Chodź dalej kaszlę, mam chrypkę to już katar przeszedł, idzie ku zdrowotności. Wczoraj wieczorkiem zmobilizowałam się do prania mojej szacownej wykładziny w holu i bierzniczka w pokoju. Nienawidzę tych rzeczy no ale w takim przypadku należy to zrobić filozoficznie: czyli po prostu zrobić. I spokój. Do całego prania użyłam pasty kupionej w niemieckiej chemii. Przyzwyczajona do vanischa zaskoczona byłam jak ta niemiecka pasta się pieniła, jakież to wydajne, gdybym wiedziała to bym zaczęła od kanapy i foteli… gdy usiadłam w fotelu zobaczyłam że ktoś dzwonił. Oddzwoniłam, bo tak kultura nakazuje. Okazało się, że klient, chce na święta jamniczkę zostawić. Dowiedziałam się że mam konkurencje większą niż myślałam… weszłam w neta poszperałam i wyszło, że się kurwa wylęgło jak grzyby po deszczu. Wkurwiłam się nieco, zwłaszcza, że koło mojej kuzyneczki kochanej (nie pamiętam jej numeru domku ale to jej ulica) nowy hotelik się ogłasza. Mimo, że mam tą przewagę, że mnie już bardziej znają mam stałych klientów, ale konkurencja jak widać co raz większa…. I to mnie niepokoi. Trzeba będzie coraz więcej ogłoszeń poodświeżać… kurde jakie to monotonne, i żmudne. Wiem, że są akie programy, do takich rzeczy tylko kasę to kosztuje… ale jak by to powiedzieć należy podejść do tego filozoficznie…
Co do szukania pracy stale dalej wysyłam cvki ale dzwonić po zakładach nie mogę ani łazić, bo słychać po moim głosie… ale może jeszcze kilka dni...
środa, 16 listopada 2011
poniedziałek, 14 listopada 2011
bo wcale nie jest dobrze!
Tak jak wspomniałam wcześniej z moją rodzinką jedynie mogę stracić, bo zyskać to już na pewno nie.
Jestem chora, głowa jak globus, w dodatku pęka, rano nie mogłam się podnieść, zwlec się z łoża nie mogłam… katar mnie rozsadza, ból głowy, koszmar jakiś, jeszcze ten ból gardła…
Ide na spacerek z sunią, a tu dobiega mnie głos znajomy… to przyjaciółeczka mojej kuzynki, siostry r@. Zapytała co tam u mnie i wyszło, ze hoteluje tę suni.
- o! to może i ja zajęła bym się tym… - ucieszyła się podekscytowana.
- no coś ty! Będziesz mi konkurencje robiła?!
- daj spokój w (tu nazwa miasta sąsiedniego)??
Zasępiłam się, poczułam niezręcznie, bo nie zamierzam wspomgac w jakikolwiek sposób konkurencji…
- no weź mi powiedz! – drążyła- do anonsów dać ogłoszenie: „zaopiekuje się psem” tak?
- tak tak, no tam gdzie masz ogłoszenia. – wysiadłam niechętnie.
Wkurwia mnie takie coś?! Widzi, że człowiek z tego żyje to jeszcze od niego oczekuje, że będzie wspierał konkurenta. Co za tupet!
- no ale skąd wzięłaś natchnienie ku temu? – spytała
- z miłości do zwierząt
Dalej usiłowała drążyć… nieusatysfakcjonowana brakiem odpowiedzi. Gdy już się pożegnałyśmy czułam swoistą złość na r@, że mimo moich próśb powiedział to czego mówić nie miał, zwłaszcza, że prosiłam go o to. Potwierdziło się to co wiedziałam: z moją rodzinką jedynie mogę stracić, bo na czym jak na czym ale na tych kontaktach dobrze nie wyjdę, nie ma takiej możliwości.
Jestem tak chora, że ciężko mi się ruszać, wściekła jestem na te całą sytuacje: chora, nie ubezpieczona, i bezrobotna…
Kurde przez to zdrowie mam ograniczone pole manewru w szukaniu pracy! Trzeba się z tego podnieść i to jak najszybciej!
Jestem chora, głowa jak globus, w dodatku pęka, rano nie mogłam się podnieść, zwlec się z łoża nie mogłam… katar mnie rozsadza, ból głowy, koszmar jakiś, jeszcze ten ból gardła…
Ide na spacerek z sunią, a tu dobiega mnie głos znajomy… to przyjaciółeczka mojej kuzynki, siostry r@. Zapytała co tam u mnie i wyszło, ze hoteluje tę suni.
- o! to może i ja zajęła bym się tym… - ucieszyła się podekscytowana.
- no coś ty! Będziesz mi konkurencje robiła?!
- daj spokój w (tu nazwa miasta sąsiedniego)??
Zasępiłam się, poczułam niezręcznie, bo nie zamierzam wspomgac w jakikolwiek sposób konkurencji…
- no weź mi powiedz! – drążyła- do anonsów dać ogłoszenie: „zaopiekuje się psem” tak?
- tak tak, no tam gdzie masz ogłoszenia. – wysiadłam niechętnie.
Wkurwia mnie takie coś?! Widzi, że człowiek z tego żyje to jeszcze od niego oczekuje, że będzie wspierał konkurenta. Co za tupet!
- no ale skąd wzięłaś natchnienie ku temu? – spytała
- z miłości do zwierząt
Dalej usiłowała drążyć… nieusatysfakcjonowana brakiem odpowiedzi. Gdy już się pożegnałyśmy czułam swoistą złość na r@, że mimo moich próśb powiedział to czego mówić nie miał, zwłaszcza, że prosiłam go o to. Potwierdziło się to co wiedziałam: z moją rodzinką jedynie mogę stracić, bo na czym jak na czym ale na tych kontaktach dobrze nie wyjdę, nie ma takiej możliwości.
Jestem tak chora, że ciężko mi się ruszać, wściekła jestem na te całą sytuacje: chora, nie ubezpieczona, i bezrobotna…
Kurde przez to zdrowie mam ograniczone pole manewru w szukaniu pracy! Trzeba się z tego podnieść i to jak najszybciej!
niedziela, 13 listopada 2011
dobre bo... niemieckie
- dodaję vanisch do każdego prania – przekonuje kobieta w reklamie odplamiacza. Myślę sobie, że ja nie muszę stosować żadnych wspomagaczy, bo mój proszek sam poradzi sobie z tym. A stosuję proszek niemiecki, wystarczy na dłużej, ładniej pachnie, lepiej pierze…. Po praniu lubię ten Świerzy zapach proszku, ale i płynu do płukania, który sprawi, że rzeczy będą mięciutkie i pięknie intensywnie pachniały, nie tylko po wyjęciu z pralki, podczas suszenia ale także gdy będą w szafie. Mojego niemieckiego proszku nie produkują na polski rynek, ale jeden z płynów do pukania tak. A więc dlaczego wolę „niemiecki”?? lepiej i intensywniej pachnie, i na dłużej starczy.
Ale czy to tylko moje zdanie??
„Mając skalę porównawczą miedzy chemią gospodarczą i kosmetykami z Polski i zagranicy, postanowiłam postawić na ta drugą. Gołym okiem widzę, że polska chemia (i nie tylko) jest normalnie chrzczona. Np. Persil- proszek niemiecki a polski, to niebo a ziemia. To samo się tyczy szamponów i innych produktów. Dlatego też chyba zacznę kupować na Allegro. (…) Głównie chodzi mi o proszki do prania, płyny do płukania, środki do mycia naczyń, środki do czystości, zapachowe. No wszystko, co się przydaje w domu. (…)” – pisze forumowiczka z netkobiety.pl Sandula dodaje:
„Proszki produkowane przez znane zagraniczne firmy na polski rynek są niestety całkiem inne niż te produkowane na rynek zachodni (…). Zresztą wystarczy rzucić okiem na tłumaczenia ( najczęściej z tyłu produktu, gdzie tłumaczony jest skład i sposób użytkowania) do jakich krajów idzie dany produkt: zauważcie, że jesteśmy najczęściej w „pakiecie” z Słowacją, Czechami czy Węgrami – wniosek z tego prosty to co idzie na Europę Środkowo –Wschodnią jest gorszej jakości (…) Niemcy, Francja czy Anglia najczęściej są razem w „pakiecie” i ten sam produkt który idzie na te kraje jest zupełnie inny bo w tych krajach jest dużo większa świadomość konsumentów i nikt sobie na żadne oszustwa nie może pozwolić! Niech by tylko jakiś Niemiec poczuł się oszukany – taki producent z miejsca by stracił renomę i wylądował przed sadem. A my jak te baranki kupujemy co dają, płacąc często te same, albo większe pieniądze. Smutne!”
Z tego wniosek, że kierujemy się względami ekonomicznymi jak cena, czy wydajność oraz zapach.
„dwa lata temu ostatnio robiliśmy badania, wszystkie kraje członkowskie UE, robiły, złożyły się na te badania, i testowaliśmy różne proszki z każdego kraju, który należy do UE i wynika i wynika z tego, że proszki niemieckie są lepsze od polskich. (..) Mają przyjemniejszy zapach, mniej ostry. Polskie proszki przepraszam za wyrażenie: śmierdzą. Niemieckie są tańsze: w Niemczech używa się 75g proszku na pranie, a w Polsce 100. nie niszczą tkanin.” – Mówi pan Piotr Koluch z firmy: „PRO – TEST” zajmującej się testami.
- absolutnie nie mogę się z tym zgodzić, gdyż proszki z założenia będą prały w bardzo zbliżony sposób. Zarówno te które są na rynku Polskim jak i Niemieckim, będą prały bardzo efektywnie. Ja myślę, ze jest to jeszcze troszkę relikt komunizmu, że przez wiele wiele lat byliśmy świadomi, że nasze Polskie jest gorsze niż zachodnie. Natomiast teraz rynek się zmienił odkąd weszliśmy do Unii Europejskiej. Bardzo często jest to jeden rynek, jedne regulacje, jedno prawo, które obowiązuje tak naprawdę które obowiązuje polskie i niemieckie proszki” Twierdzi Pani Anna Oborska z Polskiego Stowarzyszenia Producentów Kosmetyków i Środków Czystości.
Ale co z produktami ogólno rozpoznawalnych marek, które są produkowane w różnych częściach Europy??
„dla mnie generalnie jest to nie zrozumiałe, że Persie albo Ariel dostępny w Polsce jest inny do tego samego który jest dostępny za granicą. Po pierwsze, proszki w Niemczech są tańsze, dlaczego my Polacy którzy zarabiamy mniej, mamy więcej płacić za chemię?! Po za tym cała chemia gospodarcza jest w Niemczech tańsza niż w Polsce.” – przekonuje Pan Piotr
- producent musi dać konsumentowi, jak najlepszy produkt, jeżeli tego nie zrobi; zrobi to jego konkurencja. Przecież to jest prawo rynku. Każdy naród ma jakieś swoje preferencje. Każdy naród, społeczeństwo stanowi jakiś rynek. Każdy człowiek ma swoje preferencje(...)” – polemizuje Pani Anna
- A ja jestem Polakiem i dla mnie polskie proszki śmierdzą! Ja wiozłem polskie proszki do laboratorium kilka tysięcy kilometrów: samochód mi zaśmiardł totalnie! Musiałem go po pół roku sprzedać, nie mogłem tego wywietrzyć! Byłem bardzo zdziwiony jak bardzo pachną. – argumentuje Pan Piotr.
Jeśli o mnie chodzi używam proszku do prania i płynu do płukania, kieruję się tymi samymi względami, co każdy: jak pierze, zapach, wydajność, chodź to pierwsze przede wszystkim. Aczkolwiek nasz polski Fairy naprawdę spełnia moje oczekiwania, wcześniej miałam niemiecką akute, ale odkąd Fairy mi podpasywał nie szukam niczego innego, no chyba, ze się popsuje.
Miałam niemiecki Domestos, i szczerze powiedziawszy nie zauważyłam różnicy. W sobotę kupiłam jakąś pastę do dywanów i wykładzin, więc mam nadzieje, że będzie lepszy niż vanisch, a jak nie to poszukam czegoś innego. Tak właśnie wygląda prosty test, myślę, że każdy użytkownik danego dobra może dla porównania nabyć polskie i niemieckie i samemu wywnioskować co tak naprawdę jest dobre dla niego. Gdyż to co jest dobre dla mnie nie koniecznie musi odpowiadać komuś innemu. Gdyż różnimy się nie tyle pod względem preferencji, ale i reakcje organizmu są różne.
To już teraz nie są czasy gdy samemu się woziło lub było uzależnionym od kogoś kto z zagranicy przywiezie. Niemieckie produkty dostępne są dostępne na ryneczkach bazarkach...
Ale czy to tylko moje zdanie??
„Mając skalę porównawczą miedzy chemią gospodarczą i kosmetykami z Polski i zagranicy, postanowiłam postawić na ta drugą. Gołym okiem widzę, że polska chemia (i nie tylko) jest normalnie chrzczona. Np. Persil- proszek niemiecki a polski, to niebo a ziemia. To samo się tyczy szamponów i innych produktów. Dlatego też chyba zacznę kupować na Allegro. (…) Głównie chodzi mi o proszki do prania, płyny do płukania, środki do mycia naczyń, środki do czystości, zapachowe. No wszystko, co się przydaje w domu. (…)” – pisze forumowiczka z netkobiety.pl Sandula dodaje:
„Proszki produkowane przez znane zagraniczne firmy na polski rynek są niestety całkiem inne niż te produkowane na rynek zachodni (…). Zresztą wystarczy rzucić okiem na tłumaczenia ( najczęściej z tyłu produktu, gdzie tłumaczony jest skład i sposób użytkowania) do jakich krajów idzie dany produkt: zauważcie, że jesteśmy najczęściej w „pakiecie” z Słowacją, Czechami czy Węgrami – wniosek z tego prosty to co idzie na Europę Środkowo –Wschodnią jest gorszej jakości (…) Niemcy, Francja czy Anglia najczęściej są razem w „pakiecie” i ten sam produkt który idzie na te kraje jest zupełnie inny bo w tych krajach jest dużo większa świadomość konsumentów i nikt sobie na żadne oszustwa nie może pozwolić! Niech by tylko jakiś Niemiec poczuł się oszukany – taki producent z miejsca by stracił renomę i wylądował przed sadem. A my jak te baranki kupujemy co dają, płacąc często te same, albo większe pieniądze. Smutne!”
Z tego wniosek, że kierujemy się względami ekonomicznymi jak cena, czy wydajność oraz zapach.
„dwa lata temu ostatnio robiliśmy badania, wszystkie kraje członkowskie UE, robiły, złożyły się na te badania, i testowaliśmy różne proszki z każdego kraju, który należy do UE i wynika i wynika z tego, że proszki niemieckie są lepsze od polskich. (..) Mają przyjemniejszy zapach, mniej ostry. Polskie proszki przepraszam za wyrażenie: śmierdzą. Niemieckie są tańsze: w Niemczech używa się 75g proszku na pranie, a w Polsce 100. nie niszczą tkanin.” – Mówi pan Piotr Koluch z firmy: „PRO – TEST” zajmującej się testami.
- absolutnie nie mogę się z tym zgodzić, gdyż proszki z założenia będą prały w bardzo zbliżony sposób. Zarówno te które są na rynku Polskim jak i Niemieckim, będą prały bardzo efektywnie. Ja myślę, ze jest to jeszcze troszkę relikt komunizmu, że przez wiele wiele lat byliśmy świadomi, że nasze Polskie jest gorsze niż zachodnie. Natomiast teraz rynek się zmienił odkąd weszliśmy do Unii Europejskiej. Bardzo często jest to jeden rynek, jedne regulacje, jedno prawo, które obowiązuje tak naprawdę które obowiązuje polskie i niemieckie proszki” Twierdzi Pani Anna Oborska z Polskiego Stowarzyszenia Producentów Kosmetyków i Środków Czystości.
Ale co z produktami ogólno rozpoznawalnych marek, które są produkowane w różnych częściach Europy??
„dla mnie generalnie jest to nie zrozumiałe, że Persie albo Ariel dostępny w Polsce jest inny do tego samego który jest dostępny za granicą. Po pierwsze, proszki w Niemczech są tańsze, dlaczego my Polacy którzy zarabiamy mniej, mamy więcej płacić za chemię?! Po za tym cała chemia gospodarcza jest w Niemczech tańsza niż w Polsce.” – przekonuje Pan Piotr
- producent musi dać konsumentowi, jak najlepszy produkt, jeżeli tego nie zrobi; zrobi to jego konkurencja. Przecież to jest prawo rynku. Każdy naród ma jakieś swoje preferencje. Każdy naród, społeczeństwo stanowi jakiś rynek. Każdy człowiek ma swoje preferencje(...)” – polemizuje Pani Anna
- A ja jestem Polakiem i dla mnie polskie proszki śmierdzą! Ja wiozłem polskie proszki do laboratorium kilka tysięcy kilometrów: samochód mi zaśmiardł totalnie! Musiałem go po pół roku sprzedać, nie mogłem tego wywietrzyć! Byłem bardzo zdziwiony jak bardzo pachną. – argumentuje Pan Piotr.
Jeśli o mnie chodzi używam proszku do prania i płynu do płukania, kieruję się tymi samymi względami, co każdy: jak pierze, zapach, wydajność, chodź to pierwsze przede wszystkim. Aczkolwiek nasz polski Fairy naprawdę spełnia moje oczekiwania, wcześniej miałam niemiecką akute, ale odkąd Fairy mi podpasywał nie szukam niczego innego, no chyba, ze się popsuje.
Miałam niemiecki Domestos, i szczerze powiedziawszy nie zauważyłam różnicy. W sobotę kupiłam jakąś pastę do dywanów i wykładzin, więc mam nadzieje, że będzie lepszy niż vanisch, a jak nie to poszukam czegoś innego. Tak właśnie wygląda prosty test, myślę, że każdy użytkownik danego dobra może dla porównania nabyć polskie i niemieckie i samemu wywnioskować co tak naprawdę jest dobre dla niego. Gdyż to co jest dobre dla mnie nie koniecznie musi odpowiadać komuś innemu. Gdyż różnimy się nie tyle pod względem preferencji, ale i reakcje organizmu są różne.
To już teraz nie są czasy gdy samemu się woziło lub było uzależnionym od kogoś kto z zagranicy przywiezie. Niemieckie produkty dostępne są dostępne na ryneczkach bazarkach...
czwartek, 10 listopada 2011
Wszystko jest w rękach człowieka, a on pozwala zdmuchnąć sobie wszystko sprzed nosa, jedynie i wyłącznie z tchórzostwa... - Fiodor Dostojewski Zbrodnia i kara
Rano zadzwoniła do mnie właścicielka spanielki, umówiłyśmy się, że pies będzie od dziś do poniedziałku. Jak wracałam z pracy zadzwoniła z zapytaniem o płatność odpowiedziałam, że z góry jest płatne, a ona, że mi przeleje. A potwierdzenie przelewu na maila dostanę.
W domu dostałam jakieś dane dyspozycje przelewu. Ogólnie się na tym nie znam ale żadnego numeru operacji ani nic na tym nie było. Dziwne. W każdym razie już czuję się oszukana. Dziwna ta cała sprawa z tą całą dyspozycją…
Dostałam zaproszenie na kawę od członka jednego portali randkowych. Chciał się na dziś umówić, ja mu napisałam że myślałam o dniu jutrzejszym, a on podał mi adres i zapytał o której będę. Nie odpisałam. A on, żebym dała znać. To mu odpisałam, że nie skorzystam z jego propozycji i życzę mu powodzenia. Kurwa, czy nie ma już normalnych facetów, głupiej choćby kawy w kawiarni na zapoznanie do cholery! Czegokolwiek… tylko wyro….. czy może ja tylko na takich trafiam…
I stało się! Przyszłam do pracy dałam z siebie wszystko, chyba. Jak o 14 kazała iść do domu to ja i jeszcze jedna osoba zostałyśmy. Z tym, że to do mnie podeszła i powiedziała, że to mój ostatni dzień. To jakieś kpiny!! Ustne zwolnienie, nic do podpisu, żadnych papierów, normalnie jakbym na czarno była albo, nie no brak słów! Płakać mi się chce. gdzie iść co dalej?! Kurwa tak się starałam… po co?
W domu dostałam jakieś dane dyspozycje przelewu. Ogólnie się na tym nie znam ale żadnego numeru operacji ani nic na tym nie było. Dziwne. W każdym razie już czuję się oszukana. Dziwna ta cała sprawa z tą całą dyspozycją…
Dostałam zaproszenie na kawę od członka jednego portali randkowych. Chciał się na dziś umówić, ja mu napisałam że myślałam o dniu jutrzejszym, a on podał mi adres i zapytał o której będę. Nie odpisałam. A on, żebym dała znać. To mu odpisałam, że nie skorzystam z jego propozycji i życzę mu powodzenia. Kurwa, czy nie ma już normalnych facetów, głupiej choćby kawy w kawiarni na zapoznanie do cholery! Czegokolwiek… tylko wyro….. czy może ja tylko na takich trafiam…
I stało się! Przyszłam do pracy dałam z siebie wszystko, chyba. Jak o 14 kazała iść do domu to ja i jeszcze jedna osoba zostałyśmy. Z tym, że to do mnie podeszła i powiedziała, że to mój ostatni dzień. To jakieś kpiny!! Ustne zwolnienie, nic do podpisu, żadnych papierów, normalnie jakbym na czarno była albo, nie no brak słów! Płakać mi się chce. gdzie iść co dalej?! Kurwa tak się starałam… po co?
środa, 9 listopada 2011
żółw
jestem powolniakiem, wiele rzeczy większość ludzi robi szybciej ode mnie. U mnie w pracy na miejscu jestem jedna z pierwszych a wychodzę jako prawie ostatnia. Staram się. Może dzięki temu ominęła mnie fala zwolnień. Wczoraj zwolnili ludzi… dziś przyszli nowi. Dobrze, że się trzymam. Jak na razie. Mam stres, chodzę naładowana i zestresowana. Swoją drogą robie swoje, staram się ale z drugiej buszuje po necie w poszukiwaniu pracy. My kobiety już chyba takie jesteśmy, że robimy kilka rzeczy na raz… nawet pewna Pani do której dziś dzwoniłam przyznała mi się, że ona tutaj ze mną rozmawia ale i robi coś innego przy okazji, uśmiechnęłam się, bo i ja nie tylko z nią rozmawiałam.
Wczoraj porządnie wkurwiła mnie właścicielka kota: wymagania: osobny pokój dla kotka, jak się umawia to jedno przychodzi to drugie…. Kot nieco wkurwiający, w dodatku chyba nie przepada za właścicielką, z resztą jak mu taką karme daje, że kot przy jedzeniu tego świństwa miał odruchy wymiotne…
W poniedziałek między 16 a 17 miała pojawić się po kota, ja się ucieszyłam, że dezynfekcje zrobię, tym czasem ona dzwoni po dwudziestej że będzie około 24. ja niestety śpię żeby wstać do pracy. Zwłaszcza, że znając ją nie wiadomo o której by się pojawiła.
Wczoraj miała być około 17 pojawiła się około 20. Dała 50,- i ostentacyjnie poprosiła o wydanie reszty. Zagotowało się we mnie, usiłowała wymusić zniżkę, za niby moją niedyspozycje.
Druga sprawa że umyłam jej kuwetę dla kota, nie spodobało się, bo niby nie będzie teraz miała piasku dla niego, wiec jej nieco odsypałam. Zastanawiam się czy ona dalej będzie taka wkurwiająca?? W końcu zawsze moge jej następnym razem powiedzieć, że nie ma miejsca dla jej kota, niech szuka usługi, takich warunków w tej cenie.
Z dezynfekcją poczekam do piątku, potrzebuję przeprowadzić porządne sprzątanie.
Jeszcze jutro do pracy i weekend. Długi weekend...
Swoją drogą to mógłby się już jakiś fajny zwierzak pojawić, na przykład amstaff...
Wczoraj porządnie wkurwiła mnie właścicielka kota: wymagania: osobny pokój dla kotka, jak się umawia to jedno przychodzi to drugie…. Kot nieco wkurwiający, w dodatku chyba nie przepada za właścicielką, z resztą jak mu taką karme daje, że kot przy jedzeniu tego świństwa miał odruchy wymiotne…
W poniedziałek między 16 a 17 miała pojawić się po kota, ja się ucieszyłam, że dezynfekcje zrobię, tym czasem ona dzwoni po dwudziestej że będzie około 24. ja niestety śpię żeby wstać do pracy. Zwłaszcza, że znając ją nie wiadomo o której by się pojawiła.
Wczoraj miała być około 17 pojawiła się około 20. Dała 50,- i ostentacyjnie poprosiła o wydanie reszty. Zagotowało się we mnie, usiłowała wymusić zniżkę, za niby moją niedyspozycje.
Druga sprawa że umyłam jej kuwetę dla kota, nie spodobało się, bo niby nie będzie teraz miała piasku dla niego, wiec jej nieco odsypałam. Zastanawiam się czy ona dalej będzie taka wkurwiająca?? W końcu zawsze moge jej następnym razem powiedzieć, że nie ma miejsca dla jej kota, niech szuka usługi, takich warunków w tej cenie.
Z dezynfekcją poczekam do piątku, potrzebuję przeprowadzić porządne sprzątanie.
Jeszcze jutro do pracy i weekend. Długi weekend...
Swoją drogą to mógłby się już jakiś fajny zwierzak pojawić, na przykład amstaff...
poniedziałek, 7 listopada 2011
Nie szukaj nigdzie przyjaciół. Oni zawsze mają tyle do załatwienia. - Jarosław Iwaszkiewicz
W sobotę fajnie się stało, że koty mi się przedłużyły, z tej okazji zrobiłam sobie prezent: kupiłam sobie profesjonalny szampon do włosów.
byłyśmy z Sylwią na czymś w rodzaju wycieczki. Wszak godzina pociągiem to wycieczka. Pochodziłyśmy sobie po sklepach, i ten pokaz Philipiaka. Mnie kusiły noże, ale 1 400 czy nawet specjalne okazyjne 700 to zdecydowanie za dużo. Swoją drogą słyszałam, że nie od samych noży a od naostrzenia wszystko zależy. Kiedyś widziałam komplet za 50 pln, elegancki wyglądał naprawdę porządnie… w prezencie dostałyśmy książkę kucharską Karola Okrasy, i parasolkę. Parasolka porządna ale za duża do torebki i łatwo zgubić, no ja podczas powrotu do domu 2x byłam o włos od pozbycia się.
W niedzielę „pozbyłam się” 2 kotów. Kolejne dwa nie dały się złapać więc hotelowanie ich przedłużyło się, do dzisiaj. Przyszły dwie kobity i natrudziły się by złapać te dwa kociaki... masakra, współczuję łapać te koty.
Obecnie mam jednego na hotel dziś właścicielka ma się pojawić. I dalej czekam na następnego stwora. Na poprawę nastroju kupiłam siebie boczniaki, które usmażyłam sobie na masełku. Normalnie kocham grzybki…
Co do pracy czekam na czwartek, pewnie dostanę wyższy cel, w najlepszym wypadku. Dziś mieliśmy szkolenia, bardzo byle jakie, i mam poczucie, że nic z nich nie wyciągnęłam.
Cóż trzeba szukać dalej, a tu trzymać się zwijać, uwijać jak w ukropie i trzymać się, i nie dać!
byłyśmy z Sylwią na czymś w rodzaju wycieczki. Wszak godzina pociągiem to wycieczka. Pochodziłyśmy sobie po sklepach, i ten pokaz Philipiaka. Mnie kusiły noże, ale 1 400 czy nawet specjalne okazyjne 700 to zdecydowanie za dużo. Swoją drogą słyszałam, że nie od samych noży a od naostrzenia wszystko zależy. Kiedyś widziałam komplet za 50 pln, elegancki wyglądał naprawdę porządnie… w prezencie dostałyśmy książkę kucharską Karola Okrasy, i parasolkę. Parasolka porządna ale za duża do torebki i łatwo zgubić, no ja podczas powrotu do domu 2x byłam o włos od pozbycia się.
W niedzielę „pozbyłam się” 2 kotów. Kolejne dwa nie dały się złapać więc hotelowanie ich przedłużyło się, do dzisiaj. Przyszły dwie kobity i natrudziły się by złapać te dwa kociaki... masakra, współczuję łapać te koty.
Obecnie mam jednego na hotel dziś właścicielka ma się pojawić. I dalej czekam na następnego stwora. Na poprawę nastroju kupiłam siebie boczniaki, które usmażyłam sobie na masełku. Normalnie kocham grzybki…
Co do pracy czekam na czwartek, pewnie dostanę wyższy cel, w najlepszym wypadku. Dziś mieliśmy szkolenia, bardzo byle jakie, i mam poczucie, że nic z nich nie wyciągnęłam.
Cóż trzeba szukać dalej, a tu trzymać się zwijać, uwijać jak w ukropie i trzymać się, i nie dać!
sobota, 5 listopada 2011
na musiku
W środę po pracy pojechałam na grób Adama. Gdy wysiadłam z autobusu, mimo że rozmawiałam przez komórką z Sylwią, dorwały mnie nie przepracowane emocje. Myślałam, że w sporej mierze poradziłam sobie z tym, nic bardziej mylnego. Naiwna usiłowałam przyklepać licząc na błogie zapomnienie….tym czasem gdy wysiadłam z autobusu zderzyłam się z rzeczywistością. Zawroty głowy, obraz rozmazywał mi się przed oczami, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. To emocje, złości lęki i obawy dały o sobie znać.
Zakupiłam znicze dwa, i jako że nie dałam rady iść w pierwszej kolejności na grób Adama poszłam na grób zaprzyjaźnionego księdza. Uspokoiłam się przy owej mogile, zapaliłam znicz, i w zadumie oddałam się modlitwie. Tak, to był wspaniały człowiek na jego grobie zawsze jest mnóstwo zniczy i kwiatów.
Gdy szłam w poszukiwaniu grobu Adama zauważyłam panią z panem i jeszcze jedną panią towarzyszył im…. piesek, biały szpic; który w krótce zaczął załatwiać się na cmentarzu, ten absurd do potęgi nie wiem której podniósł mi ciśnienie, ale nie chciało mi się kłócić, chodź zszokował mnie owy widok…
Miałam problem ze znalezieniem mogiły ale moja własna chodź pokrętna logika mnie nie zawiodła. Ostatecznie poszukiwania uwieńczone zostały sukcesem! Gdyby nie znicz i doniczka jakiś fioletowych kwiatów nie wiedziała bym, ze tam jest ktoś pochowany dwa wbite w ziemię krzyże były mało widoczne. Przykre bo to już prawie rok jak leżą i ani tablicy ani nagrobka nic.
Przeniknął mnie smutek poczucie nicości, żal mi się zrobiło bo ten choćby najtańszy element kamienny z napisem się należy! Ale tylko jeden znicz i doniczka kwiatów, to nie wiele osób pamięta, oj nie wiele.
Smutek i przygnębienie towarzyszyło mi jeszcze długo… może i dalej jest przysypywane innymi problemami.
W czwartek miałam rozmowę z kierowniczką – wisi nade mną widmo zwolnienia z pracy, niby termin mam do czwartku. Oczywiście staram się ale zastanawiam się nad alternatywnym wyjściem. Cholera! Dlaczego stale musi być pod górkę?!
W piątek miała kobieta zabrać koty, ale na godzinę przed wizytą zadzwoniła z informacją, że z powodu zajęć prosi o przedłużenie pobytu o dzień jeden. A już się cieszyłam, że nie będą szalały po nocach. A tu zonk! Chodź kaska wpadła, a to niebywały plus.
Zrobiłam sobie małe zakupki do domku.
Aha w czwartek dostałam kolejnego kota to już szósty kot. A pamiętam jak śmiałam się z koleżanki która ma 4 koty. Teraz mam 6, fakt że nie moje ale na stanie są.
W piątek po pracy miałam takie połączenie, że musiałam się przesiąść, wiec korzystając z tej sposobności zawitałam do kilku sklepów po oliwkę z oliwek mięsko na obiad, banany… ogólnie pożywka, żadnych luksusów skromnie i bez szaleństw. Ale dobrze, że chociaż to jest.
Niby jest weekend, na zegarku po pierwszej w nocy. Koty śpią zwinięte w fotelu, inne pochowane, po kątach, jak to koty, ten jeden w moim pokoju co jest od czasu do czasu drapie w drzwi usiłując się wydostać. Frustruje menie ten kot bo jak wejdę to tylko warczy na mnie i prycha. Nie wiem dlaczego ale bardzo sfrustrowany ten kot, kiedyś był spokojniejszy a teraz jest taki agresywny, nie wiem dlaczego. Właścicielka mówiła, że złośliwy się zrobił. Może to dlatego że daje mu karmę której on nie lubi. Mówiąc to zaśmiała się.
Rozumiem ją, że nie chce by kot utył jeszcze bardziej, lub chce by schudł, ja to wszystko rozumiem tylko niech zmieni mu karmę, na mnie j kaloryczną naj lepiej dla kastratów. Z resztą kiedyś napomykałam jej o tym, ale właściciele mają to do siebie, że wiedzą lepiej, więcej czyli po prostu swoje. Ja powiedziałam raz i starczy, a że nie trafia to inna sprawa.
Uwielbiam brukselkę, i z tego powodu robie sobie ją podsmażaną z bułeczką tartą na kolacje. To sposób na szybką i co ważne zdrową kolacje, z tego co czytałam brukselka ma witaminy B1, B2, B6, C, E, K, sód, magnez, potas, mangan, wapń, cynk, miedź, karoten, jod, chlor, fosfor. Bogata jest także w kwasy foliowy i pantotenowy (witamina B5) oraz biotynę. Zalicza się do warzyw, które ze względu na swoje wartości odżywcze, są szczególnie polecane przez dietetyków. Nie żebym się odchudzała, ale zauważyłam, że odkąd zaczęłam jeść brukselkę na kolacje codziennie częściej biegam do toalety, rano jestem głodna jak wilk wiec wcinam kanapki, ale myślę, że dla optymalnego efektu powinnam je zamienić na coś mniej kalorycznego. Tak sobie pomyślałam, że jak bym jeszcze psa dostała to musiała bym z nim spacerować, tu już bym miała ruch wcześniejsze wstawanie, dietka, no no no efekty zapowiadały by się pozytywnie bardzo.
Tym czasem zasnąć nie mogę zmartwiona sytuacją z pracą związaną. Bo tak czy owak muszę znaleśc nową pracę bo tu ubezpieczenia nie mam, a z wypłatą to zastanawiam się co zrobić… bo takie grosze będą, że płakać się chce…
Zakupiłam znicze dwa, i jako że nie dałam rady iść w pierwszej kolejności na grób Adama poszłam na grób zaprzyjaźnionego księdza. Uspokoiłam się przy owej mogile, zapaliłam znicz, i w zadumie oddałam się modlitwie. Tak, to był wspaniały człowiek na jego grobie zawsze jest mnóstwo zniczy i kwiatów.
Gdy szłam w poszukiwaniu grobu Adama zauważyłam panią z panem i jeszcze jedną panią towarzyszył im…. piesek, biały szpic; który w krótce zaczął załatwiać się na cmentarzu, ten absurd do potęgi nie wiem której podniósł mi ciśnienie, ale nie chciało mi się kłócić, chodź zszokował mnie owy widok…
Miałam problem ze znalezieniem mogiły ale moja własna chodź pokrętna logika mnie nie zawiodła. Ostatecznie poszukiwania uwieńczone zostały sukcesem! Gdyby nie znicz i doniczka jakiś fioletowych kwiatów nie wiedziała bym, ze tam jest ktoś pochowany dwa wbite w ziemię krzyże były mało widoczne. Przykre bo to już prawie rok jak leżą i ani tablicy ani nagrobka nic.
Przeniknął mnie smutek poczucie nicości, żal mi się zrobiło bo ten choćby najtańszy element kamienny z napisem się należy! Ale tylko jeden znicz i doniczka kwiatów, to nie wiele osób pamięta, oj nie wiele.
Smutek i przygnębienie towarzyszyło mi jeszcze długo… może i dalej jest przysypywane innymi problemami.
W czwartek miałam rozmowę z kierowniczką – wisi nade mną widmo zwolnienia z pracy, niby termin mam do czwartku. Oczywiście staram się ale zastanawiam się nad alternatywnym wyjściem. Cholera! Dlaczego stale musi być pod górkę?!
W piątek miała kobieta zabrać koty, ale na godzinę przed wizytą zadzwoniła z informacją, że z powodu zajęć prosi o przedłużenie pobytu o dzień jeden. A już się cieszyłam, że nie będą szalały po nocach. A tu zonk! Chodź kaska wpadła, a to niebywały plus.
Zrobiłam sobie małe zakupki do domku.
Aha w czwartek dostałam kolejnego kota to już szósty kot. A pamiętam jak śmiałam się z koleżanki która ma 4 koty. Teraz mam 6, fakt że nie moje ale na stanie są.
W piątek po pracy miałam takie połączenie, że musiałam się przesiąść, wiec korzystając z tej sposobności zawitałam do kilku sklepów po oliwkę z oliwek mięsko na obiad, banany… ogólnie pożywka, żadnych luksusów skromnie i bez szaleństw. Ale dobrze, że chociaż to jest.
Niby jest weekend, na zegarku po pierwszej w nocy. Koty śpią zwinięte w fotelu, inne pochowane, po kątach, jak to koty, ten jeden w moim pokoju co jest od czasu do czasu drapie w drzwi usiłując się wydostać. Frustruje menie ten kot bo jak wejdę to tylko warczy na mnie i prycha. Nie wiem dlaczego ale bardzo sfrustrowany ten kot, kiedyś był spokojniejszy a teraz jest taki agresywny, nie wiem dlaczego. Właścicielka mówiła, że złośliwy się zrobił. Może to dlatego że daje mu karmę której on nie lubi. Mówiąc to zaśmiała się.
Rozumiem ją, że nie chce by kot utył jeszcze bardziej, lub chce by schudł, ja to wszystko rozumiem tylko niech zmieni mu karmę, na mnie j kaloryczną naj lepiej dla kastratów. Z resztą kiedyś napomykałam jej o tym, ale właściciele mają to do siebie, że wiedzą lepiej, więcej czyli po prostu swoje. Ja powiedziałam raz i starczy, a że nie trafia to inna sprawa.
Uwielbiam brukselkę, i z tego powodu robie sobie ją podsmażaną z bułeczką tartą na kolacje. To sposób na szybką i co ważne zdrową kolacje, z tego co czytałam brukselka ma witaminy B1, B2, B6, C, E, K, sód, magnez, potas, mangan, wapń, cynk, miedź, karoten, jod, chlor, fosfor. Bogata jest także w kwasy foliowy i pantotenowy (witamina B5) oraz biotynę. Zalicza się do warzyw, które ze względu na swoje wartości odżywcze, są szczególnie polecane przez dietetyków. Nie żebym się odchudzała, ale zauważyłam, że odkąd zaczęłam jeść brukselkę na kolacje codziennie częściej biegam do toalety, rano jestem głodna jak wilk wiec wcinam kanapki, ale myślę, że dla optymalnego efektu powinnam je zamienić na coś mniej kalorycznego. Tak sobie pomyślałam, że jak bym jeszcze psa dostała to musiała bym z nim spacerować, tu już bym miała ruch wcześniejsze wstawanie, dietka, no no no efekty zapowiadały by się pozytywnie bardzo.
Tym czasem zasnąć nie mogę zmartwiona sytuacją z pracą związaną. Bo tak czy owak muszę znaleśc nową pracę bo tu ubezpieczenia nie mam, a z wypłatą to zastanawiam się co zrobić… bo takie grosze będą, że płakać się chce…
Subskrybuj:
Posty (Atom)






