on jest jaki jest. To stwierdziłam, ze nie warto!
W drodze do domu przyznał mi się, że od nowego roku przepił ze Zbrylem około 2 000. taka wściekłość, żal i gorycz mnie wypełniły, poczułam się nic nie warta, żadnych uczuć, że na nic nie zasługuję, że jestem tylko by mnie wykorzystać… tak się zdenerwowałam, że serce waliło mi, nie mogłam tchu złapać musiałam się odwrócić i się uspokoić.
W domu Robert chciał odpalić telewizor od Zbryla, ale okazało się, że kolega wcisnął nam bubla. Poszłam więc do Bryla, otworzył mi w koszulinie i na gaciach. Dobrze, że nie nagi…
- czy mogę Cię zaprosić? – zapytałam
- na sex – padła automatyczna odpowiedź
- nie, na kawę i ciastko – wyjaśniłam uprzejmie
- a to mnie nie interesuje teraz się ide kąpać, i idę spać.
Gdy to powiedziałam Robertowi zadziwił się, że Bryl składał mi takie propozycje!
- przecież, on mówił, że ty go nie interesujesz – w jego głosie wyczułam, że poczuł się oszukany przez kolegę.
Ja się dziwię, ze przy inteligencji Roberta nie widzi jaki jest jego koleżka….
Drugi telewizor od Bryla okazał się działającym…
Była pani z fundacji przedłużyć pobyt kotki…w końcujakaś kasa wpadła. Szczerze powiedziawszy nie wiem co z tym wszystkim zrobić.
Środa:
Poranek rozpoczął się jak zwykle seksem, przytuleni leżeliśmy jeszcze trochę...
Poszedł zrobić kawę dla mnie herbatka… miłe chodź tutaj trochę kwestia wychowania…
Gdy przysnął – jest przeziębiony zaczęłam notkę…
Poszedł jakieś pieniążki załatwić od mamy (?), przyniósł trochę od niej jedzenia i zakupy…posiedział chwilkę i poszedł dalej coś załatwić. Miał coś z pracą załatwić. Mam nadzieje, że mu się uda. Płakać mi się chce…