niedziela, 29 stycznia 2012

Dla 60 gram kiełbasy nie warto trzymać całego wieprza.


Rano miałam ochotę na sex ale Robert... Poczułam się strasznie. Pieszczoty nie wystarczają mi. Przytulanie wtulanie jest ok., ale do pewnego momentu. Rano wyprasował sobie uprane przeze mnie ciuchy. Nie była atmosfera zbyt miła…
Poszedł niby po zakupy, i miał około godziny wrócić… zadzwoniłam za dwie godziny mówił, że idzie po chleb. Mijały kolejne godziny… zadzwoniłam do Roberta, włączyła się poczta. Poszłam do Bryla, na całą parę leciała muzyka. Nikt mi nie otworzył. Nawet słyszałam głos Roberta… że to ja pukam. Spakowałam rzeczy Roberta, z zamiarem zaniesienia mu ich do Bryla. Ale rozwalił mi się telefon poszłam z psem w poszukiwaniu naprawy, ale wszystko było pozamykane. Gdy wróciłam Robert, nie wiem czy obserwował czy wyczuł… usłyszałam, swoje imię, to Robert, z zakupami. 0,40 żeberek, chleb i chyba z 2 kg ziemniaków. Powiedział, ze idzie po papierosy.
Ja poszłam do marketu w poszukiwaniu naprawy komórek. Niestety nie uświadczyłam, okazało się że od ponad roku nie ma już tego punktu. Poszłam do spożywczaka, kupiłam jakąś wędlinę, herbatę, paprykę czerwoną i czekoladę na nerwy skołatane. Dostałam smsa od córki Bryla: „powiedz swojemu facetowi, żeby spierdalał spod moich drzwi! Mój ojciec śpi a ja z nim nie będę siedzieć” kurwa co za wstyd – pomyślałam. Przy kasie zadzwonił Robert, żebym go wpuściła. Powiedziałam, że nie ma mnie w domu. Obiecał, że będzie czekał na klatce.
Siedział i faktycznie czekał jak pies pod drzwiami. Poczułam się taka bezradna… wpuściłam go do domu, zrobiłam sobie gorącą czekoladę. Usłyszałam pukanie do drzwi… policja.
Czy ja prowadzę nielegalne schronisko? Potem wynurzyli się mili na co dzień sąsiedzi. Zwłaszcza stary pierdziel obok co mieszka, stary pierdziel zaczął napierdalac że psy ujadają i jest naszczane i nasrane na klatce. Powiedziałam, że może raz było, to sprzątnęłam, ale to dawno było…
Po za tym powiedziałam i pokazałam policjantom gdzie i jak było nasikane… tyle psów w bloku i niby tylko moje sikają… kurwa nielegalne schronisko… dobre sobie…
W nocy były pieszczoty, rano sex. Podbrzusze mnie całe boli… gdy Robert poszedł po buty do kurczaka zrobiłam sobie jeszcze raz. Ale ból podbrzusza mnie nie opuszcza. Kurczak nie wpuścił Roberta…więc poszedł do Bryla. Musiałam wyjść z psami sama. Wzięłam dwa setery i poszłam. Wróciłam poszłam do Bryla gdzie siedział Robert przy piffku. Oświadczyłam mu, że to co mówiłam w domu o sprzątaniu, to jest prawda i że trzeba posprztac. W odpowiedzi Robert zapewniał mnie że na pewno, na bank, jak wrócę będzie sprzątał. Ok. poszłam do żabki kupiłam sobie batona, na smuteczki… wracam oczom moim ukazał się piękny widok:
Robert, Bryl i koleżka r^ piją, wódeczka na stole i impreza wre! Powiedziałam, Robertowi, że jak zaraz nie przyjdzie przyniosę mu jego rzeczy. Powiedział krótko: „dobrze”. Wróciłam do domu odpaliłam laptopa, i napisałam Robertowi eska: „5minut. Jak nie to przynoszę twoje rzeczy”. 5 minut minęło; zebrałam z powrotem jego rzeczy spakowałam ponownie do reklamówki, tej samej co wczoraj, i zaniosłam mu do Bryla. Siedzieli popijając sobie Bryl się śmiał, cieszył się, ja wręczyłam Robertowi jego rzeczy, podziękował, a ja z uśmiechem życzyłam im udanej zabawy.
Za jakąś godzinę telefon, Robert dzwonił z telefonu Bryla:
- jak się czujesz? – usłyszałam zatroskany głos Roberta
- bardzo dobrze! – zapewniłam
Później były jakieś zapewnienia, że mnie kocha i w ogóle. 5 minut później czyli 11.38 następny telefon. Nie odebrałam.
Rozmawiałam przez telefon z Tomkiem. Dostałam kolejne zadania do zrobienia. Muszę się za nie wziąć bo mi zaległości narosły!
O 14.03 zadzwonił Robert, z innego numeru, coś pierdolił, że tęskni, że kocha i że nie mogłam mu tego zrobić!
Milczałam. Zapewniał ze mnie kocha, usiłował znaleźć kontakt, ale ja nieugięcie milczałam. W końcu niepewnie rozłączył się. Z jednej strony szkoda, że tak wyszło, ale z drugiej strony każdy ma wytrzymałość!
Jasne były fajne chwile: pełne magii „dymki” na balkonie, minetka około 5 rano, po nieprzespanej nocy pełnej pieszczot przy muzyce Mozarta minetka... Miły sen dwojga wtulonych w siebie ludzi. Pyszne śniadanka, dobre obiadki z Robertem… ale to już było! 




piątek, 27 stycznia 2012

Pieniądze szczęścia nie dają ale bez nich nie da się żyć. Chyba, że jest się amiszem.

Wczoraj Robert miał iść do pracy na drugą zmianę, miał wziąć zaliczkę od szefa, dziś mieliśmy iść do markeciaka na zakupy gdyż po otwarciu lodówki niedługo będzie jedynie światło. Dlatego mieliśmy dziś iść na zakupy.
Wczoraj Robert miał wrócić około 23. wrócił około 1 w nocy. Najebany z butelką wina i roztopionymi lodami. Miałam ochotę mu przywalić tą butelką w ten poniemiecki sagan – jak na głowę zwykł mawiać mój ojciec. Nie wiedziałam co zrobić w tej sytuacji…
Rano zapytałam jak zaopatruje się na pójście po zakupy a on, że w ogóle się nie zaopatruje, bo w styczniu nie ma zaliczek, bo t miesiąc rozliczeniowy. Kurwa co za ściema. Udam głupią i poczekam do jutra bo niby ma pożyczyć mu ktoś… zapytałam jak on widzi jedzenie, bo nawet chleba nie mamy a co dopiero mówić tutaj o obiedzie. Stwierdził, że tyle na chleb i wędlinę będzie miał. I faktycznie razowy z cebula i wędlinka została przez Roberta zakupiona.
Dostałam dziś paczkę ze srteetcomu. Dostałam się do akcji kapsułek piorących Ariel. W ramach akcji dostałam opakowanie 16 mieszanych kapsułek do jasnych i ciemnych dla mnie i 16 próbek oraz książeczka i ulotki by podzielić się ze znajomymi. Dostałam kolejnego psa, sznaucera miniaturkę o wdzięcznej nazwie „kefir” słodki psiak. Wiem, że bez pomocy Roberta tych dwóch seterów nie dam rady wyprowadzić a co dopiero trójki…
Dobrze, że pieniążki wpadły…
Byłam dziś z Sylwią w Fantomie. Kurwa jak ja dawno nie byłam, ostatnio chyba jeszcze, za żywota Adama. Sauna oczyszczająca, parowa nawilżająca i dżakuzi… wyluzowane poszłyśmy na hamburgera, wiem, że zdrowo hahahah. Gdy włączyłam komórkę przyszła informacja, że Robert dzwonił. Później przyszedł sms: jak tam w wodzie. Później dzwonił kiedy w domu będę. Gdy skończyłyśmy buszować po sklepach wracałam do domu zadzwonił Robert, kiedy będę bo nie może się do domu dostać. Dobrze, że zjadłam z koleżanką na mieście, bo na pewno nie będę do domu kupowała! Dlaczego stale ja mam żarcie kupować! Niech Robert się poczuje! Dlatego nawet chleba nie kupowałam! Koniec jedzenia za moje!
Pijany, z Brylem i jeszcze jednym kolegą chlali… ciekawe skąd ma pieniądze, skoro mówi, ze nie ma… fajeczki były ale kolega mu ukradł… poszedł smutny spać. Prosił żebym mu na fajki pożyczyła. Dlaczego mam mu pożyczyć skoro czekam już na zwrot dychy za fajki… tak w ogóle co on sobie wyobraża, do cholery!
Pralka skończyła zaraz okaże się co warte te kapsułki. Normalnie bym ich nie kupiła bo używam niemieckiego proszku. Ale skoro tu za darmo dostałam trzeba wykorzystać.
Też jestem ciekawa jak Sylwii się spodobają. Oczywiście, że się podzieliłam.
To spotkanie z nią było mi potrzebne, fajnie spotkać się pogadać, pośmiać…



środa, 25 stycznia 2012

Egoista: dobry sobie. - Jerzy Bilewicz


Jest 11.05 Robert ma dzień wolny, zaczyna od poniedziałku, siedzę naga, a właściwie teraz leżę z drugiej strony łóżka, gdyż już nasyciłam wzrok jego ciałem. To z czego zdałam sobie sprawę to to, że ludzie dzielą się w jakimś psychologicznym aspekcie na dwie kategorie: ofiary i drapieżników. Chodź do tej teorii muszę wiele doprecyzować... wiem, że ja i Robert jesteśmy drapieżcami. Sycimy się sytuacjami, stanami emocjonalnymi słabszych. O tyle o ile on jest mistrzem o tyle ja mam wiele do nauczenia. Niczym małe lwiątko przy starszym wytrawnym drapieżcy… nie wiem czy ludzie rodzą się drapieżcami czy po prostu w odróżnieniu od zwierząt są przez życie zmuszeni grac tę rolę…
Poranny zapach kawy Roberta i moja herbatka już stoi, on krząta się… chyba się nie wyspał, mówi że nie jego pora.
Z jednej strony naprawdę dużo czasu spędzamy na tuleniu się do siebie, rozmowach, pieszczotach, generalnie wszystko prawie robimy razem. Poniekąd jest to miłe, aczkolwiek dla mnie jest to całkowicie nowe doświadczenie. Polubiłam wspólne pieczenie, ledwie kończy się jedno ciasto szukamy przepisu na drugie… tym razem planujemy coś po raz pierwszy upiec. Coś co będzie zagadką większą niż coś co jest znane.
Jestem mu taka wdzięczna, za to, że sprząta i zmywa, jeszcze potrafi jedzonko robić… uwielbiamy sobie dogadzać… w lodówce marynuje się cielęcina, i kurczak. Dowiedziałam się, ze Bryl  ten sąsiad któremu nosiłam jedzenie mówił, że to co robię jest dziwne, i że nie potrzebnie udziwniam. Zrobiło mi się przykro bo po pierwsze to moja sprawa jak dla siebie robię, a dwa że skoro dostaje za darmo to trochę nie ładnie narzekać… po za tym jeszcze jak Robert siedział u Bryla, jemu kupował żarcie i w ogóle, między innymi olej, którego mi kilka dni temu do cista zabrakło. Poszłam do Bryla bo mi brakło do ciasta, z ryjem i wielką łaską dał jeszcze zasłaniając się córką, bo sam jest taką… że córką straszy. Nie dość, że ja mu noszę, częstuję to on ma jeszcze pretensje… tym bardziej, że to nie on ani nie jego córka kupiła olej, tylko Robert. Smutne.
Dostałam dwa setery o wdzięcznych imionach: „prozac” i „kryzys”. Zajebiste! Byliśmy z nimi na spacerku, i powiem, szczerze, że nie wiem czy bez Roberta poradziłabym sobie z nimi...
Podobało mi się dziś w nocy… nie spaliśmy, tylko gadaliśmy pieściliśmy się, i oczywiście klimatyczne wychodzenie na balkon na fajkę. Mimo, że nie palę lubię tak dla klimatu z nim stać…
Około 6 rano spaghetti, i do spania:)
- zastanawiam się co będę czuła gdy znikniesz z mojego życia - zapytałam stojąc na balkonie
- Zniknę tylko wtedy gdy Ty będziesz tego chciała. - odpowiedział
pocałowałam go.



wtorek, 24 stycznia 2012

Moim zdaniem to niczego nie jestem pewien, jednak widok gwiazd sprawia, iż zaczynam marzyć. - Vincent van Gogh

Kręciłam się po domu do momentu gdy Robert napisał mi eska: „gdzie jesteś niedługo wracam? Kasa będzie w czwartek” trochę się wkurwiłam bo mieliśmy iść na zakupy, ale z drugiej strony przypomniało mi się, że obiecałam chleb kupić. Jakoś nie mogłam się przezwyciężyć, by wynurzyć się po ten chleb. Ale jednak poszłam, jak zawsze razowy z cebulą.
Spotkaliśmy się u Bryla. Bryl, hmmm jakby widać po nim, ze ma mi za złe to co dzieje się między mną a Robertem. Zastanawiam się co mu do tego… ja nie zazdrościłam mu gdy przychodziły do niego panienki, a ja byłam sama, nawet nie mogłam do niego wpaść bo był zajęty. Przynosiłam mu jedzenie, mimo, że on mnie za bardzo nie częstował. Teraz widzę, ze ma mnóstwo żalu do mnie. Co ja mu złego zrobiłam?! Od Roberta dowiedziałam się, że Bryl uważa, że ja mam nie wiadomo ile kasy. Doszłam do wniosku, że ta osoba nie życzyła, i nie życzy mi najlepiej. Smutne.
Dziś jak zawsze wstałam z Robertem by towarzyszyć mu w piciu porannej kawy; i zamknąć za nim drzwi, gdy wyjdzie do pracy. Dziwna coś wydaje mi się jego praca… niby miał na 8 iść… podczas wspólnych poranków puszczam muzykę, a dziś były to śmieszne filmiki, i… stwierdził, ze pójdzie na 10.
Gdy wrócił przyniósł swoje klapki, do chodzenia po domu. Podobno będzie miał drugą zmianę, będzie wychodził około 13 a wracał około 23. kurwa ciekawa jestem.
Dziś dzwoniła do mnie babka która miała mi dwa psy i kota zostawić, niestety wyjazd nie wypalił. Smutno mi.
Gdy „moja żona” czyli Robert wrócił odgrzał zupę, wspólny obiad, ja jednak miałam doła. Dalej mi jakoś smutno tak… teraz śpi w fotelu, czyżby i on się nie wysypiał ze mną?!
Jutro mam dostać dwa setery, o wdzięcznych imionach: „kryzys” i „prozac”. Ciekawe co to będzie, zawsze w domu weselej. Fakt, wolała bym te buldogi, w końcu są przodkami mojej ulubionej rasy…
Już w dzieciństwie pamiętam że sąsiad miał hodowlę buldogów angielskich, i ja tak bardzo chciałam miec choćby jednego z nich


poniedziałek, 23 stycznia 2012

lacrimosa

poniedziałek 8.28 słucham Disturbed - The Animal. Robert poszedł do pracy… ja leżę sama w łóżku, i zastanawiam się co dalej?
Wczoraj Robert poszedł po pieniądze. Zwykle zajmuje mu to godzinę, więc umyłam włosy gdy przyszedł przyniósł coś do jedzenia od mamy i szampana. Powiedział, że szampan to nagroda za dobry obiadek. Słuchaliśmy jak zawsze muzyki, żartowaliśmy.
Powtarza mi, że widzi mnie dużo lepiej niż ja siebie widzę i powinnam walczyć o siebie.
W końcu poszliśmy „spać” ale nie spaliśmy, pieszczoty, żarty rozmowa… pierwszy raz zrobiłam mu ręką… uwielbiam gdy się wygina i drży przed orgazmem… poszłam do łazienki, ale nie mogłam się wysikać, próbowałam ale czułam jakby jakaś niewidzialna bariera uniemożliwiała mi to.
Więc gdy wróciłam do łóżka zaczęłam całować Roberta, no i mnie poniosło… gdy go poczułam w sobie potem trochę poczułam się jak kawałek mięsa, chciałam zwrócić mu uwagę, ale było po wszystkim. Leżał na mnie wtulając się w moje piersi, przepraszał… poprosiłam go o zmianę pościeli i poszłam do łazienki czułam, że mi podbrzusze rozsadzi, dzięki ciepłemu strumieniowi ukierunkowanemu na moją kobiecość zaznałam ulgi po dłuższej chwili. Postawiłam sobie tarota co powiedziały karty? Żebym była uczciwa i niczego nie robiła nie fair, i że Robert ma despotyczne ciągoty. Co mówiły wcześniej? Oto opis: „Od dawna hołubione marzenie się spełni, dzięki czemu zaznasz prawdziwego szczęścia. To wspaniała karta jeśli zamierzasz wkrótce zawrzeć związek małżeński albo rozpocząć biznesowe przedsięwzięcie. Być może rozpoczyna się zmysłowy romans.”
To co było było momentami zwierzęce, i dziki drapieżne w swej sile… co będzie dalej?
Wyczuwam od niego większą oschłość, a może mi się tylko wydaje…wiem jest szczery i mówi mi o pewnych rzeczach, przyznał że mi ufa. Powiedziałam mu, że nie potrafiła bym zawieść osoby która mi ufa. Gorzej z tym kto się wacha.
Gdy obudziłam się była 7.40 przeciągnęłam się i on obudził się, jest tak wrażliwy na mnie oraz to co robię… podczas snu.
Generalnie zachowywał się tak jakby mnie w ogóle nie było, żadnych rozmów, czułości, nawet nie zapytał czy się czegoś napiję. Gdy usiadłam mu na kolanach objął mnie, gdy pocałowałam całował namiętnie.
Gdybym nie przytuliła na progu pewnie by nie przytulił.
Zamknęłam za nim drzwi. Dopiłam herbatkę, odpaliłam laptopa, zaczęłam tą notkę, zasnęłam, obudziłam się usiłowałam dokończyć, ale dalej mnie zmogło… gdy wstałam rozebrałam się, i w końcu mogę nago chodzić po domu. Jestem sama…. On w pracy. Zastanawiam się czy nie zrobić obiadu jak wróci. Mamy dziś iść na zakupy ciekawe jak to wyjdzie.
Zauważyłam że od wieczoru piątkowego lubuję się w muzyce klasycznej często słucham kilku utworów, oto jeden z nich:


niedziela, 22 stycznia 2012

"przeszłość upijaj słońcem" - napis na kapslu od tymbarka.

Z jednej strony jest mi strasznie ciężko, przeżywam ciężkie chwile, momentami wiję się z bólu… tak strasznie ciężko mi to opisać… z drugiej strony w jakiś sposób pomaga mi obecność Roberta.
Wczoraj byliśmy na zakupach. No w końcu trzeba coś jeść, Robert ma mieć pieniądze dopiero w poniedziałek… a ja nie miałam zamiaru czekać, w końcu trzeba coś jeść.
Cieszę się że w lidlu znalazłam liczi, mój ulubiony owoc. Miło, że Robert też lubi, lubi prawie wszystko co lubię ja. Wracając weszłam do kosmetycznego, ale niestety nie było mojej ulubionej maseczki, więc poszliśmy zanieść zakupy i pojechaliśmy do miasta obok. Taka wycieczka, spontaniczna. Niby po maseczki… ale jednak ten kilkukilometrowy spacer był mi naprawdę potrzebny. po drodze kupiłam dwa tymbarki sobie i jemu, ja miałam "przeszłość upijaj słońcem" a on "kto mieczem wojuje". 
Myślę, że takie spacery, i wspólne rzeczy zbliżają ludzi.
Z rzeczy które kupiłam zrobiłam obiad po powrocie.
Wieczorem złapał mnie dół słuchałam muzyki i byłam nieobecna, nie wiem z czego to wynika…
Poszliśmy do sklepu gdzie kupiłam dwa Magnusy, ja wzięłam miodowego on rumowego. Miło było wypić sobie w łóżku… jak zwykle paliła się tylko lampka solna. Do naszego leżenia i gawędzenia, przytulania przed snem czasem jest muzyka a czasem cisza. Czasem też po prostu siedzimy.
Przekonuję Roberta, żeby był wobec menie szczery, i otwarty. On uważa, że lepiej by było gdybym pewnych rzeczy o nim nie wiedziała. Ja jednak uważam, że mam prawo wiedzieć kogo do cholery wpuszczam do swojego domu!
Jemu się wydaje, że nie jestem w stanie wyczuć pewnych rzeczy, może nie jestem w stanie pewnych rzeczy wyczuć, a na pewno nie wszystko. Dlatego rozmawiamy i weryfikuję na ile co i jak.
Kończy się sernik który upiekliśmy, wiec postanowiłam, że poszukamy czegoś nowego co będziemy pierwszy raz…
Zadowolona jestem że Robert zmywa naczynia, sprząta, dziś ładnie zajął się toaletą, wysprzątał ją na błysk.
Ja zrobiłam kurczaka w boczku, tego co marynował się od poniedziałku. Robert powiedział, że dobrze robi taka marynata, i że warto marynować.
To co mi się nie spodobało to to, jak dziś zapytał czy nie mam 10 pln na fajki dla niego. Powiedziałam, ze nie mam. Wkurwił mnie, bo co ja jestem mennica?! Po za tym przypomniało mi się jak Bartosz lubił wyciągać pieniądze ode mnie.
Jutro ma iść do pracy, ciekawa jestem czy pójdzie. Mam nadzieję, że tak. Obiecał mi, że jak wróci o określonej porze pójdziemy na zakupy. Obiecał też opłaty poczynić. Jak się wyraził: „jestem tutaj i poniosę wszelkie konsekwencje tego”. Jestem tego wszystkiego bardzo ciekawa. To znaczy co z tego wyjdzie.


piątek, 20 stycznia 2012

Życie jest wielkim płótnem. Zamaluj je tak kolorowo, jak tylko potrafisz.- Danny Kaye

Bolą mnie nogi, czuję potworne zmęczenie i jakoś ciężko mi… mieliśmy zrobić sobie  wypad do Agnieszki…
Rano dokończyliśmy oglądać „notatki o skandalu”. I powędrowaliśmy na pociąg, dobrze, że kupiliśmy bilety 24 godzinne bo zbliżając się do Sopotu poczułam potrzebę pójścia na cmentarz do Adama. Nieopisana cała masa emocji towarzyszyła mi podczas drogi na cmentarz. Jasne gdy pokazywałam Robertowi gdzie mieszkaliśmy z Adamem były to radość wspominania, ale i smutek, że to już…ale gdy szliśmy na cmentarz to było straszne, koszmarne… serce waliło mi jak młotem, nie mogłam oddychać, wręcz nie mogłam złapać tchu… prawie dusiłam się, czułam jak coś usiłuje rozerwać moją klatkę piersiową jednocześnie ściska mnie, coś jakby coś ciężkiego leżało na mojej klatce piersiowej. Robert był ze mną, ale na ile starałam się być twarda na tyle nie wychodziło mi to. Najpierw poszłam na mogiłę mojego przyjaciela zakonnika, zmarłego w 2002 roku. Płakałam, łzy leciały, nie mogłam złapać tchu zamknęłam oczy, i łzy leciały same. Robert starał się być przy mnie ale to jest takie cierpienie, że człowiek nie ogarnia…
Mogiły Adama i matki jego jak zwykle nie mogłam znaleźć, to normalne jak za życia były problemy tak nawet po śmierci żeby zapalić znicz na jego grobie to też nie łatwe…
Cierpię dalej, widać, że nie pogodziłam się dalej ze śmiercią Adama. Bo niby skąd te emocje?!
 W ogóle na pewno przeżywałabym to inaczej gdybym szła sama.
Jechaliśmy do Agnieszki w pociągu przytuleni. W Gdańsku kupiłam najpierw jagnięcinę, gdy wychodziliśmy z hali Robert powiedział, że droższe rzeczy on będzie kupował. Później poszłam po herbatę i kawę do ulubionego kolonialnego. Wzięłam swojej ulubionej mieszanki zielonej z białą i kawę czekoladową z chilli. Dowiedziałam się że Robert nie był 20 lat w Gdańsku z tej okazji zrobiliśmy sobie spacer po Długiej, potem nad Motławą…
Gdy pojechaliśmy do Agnieszki okazało się że nie ma dla nas czasu, bo remanent bo przyjęcie towaru, zrobiła mi herbatę jemu kawę, ale jeszcze jakaś baba przyszła i nie było kiedy pogadać. Zadzwoniła Alicja, powiedziałam jej, ze Robert powiedział, że będzie mi opłaty robił skoro u mnie siedzi jak to określił „poniesie pełne konsekwencje”. Alicja wściekła się…
Wróciłam do Agnieszki, Robert stał na zewnątrz palił papierosa powiedział że ta babka go podrywa i sobie szybko nie pójdzie. Nie wiem na ile mnie podpuszcza a na ile ma jakąś obsesje, że jest normalnie bogiem sexu którego każda kobieta pragnie. Masakra…
Generalnie nie było czasu pogadać, wiec się stleniliśmy…
Poszliśmy do perfumerii się wypsikać…. Zawsze milej…
W drodze powrotnej w skmce nie było siedzącego miejsca, dlatego byliśmy zmuszeni stać… stać w obcasach, po całym jeszcze dniu łażenia, auć … jednak gdy dane było usiąść ulga była.
Generalnie miłe uczucie gdy Robert łapie mnie za rękę, i tak chodzimy to miłe…też cieszę się z tego, że nie ode mnie wyszła rozmowa o opłatach…
Z drugiej strony zastanawia mnie co on tak pragnie zamieszkać ze mną…. Mówił, że boi się i nie lubi być sam. Widzę że naprawdę chce mi towarzyszyć w każdej chwili, dobrze że do wc mi nie włazi…
Dlatego miałam problem z wpisywaniem notek i odwiedzinach u Was. Tym razem dałam mu pilota od telewizora. A że chciałam muzyki posłuchać wyniosłam się do siebie. Nie ma to jak na własnym wyrku w samotności słuchać muzyki, i szperać w necie.
 Sylwia chce sie ze mną jutro spotkać. spotkam się z nią bardzo chętnie.... mam naprawdę nadzieje że w końcu pogadamy... trzeba będzie sie wcześniej spotkać bo czas tak szybko mija....